O tomie Wojciecha Kassa „Solfeż” na łamach miesięcznika „Nowe Książki” pisze Agnieszka Czajkowska

Tom Wojciecha Kassa to (…) rozbity na okruchy traktat o sztuce i artyście, postawionym wobec dokonującej się dewaluacji słowa.   AGNIESZKA CZAJKOWSKA NAUKA ŚPIEWANIA Po opublikowanych niedawno medytacjach, Wojciech Kass dokonuje w Solfeżu radykalnego zwrotu w stronę realności, potoczności, chwilami wręcz niskości. I choć tytuł, brzmiący z włoska, znamionuje pewną elitarność, to poetyckie solfeggio jest pieśnią ku czci odchodzącego świata, ale także nauką dźwięków właściwych naszej współczesności. To zbiór ćwiczeń – jak w podręczniku do kształcenia słuchu – na wiele głosów i na różne rytmy, czasem bardzo skomplikowane i wymagające maksymalnej koncentracji. Każdy, kto choć raz próbował odczytać głosem zapis nutowy wie, jak żmudne to zadanie. Niełatwy w lekturze jest także najnowszy tom wierszy Wojciecha Kassa. Solfeż uderza przede wszystkim swą rozmaitością – gromadzi liryczne dialogi, piosenki, erotyki, utwory hymniczne i elegijne, modlitwy, wreszcie epigramaty, a przez to przekonuje o niewymownym bogactwie świata i daremności prób jego pochwycenia. To bogactwo, trzeba uczciwie zaznaczyć, bywa zbyt nachalne, i utwory zgromadzone w Solfeżu dają wyraz zniecierpliwieniu, są nieraz wręcz gniewne. Poeta dobrze wie, że trzeba używać wielu farb i tonów, a także rozmaitych technik prezentacji, by oddać nieustanne zdziwienie i zachwyt oraz, jak to bywa, dystans i poczucie wyobcowania. Cechuje Solfeż obfitość form wierszowych, ich różnorodność oraz zaskakująca zmienność nastrojów. Kapryśny nurt kolejnych strof ma jednak swój porządek, rozpoczyna się od gotowości do słuchania, jak w pierwszym wierszu, który jest liryczną rozmową przyjaciół-poetów, kończy zaś odrzuceniem miarowych dźwięków bębna, zagłuszających i zakłamujących rzeczywistość. Pomiędzy Co słychać a Bębniarzem układa się – jak u Breughla – mozaika codziennych czynności, chwilowych oczarowań i gestów odrzucenia, słowem obraz świata balansującego między wzniosłością i upadkiem. Tom Wojciecha Kassa to także „wyciąg” z kultury, harmonia języków wysokich i niskich, konwencjonalnych i ludycznych, spojonych w charakterystyczny, kpiarski i groteskowy, ale i niepokojący głos uważnego obserwatora rzeczywistości. To wreszcie rozbity na okruchy traktat o sztuce i artyście, postawionym wobec dokonującej się dewaluacji słowa. Rozrachunkowy ton poezji zwiastuje przedmowa, w której autor konstatuje zmierzch poezji rozumianej po grecku jako poiesis – tworzenie czegoś nowego, a więc czynności polegającej na wypracowywaniu piękna. Jego istotą jest oddziaływanie na zewnątrz i znaczenie niezależne od twórcy, wykraczające poza zakres jego „technicznych” starań (sztuka jest także pracą, o tym przypomina nam autor). Zamieszczona na pierwszej karcie wypowiedź skierowana do czytelnika to jednocześnie osobiste wyznanie poety, deklaracja wciąż żywej wiary w sens literatury, dla której punktem odniesienia powinien być absolut, a najwłaściwszą ścieżką – metafizyka. Inicjalny gest autora Solfeżu,  niejako podpowiadający tryb lektury, ma znaczenie szersze niż tylko instrukcja czytania. Wprowadzając odbiorcę w świat swoich wierszy autor wpisuje się w sekwencję pytań o piękno, zadawanych niejednokrotnie w obliczu barbarzyństwa, okrucieństwa, brzydoty. Wojciech Kass przekonuje, że zawsze jest czas i miejsce dla Orfeusza, nawet jeżeli „zaniedbano naukę o pięknie”. Piękna szuka poeta w naturze, obserwowanej uważnie, z czułością, a czasem z humorem. Ma do tego – jak mówi w inicjalnym wierszu – „dobrze nastawiony głos”. Natura jest w wierszach z tomu Wojciecha Kassa oswojona, udomowiona poprzez czynności pielęgnacyjne, jak w jednym z najpiękniejszych lirycznych wyznań, zatytułowanym Przejścia. Mówiący w nim jaśmin dokumentuje przemienność pór roku i mijanie kolejnych lat, a także bliskość dwojga ludzi. Przyroda bywa w Solfeżu adresatką hymnów pochwalnych, jak w wierszu Do leśniczówki, pod wieczór. Autor obdarza ja familiarnymi nazwami, jak obłoki w wierszu Krasnogruda, tropi jej tajne ścieżki, odsunięte przez turystów ulegających dyktatowi kiczu i szukających łatwizny. Jednak solfeżowe wiersze nie trącą tanim dydaktyzmem, są raczej wezwaniem do refleksji, często też do bezpośredniej, wcale niełagodnej oceny. Ten drugi biegun, przeprowadzona z wyczuciem kryteriów moralnych analiza zachowań społecznych, jest istotnym składnikiem poetyckiego świata Solfeżu. Dzięki wplecionej w wiersze potoczności, trywialności, które poeta miesza z najwyższymi rejestrami myśli, frazy Wojciecha Kassa tętnią, pulsują, atakują z mocą, zdzierają fasady, przywracają ciężar właściwy rzeczom,  dekonstruują fałsz. Jest w nich żarcie, wykręcanie, wierzganie, zachłyst i wstrząs. Jest w nich wreszcie ciążenie ku Bogu, który staje się istotnym kontekstem zebranych w Solfeżu wierszy. Kończący tom Bębniarz to szarża przeciw hałaśliwym atrapom rzeczywistości i manipulowaniu sensem. Kłamstwo, którego synonimem jest bęben, to obraz naszego upadku, z którego można się wydobyć jedynie poprzez poezję, „nie zagłaskującą skrzydeł”, niewygodną w recepcji, a widzącą to, co ujawnia się spod płynących łez. Tę, którą zebrał Wojciech Kass w swoim Solfeżu.   [Nowe Książki nr 10 / 2025]

„Koliber” w „Gościu Niedzielnym”. Najnowszy tom wierszy Marka Rapnickiego, poety i eseisty, redaktora naczelnego „Almanachu Prowincjonalnego”, recenzuje Janusz Nowak

W nowym tomie wierszy Marek Rapnicki smakuje piękno chrześcijańskiej cywilizacji. Okiem pielgrzyma ogląda cuda stworzone na Bożą chwałę – pisze recenzent. Marek Rapnicki dobrze zna wartość słowa, wie, że nie powinno się nim szafować. „Trzmiel w wiosennym słońcu / na gałązce rozmarynu / wart więcej od miliona słów” – pisze w wierszu „Krajobraz”. Mówić wolno jedynie o rzeczach najważniejszych i najpotrzebniejszych. O takich rzeczach trzeba mówić i wołać nawet, choćby inni wzruszali ramionami i dyskretnie drwili. Autor „Rzymu według Marka” nie tylko nie zapomina o ewangelicznej sentencji, dającej nadzieję, że „jeśli ci umilkną, kamienie wołać będą” (Łk 19,40), ale i swoją poetycką maestrią sprawia, że odbiorcy jego wierszy mogą wsłuchać się w bezgłośne wołanie kamieni (tych, które „On układa kamień na kamieniu”) z katolickich świątyń. Autor, smakujący piękno chrześcijańskiej cywilizacji, wytrwale „mówi(ł) oku patrz / głowie powtarza(ł) skup się / jak byśmy się nie odwrócili / takiej chwili już nigdy nie będzie” („Za plecami”). Okiem pielgrzyma ogląda cuda stworzone ad maiorem Dei gloriam i tę Bożą chwałę głoszące od stuleci. Z czułością kontempluje freski, malowidła, posągi, odkrywając w nich „znaki (…) że [Bóg] Jest i nie Spuszcza z nas oczu” („Czego ja”). Jako pobożny katolik nie wstydzi się gestów niemal całkowicie zapomnianych przez wielu nominalnych wyznawców katolicyzmu: „przekraczałem próg jak w sanktuarium nigdy w muzeum / zginało się kolano przed wiecznym płomykiem” („Tak to ja”). Naturalnym zachowaniem w świątyni, w której przed tabernakulum płonie wieczna lampka, jest przyjęcie postawy modlitewnej, bo „kościół [jest] jak domostwo jak leże w wędrówce / pacierz rodziców rozpostarty nad kołyską” („Pragnienie”). Poczucie bycia u siebie, pod płaszczem Ojca, napełnia bohatera lirycznego radością, spokojem, pragnieniem przedłużenia chwil dających przedsmak szczęśliwości wiecznej: „nie przydarzyło mi się w życiu nic większego / jak ta słodka niepewność / jak ten dzwon na Anioł Pański którym milczy opactwo” („Wciąż”). Silne doznanie przeżyć, znanych np. z pism św. Teresy od Jezusa, jest możliwe w czasie Mszy św. w kościele w węgierskim Tihany, kiedy paradoksalnie „nie rozumieliśmy ni słowa / wiedzieliśmy wszystko” („Wzwyż”). Nie chcąc odebrać czytelnikom radosnego zaskoczenia zasugerowanym przez autora odczytaniem tytułu, ośmielę się podać własną propozycję. Co-liber („Koliber”) to książka wspólna, zawierająca apologię wiary, a tym samym dająca nam – wspólnocie wiernych – „motywy życia i nadziei”. Taki właśnie jest tom Marka Rapnickiego.   [„Gość Niedzielny” nr 44 z 2 listopada 2025 roku]

Maciej D. Woźniak „Dźwiganie świata. O poezji Krzysztofa Kuczkowskiego”

Dlaczego Krzysztof Kuczkowski? Bo to poeta ważny dla polskiej literatury końca XX i początku XXI wieku. A przy tym poeta, o dziwo, do tej pory nigdy nieopisany w sposób wyczerpujący w szczegółowej monografii. Dlaczego nieopisany? Trudno orzec, tym bardziej że wiersze Kuczkowskiego na przestrzeni lat były omawiane przez wielu znakomitych literaturoznawców i krytyków literackich. Już samo to świadczy, jak istotna to postać dla poezji polskiej przełomu wieków.   „Dlaczego Krzysztof Kuczkowski? Bo to poeta ważny dla polskiej literatury końca XX i początku XXI wieku. A przy tym poeta, o dziwo, do tej pory nigdy nieopisany w sposób wyczerpujący w szczegółowej monografii. Dlaczego nieopisany? Trudno orzec, tym bardziej że wiersze Kuczkowskiego na przestrzeni lat były omawiane przez wielu znakomitych literaturoznawców i krytyków literackich. Już samo to świadczy, jak istotna to postać dla poezji polskiej przełomu wieków. Ważniejsze od wieloletniej obecności Kuczkowskiego w polskim życiu literackim i docenianiu go przez krytyków jest jednak co innego. Wielowymiarowość, oryginalność i głębia jego poezji. Poezji, która zawiera liryczny ogląd świata, dialog z kulturą oraz podróż w głąb duchowości. W kolejnych częściach monografii przedstawiono różne aspekty twórczości Krzysztofa Kuczkowskiego. Część pierwsza zatytułowana „Poeta” to z jednej strony opis rzeczy zewnętrznych – działalności Kuczkowskiego, w tym tej związanej z „Toposem”, czy recepcji jego dzieł – a z drugiej próba analizy artystycznych motywacji twórcy, wejrzenia do głębi. Część druga, „Świat”, to analizy tych utworów Kuczkowskiego, w których poddaje on poetyckiej transformacji świat zewnętrzny, od natury do przestrzeni miejskich, nierzadko „wyposażając” owe przestrzenie w aspekt metafizyczny lub włączając tematykę pamięci. W części trzeciej zatytułowanej „Kultura” pochylono się nad utworami Kuczkowskiego, w których czerpie on z kultury wysokiej i niskiej, a także podejmuje dialog z rzeczywistością popkulturową. Wreszcie w czwartej części pod tytułem „Ponad” podjęto temat wątków eschatologicznych, egzystencjalnych i duchowych tudzież religijnych w poezji Kuczkowskiego. Twórczość Krzysztofa Kuczkowskiego to ogrom tematów i bogactwo poetyckiego języka. Do zapoznania się z nią zachęca ta książka – przez analizy literaturoznawcze oraz (przede wszystkim) przez ponad pięćdziesiąt utworów poety, które odnaleźć można w antologii zamieszczonej na końcu publikacji.” (Ze strony Instytutu Książki)   Kup i pobierz>> https://sklep.instytutksiazki.pl/produkt/maciej-d-wozniak-dzwiganie-swiata-o-poezji-krzysztofa-kuczkowskiego-e-book/   ——————————————————–   Maciej D. Woźniak Literatura duchowa jako egzystencjalny przełom Zwrot w stronę sacrum związany jest u Kuczkowskiego z życiową drogą, ze zmianą, jaka się w nim dokonała. Doświadczenie nawrócenia autora należy do granicznych i jako takie przełożyło się na poezję, która od pewnego momentu stała się bardziej nasycona pytaniami o byt, absolut i metafizykę. Jak zwracał uwagę Wojciech Kudyba, doświadczenie przełomu wewnętrznego to temat, który z wolna przedostawał się do refleksji literaturoznawczej. Krytyk zauważał, że w pierwszej wydanej w Polsce monografii poświęconej literackiej semantyce podobnych doświadczeń dominował ton minorowy, a wśród tytułów szkiców w owej publikacji znaleźć można było takie jak Kenoza bez nawrócenia. O bohaterze powieści Tadeusza Nowaka „A jak królem, a jak katem będziesz” czy O nawróceniu, którego nie było – późna proza Edwarda Stachury. Pomijano tam natomiast świadectwa zmiany realnej i pozytywnej, których zdaniem Kudyby nie brakowało w rodzimej poezji dwudziestowiecznej. Takim świadectwem są bez wątpienia wiersze Kuczkowskiego. Utwory, w których wyczuć można intertekstualną grę odniesień – odsyłającą też do Biblii i jej symboliki – intelektualną przenikliwość, szacunek wobec tajemnicy absolutu, ale także niejednokrotnie radość ze spotkania z Bogiem, zachwyt nad jego obecnością (Głębiej. Bliżej jest tego dobrym przykładem). To prowadzi do pytania o klucz, czy raczej o możliwe ścieżki interpretacyjne, wedle których można by tę poezję odczytywać właśnie jako doświadczenie spotkania Boga. Jedną z takich ścieżek, jak sądzę, może być krytyka kerygmatyczna. Jest to strategia zaproponowana swego czasu przez Mariana Maciejewskiego, historyka literatury znanego najbardziej z prac dotyczących polskiego romantyzmu (w tym Norwida), a przy tym aktywnego uczestnika formacji Drogi Neokatechumenalnej, w ramach której jako świecki katechista prowadził ewangelizację w kilku krajach. Wielu badaczy odrzuca wprawdzie i neguje wartość krytyki kerygmatycznej jako metody badawczej czy interpretacyjnej, warto ją jednak przywołać w kontekście literackich rozważań dotyczących egzystencjalnego przełomu. Na czym polega propozycja Maciejewskiego? To koncepcja interpretacji tekstu literackiego kładąca nacisk na egzystencjalny aspekt wiary religijnej, na indywidualne doświadczenie Chrystusa. Jak zauważał Maciej Nowak, źródeł takiego podejścia upatrywał Maciejewski w nieadekwatnym traktowaniu samego chrześcijaństwa przez badaczy literatury. Ich błąd polegał, jego zdaniem, na pomijaniu w procesie naukowym aspektu egzystencjalnego wiary religijnej, czyli na metodycznym zabiegu zawieszania indywidualnego doświadczenia Chrystusa. W badaniach „tylko” naukowych, skupionych na wypełnianiu filologicznych powinności, zostaje, wedle Maciejewskiego, pominięte samo jądro chrześcijaństwa, jego „ontyczna odmienność”. Upraszczając najbardziej, jak to możliwe, Maciejewski twierdził, że literaturę winno się odczytywać poprzez kerygmat, poprzez doświadczenie śmierci i zmartwychwstania Chrystusa, a egzystencjalny aspekt owego doświadczenia powinien stanowić klucz w interpretacyjnych poszukiwaniach. Interpretator dzieła winien więc pytać, na ile i czy w ogóle koresponduje ono z przesłaniem kerygmatu. Taka postawa badawcza naturalnie prowadzi do określonych konsekwencji. Jak zauważał Nowak:   Autentyczne przejęcie się prawdą o fundamentalnej odmienności wiary w Jezusa Chrystusa oraz jej zrozumienie stanowi, zdaniem Maciejewskiego, zarówno warunek sine qua non „literatury głęboko chrześcijańskiej”, jak i wymaganie skierowane do samych badaczy tego typu komunikatów: „Nie trzeba dowodzić, iż literatury głęboko chrześcijańskiej nie może uprawiać ktoś, kto pozostaje poza chrześcijaństwem w sensie doświadczenia, i pełna jej egzegeza jest tylko możliwa dla analogicznego hermeneuty”.   Zatem tylko badacz wierzący i wiary doświadczający może w pełni zrozumieć przekaz literatury chrześcijańskiej, bo tylko on jest w stanie odnaleźć się w indywidualnym doświadczeniu Chrystusa przedstawianym przez autora. A tym bardziej – tylko człowiek wierzący może stworzyć dzieło literackie (czy też dzieło sztuki w ogóle), w którym manifestować się będzie doświadczenie kerygmatu. Nowak, przedstawiając powyższą myśl Maciejewskiego, poddawał ją – skądinąd słusznej – krytyce, zauważając, że ujęcie takie stawia poza nawiasem literatury religijnej (czy też chrześcijańskiej) wielu pisarzy, poczynając od przywoływanego tu już Stanisława Lema, którego Maria Jasińska-Wojtkowska określiła jako opisującego naturę zła poprzez analogię do chrześcijańskiej idei mysterium iniquitatis. Kontrowersje wywoływane przez myśl Maciejewskiego są zrozumiałe. Sprzeciw może budzić zarówno brak klarownych wskazań, kogo uznawać za pozostającego „w obrębie chrześcijańskiego doświadczenia”, jak też rygorystyczne ramy, poza które zostaje wypchniętych wielu autorów. Gdyby jednak powyższą wypowiedź badacza zaledwie lekko skorygować – zamiast twierdzić, że literatury głęboko chrześcijańskiej nie może uprawiać ktoś pozostający poza chrześcijańskim doświadczeniem, ujmijmy to w ten sposób, że ten, kto takie doświadczenie posiada, może ową literaturę uprawiać najpełniej – okazałoby się, że propozycja ta zyskuje na funkcjonalności. Przypominałaby w swej istocie ujęcie Umberta Eco, według którego ten, kto doświadczył Chrystusa i był blisko Niego, może jeszcze skuteczniej dosięgnąć Go w literaturze. Mówiąc językiem wierszy Kuczkowskiego – może wypatrzeć anioła na niebie. Eco zauważał, że tekst nie jest niczym innym jak tylko strategią, która organizuje świat jego interpretacji, jeśli nie „prawomocnych”, to dających się uprawomocnić. I tak właśnie rozumiem myśl zawartą w założeniach krytyki kerygmatycznej Maciejewskiego – jeżeli w jakimś tekście mowa jest o indywidualnym doświadczeniu wiary, kerygmatu, patrzenie nań przez pryzmat doświadczenia chrześcijańskiego może pomóc w pełniejszym jego zrozumieniu, w dotarciu do centrum pola semantycznego. Apologeci Maciejewskiego mówili, że pojawia się u niego „kategoria rozmowy niebędąca wykwitem rozproszonej dziś antropologii, ale stanu pierwszego, jakby aktu założycielskiego istnienia, którym jest tajemnica Krzyża”. Na to właśnie zwraca uwagę Maciejewski – jeżeli w danym dziele literackim obecna jest tajemnica Krzyża i jej doświadczenie, właśnie poprzez kerygmat i jego manifestację warto ów utwór odczytywać. Bernadetta Kuczera-Chachulska, opisując poglądy tego badacza, wskazywała: Krytyka kerygmatyczna, zainicjowana przez Maciejewskiego […], jest najpoważniejszą próbą rewizji w dziele sztuki słowa tego, co rzeczywiście i obiektywnie chrześcijańskie, przy jednoczesnym całkowitym respektowaniu złożoności artystycznej utworu. Badaczka wskazuje tym samym, że Maciejewski nie negował w swych założeniach skomplikowanych konstrukcji danych dzieł, lecz zwracał uwagę na istotność pierwiastka chrześcijańskiego doświadczenia. Zetknięcia z kerygmatem właśnie. Niezależnie zatem od pewnych wątpliwości metodologicznych, koncepcję tę można uznać za jeden z kluczy do interpretacji poezji Kuczkowskiego. Aczkolwiek sam podkreślam – jeden z kluczy,

O „Włóczęgach duchowych” i „Snach i rozmowach” Wojciecha Kudyby pisze Karol Alichnowicz

Nie bez powodu wspominam o rytmie, bo poezja Kudyby to poezja w ruchu, i to na wielu płaszczyznach. Autor kreuje lirykę wyrazistych obrazów ewokowanych w języku wyzyskującym walory instrumentacji głoskowej, chwilami bardzo muzyczną, ale też gra postaciami wiersza i jego zmienną tonacją emocjonalną. KAROL ALICHNOWICZ MKNĄĆ DO NIEBOSŁONU (fragmenty) Nie bez powodu wspominam o rytmie, bo poezja Kudyby to poezja w ruchu, i to na wielu płaszczyznach. Autor kreuje lirykę wyrazistych obrazów ewokowanych w języku wyzyskującym walory instrumentacji głoskowej, chwilami bardzo muzyczną, ale też gra postaciami wiersza i jego zmienną tonacją emocjonalną. Oscyluje między małą, lapidarną w swoim wyrazie formą znamionującą początkowy etap twórczości (wiersze prezentowane w wyborze jako Małe rzeczy) a rozbudowaną, operującą rozległą frazą strofą („Tyszowce i inne miasta” czy „Gorce Pana”), między dążeniem do kondensacji treści i znaczenia a tworzeniem poetyckiego mikroświata bogatego w kulturową symbolikę i liczne lekturowe odwołania, np. do Rilkego. W najnowszym tomie odnajdziemy – dynamizującą jego strukturę – wypadkową obu tendencji (choć miniatury, jak świetny „Zacheusz”, stanowią w nim mniejszość). W ten sposób Kudyba osiąga ten rodzaj napięcia, który wytrąca z rutyny lirycznej jednostajności, ale ważniejsze jest dla owego wewnętrznego ruchu coś innego: zapożyczona przez poetę ze słownika norwidologów koncepcja „poruszonej formy”. […] (…) świat poetycki Kudyby, mimo że przepełniony doświadczeniem ziemskiego bytowania, niekiedy z gorzkim ciężarem przyziemności, jest zorientowany wertykalnie – ku transcendencji: „Kręcić się nad polami / Mknąć do nieboskłonu / Między białe obłoki / I tam szukać domu” (*** Uciec z duszą na listek ze „Snów i rozmów”). W ten sposób realizuje się wywodząca się z Nowego Testamentu koncepcja człowieka wewnętrznego” („Ukryty żar // Który nas zmienia – zawsze w środku”; Duch Boży, we wcześniejszej wersji z przywołanego tomu tytuł jest jednowyrazowy – Duch), który jest w stanie odnaleźć dar wiary w akcie symbolicznego oczyszczenia i poszukiwania prawdziwego duchowego domu. Kudyba ów trud metafizycznej podróży ukazuje w perspektywie przeniesionej na grunt poetycki filozofii dialogu i koncepcji Innego (filozofia ta jest też nazywana filozofią Innego). Pozwala to otworzyć się poecie, poezji, językowi na mającą charakter wyjątkowy, nieprzewidywalną relację Ja – Ty, zarówno Ty człowieka, jak i Ty Boga. „Rozmowa jest naszym światem” – powie w wierszu „Rozmowa jest naszym światem” (w poprzedniej wersji pt. „Mała ojczyzna” odnajdziemy istotną semantyczną różnicę wyrażoną w inicjalnej frazie: „Rozmowa jest małym światem”) i to stwierdzenie określa najlepiej charakter ważnego dla liryki Kudyby spotkania z Innym. Spotkania możliwego dzięki słowu, mowie, roz(mowie) i rozpoczętej podróży. Tekst recenzji ukazał się we wrześniowym numerze miesięcznika NOWE  KSIĄŻKI 9 / 2025

Jarosław Jakubowski o „Głosolaliach” Krzysztofa Kuczkowskiego w „eleWatorze”

Rację miał redaktor tomu Krzysztofa Kuczkowskiego „Głosolalia” opatrując go na okładce zdaniem: „To głos osobny i bardzo wyrazisty, wyznaczający własną drogę w gąszczu współczesnej poezji”. Kuczkowski, w ostatnim 30-leciu zaangażowany głównie w redagowanie dwumiesięcznika literackiego „Topos”, publikuje stosunkowo rzadko, ale za każdym razem jego propozycje wyróżniają się na tle tego „gąszczu”.   JAROSŁAW JAKUBOWSKI Dziennik nieprzystawalności Rację miał redaktor tomu Krzysztofa Kuczkowskiego „Głosolalia” opatrując go na okładce zdaniem: „To głos osobny i bardzo wyrazisty, wyznaczający własną drogę w gąszczu współczesnej poezji”. Kuczkowski, w ostatnim 30-leciu zaangażowany głównie w redagowanie dwumiesięcznika literackiego „Topos”, publikuje stosunkowo rzadko, ale za każdym razem jego propozycje wyróżniają się na tle tego „gąszczu”. Nie inaczej jest w przypadku „Głosolaliów”, które bez zbędnej asekuracji wypada zakwalifikować jako zbiór poezji religijnej. Ten nurt w naszym poezjotwórstwie reprezentowany jest na ogół przez poetów księży, co oczywiście nie znaczy, że każdy piszący kapłan tworzy wiersze religijne i że takowe nie przytrafiają się świeckim. Myśląc o poezji Kuczkowskiego jako twórczości religijnej mam na myśli dwa aspekty. Po pierwsze, sięgając do terminologii Mircea Eliadego, można powiedzieć, że jako homo religiosus poeta ten bardzo silnie doświadcza sacrum i profanum, czemu daje wyraz w swych wierszach. Po drugie kreacja poetycka odbywa się u niego zwykle w odniesieniu do religijnego imaginarium i na nim jest oparta. Wydaje się, że wobec tych konstatacji określanie tej poezji mianem metafizycznej byłoby jej zubożeniem. Owszem, jest metafizyczna, ale z niebagatelnym naddatkiem w postaci niedającej się pominąć w lekturze głębokiej wiary poety. Cały tom przypomina notes do (albo z) rekolekcji. Wyimki z dzieł kultury i teksty dyskursywne (minieseje, notatki, szkice) towarzyszą tu „wierszom właściwym”, często również inkrustowanym cytatami, kryptocytatami i parafrazami. Ponadto immanentną część książki stanowią przypisy, pisane nierzadko z poczuciem humoru i dystansu. No właśnie, Kuczkowski wie, że pierwszym przykazaniem każdego poety, nie tylko religijnego, powinno być: „nie zanudzać bliźniego swego”. I ja podczas lektury miałem wrażenie obcowania z dziełem żywym, mieniącym się obrazami i znaczeniami, wysmakowanym pod względem językowym, a także intelektualnie pożywnym. Weźmy choćby fragment z takimi przerzutniami: „(…) sopran chłopięcy przeprawia/ na powrót poprzez mroczną geometrię trumny, przez muły i pokłady rudy, przez ił i róż/ wodnych klomby”. Przytoczone w książce zdanie Adama Mickiewicza: „Zbyt wiele pisaliśmy dla zabawy albo dla celów zbyt małych” można przyjąć za credo „Głosolaliów”, choć Kuczkowski nigdy nie przestaje bawić się polszczyzną. Znajdziemy tu piękne wiersze poświęconej starej matce, z echem Różewiczowskich wypominek, znajdziemy też zadziwiające szczerością „Uczciwe opisanie samego siebie nad małą czarną w Centrum Handlowym Riviera w Gdyni”, gdzie homo religiosus modli się za ludzi przemykających we wszystkich kierunkach i kończy swój wiersz-modlitwę inkantacją: „Galeria jest pełna chwały Twojej. Składy/ i magazyny pełne są chwały Twojej. Stoiska han-/ dlowe wyśpiewują Twoją chwałę: Sanctus, Sanctus,/ Sanctus Dominus, Deus Sabaoth”. Raz po raz do wierszy Kuczkowskiego wdziera się dramatyzm wynikający wprost z religijnego oglądu rzeczywistości. Dojmująca jest wizja piekła z wiersza „Kuszenie”: „O tak, zabijmy go./ O tak, będziemy wolni./ Będziemy przebiegać pustkowia./ Będziemy stawiać namioty z ognia./ Przez całą wieczność będziemy/ w nich płonąć./ Będziemy królami ognia./ Królami./ O tak, będziemy królami”. A w wierszu „Moja mama jeszcze żyje…” czytamy: „I tak trwamy połączeni –/ moja mama i śmierć, i ja/ w świecie, który nas nie kocha”. Parafrazując poetę, można stwierdzić że świat nie kocha tych, którzy „miewają sny”, choć oni kochają świat. „Głosolalia” są poniekąd książką paradoksalną, z jednej strony próbą „zamachu na Wszystko” biorącą się z „apetytu na świat”, z drugiej zaś – jak wyznaje poeta – „dziennikiem mojej ze światem nieprzystawalności”.   Jarosław Jakubowski   Krzysztof Kuczkowski, „Głosolalia”, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2025. [Tekst opublikowany na łamach kwartalnika literacko-kulturalnego „eleWator” nr 41 (1–2 / 2025)]

Na łamach „eleWatora” o „W metaforze” Tadeusza Dąbrowskiego pisze Piotr Wiktor Lorkowski

Podobno nie należy sądzić książki po okładce, aczkolwiek już sam kształt edytorski wyboru wierszy i fragmentów prozatorskich, aforyzmów, opatrzonych eseistycznymi glosami przez Tadeusza Dąbrowskiego zatytułowanych „W metaforze”, wizualnie dopowiedzianych przez Henryka Cześnika, malarza i rysownika o poetycko fantazyjnej imaginacji, budzi respekt, jeszcze zanim zaczniemy go studiować.   Piotr Wiktor Lorkowski Lekcje metafory Jestem spragniony przenośni, która otwierając oczy, uczy mnie poznawczej pokory T. D. Podobno nie należy sądzić książki po okładce, aczkolwiek już sam kształt edytorski wyboru wierszy i fragmentów prozatorskich, aforyzmów, opatrzonych eseistycznymi glosami przez Tadeusza Dąbrowskiego zatytułowanych „W metaforze”, wizualnie dopowiedzianych przez Henryka Cześnika, malarza i rysownika o poetycko fantazyjnej imaginacji, budzi respekt, jeszcze zanim zaczniemy go studiować. Format bynajmniej nie kieszonkowy, konceptualna obwoluta, szlachetny papier. Wszystko to zwiastuje, że trafia do naszych rąk rzecz okazała. Lecz dyskurs prowadzony przez Dąbrowskiego w ścisłym powiązaniu z wybranymi tekstami i wyjętymi z nich na chwilę (trwającą mniej więcej tak długo, jak spisanie zwięzłej, esencjonalnej noty lub króciutkiego szkicu), przenośniami, rychło na powrót, niejako z biegiem hermeneutycznego koła, umieszczanymi w macierzystym kontekście, domaga się uważnej lektury i umie się za nią odwdzięczyć. Uwagi, domysły, hipotezy Dąbrowskiego powinniśmy potraktować jako przykłady odbioru erudycyjnego, wszelako zbędną erudycją nie przeciążonego. Kwestią funkcjonowania metafory w jej relacji do prawdy dzieła literackiego zajmowały się umysły z samej czołówki nowoczesnej filozofii, by tylko wspomnieć Hansa Georga Gadamera i Paula Ricouera. Jeżeli spróbowalibyśmy dowieść, że także ich myślenie zaważyło na rozumieniu metafory przez egzegetę-komentatora, zapewne by się nam udało; znajomość ich myśli jeszcze nie tak dawno należała do intelektualnego wyposażenia absolwentów polonistyki. Prócz własnej praktyki twórczej, redaktorskiej i czytelniczej, znać po nim polonistyczny sznyt, co tutaj trzeba by uważać za zaletę, gdyż pozwoliło to umieścić rozważania interpretacyjne na bardzo szerokim tle humanistycznym, a nawet poza nie wykroczyć z fortunnym rezultatem, z niemałym pożytkiem dla zaproponowanych tutaj odczytań, którymi zechciał się z nami podzielić. Wyjaśnijmy jeszcze, czym „W metaforze” nie jest. Z całą pewnością nie jest monograficznie ni systematycznie ujętą historią nowożytnej liryki. Wprawdzie Dąbrowski układa swoje rozważania w przejrzystym układzie chronologicznym (XVIII – XXI wiek), niemniej sam dobór autorów oraz tekstów czyni tę książkę tyleż osobistą co subiektywną. Siłą rzeczy znacznie bardziej subiektywną niż solidna, przeglądowa, wzbudzająca kiedyś sporo dyskusji antologia „Poza słowa”, rzetelne kompendium wiedzy o poetach trzech dekad 1976–2006. Także ona mogłaby być ona punktem odniesienia dla rozważań interpretacyjnych skoncentrowanych wokoło przenośni. Praca nad nią pozwoliła Dąbrowskiemu zyskać sporą wiedzę historycznoliteracką oraz wypracować kryteria wartościowania tekstów. Obecnie kompetencje te pozwoliły mu przenieść literacką aksjologię na poziom egzystencjalny i metafizyczny.   Lista autorów, do których tekstów Tadeusz Dąbrowski się odwołuje, liczy ponad siedemdziesiąt nazwisk, polskich i zagranicznych. Po jedynym przedstawicielu literatury staropolskiej (Józef Baka), następuje szereg nazwisk klasycznych (Krasicki, Mickiewicz, Słowacki, Norwid, Asnyk), wszakże ilościowo przeważają nad nimi klasycy nowoczesności od Leśmiana do Herberta, oraz poeci, których podręczniki włączyły w krąg szeroko pojętej liryki współczesnej. Niemało uwagi poświęcił egzegeta poezji powstałej po przełomie roku 1989. Rzucił przy tym światło na wiersze autorów godnych przypomnienia („Forever young”, „Nieutuleni” Krzysztofa Smoczyka”; „***, zgnieciona jak kartka…” Macieja Niemca; „Ikona rodzinna”, Piotra Cielesza ). Docenił poetów, co o rozgłos nigdy specjalnie się nie starali, włączając do swego wyboru dwa wiersze Ludwika Filipa Czecha („Trudno uwierzyć”; „***, Nie ma nic smutniejszego…”). Uzupełnił go kilkunastoma przekładami, od haiku Matsuo Bashō, do Michela Houellbecqua, dobranymi, podobnie jak w przypadku wierszy polskich na zasadzie istotności ich przesłania, ich korespondencji z wyobraźnią, emocjami, chwilowymi intuicjami „podmiotu interpretującego”. Ale asumpt do rozważań dał mu także fragment opowiadania „Dodo” Brunona Schulza, fragment przedmowy Anny Świrszczyńskiej do jej „Wierszy wybranych”, garść aforyzmów Stanisława Jerzego Leca. Rozrzut ogromny. Czy dałoby się tu wskazać jakieś mniej więcej określone, intersubiektywne kryterium, scalające taką różnorodność, a respektujące zamiar interpretatora, starającego się oddać niezwykle szerokie spektrum odcieni poetyckiego mówienia. Otóż tak. Dąbrowski mierzy się z tekstami i metaforami poprzez które prześwituje prawda człowieczego bycia: jego wewnętrzne zmagania z religią (fragment „Traktatu teologicznego” Czesława Miłosza), problemy z tożsamością zmienną pod przez wpływem czasu („Fotografia” Zbigniewa Herberta), smutek nieuchronnych kompromisów („Z zabaw i gier dziecięcych” Andrzeja Bursy), zawiedzione i wyszydzone oczekiwania (anonimowa pieśń ludowa „Prosili nas na wesele”), deziluzje („Amory” Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej), a także ujawniają się wartości określające jego doczesną jakość oraz transcendentny sens.   Aby wniknąć w interpretacyjne intencje nie musimy się nazbyt utrudzić. We wstępie Dąbrowski objaśnia je wprost:   Interesuje mnie metafora, która nie daje spokoju, uwodzi, ale nie wykorzystuje, zaprasza do środka, ale nie zamyka, która jest odpowiedzialna, to znaczy: wywiązuje się z tego, co obiecała, a nawet jeśli rozczarowuje, to tylko w takim znaczeniu, że pozbawia złudzeń, nawet jeśli rani, to daje poczucie, że mino wszystko było warto, że ból jest uzasadniony, bo poszerzył moje widzenie. Szukam wyłącznie metafor, które „mają konsekwencje”, rozwijają się w opowieść o życiu, o moim życiu, nie takim, jakie znam, ale o takim, jakie nie znam. O moim życiu, które dotąd było przede mną zakryte. Ważne są dla mnie metafory będące mózgiem wiersza, jego duszą, czasem sumieniem, stwarzające warunki do rozmowy, pozwalające się spotkać zarówno z poetą dawnym i tym najbardziej współczesnym, w przestrzeni bezczasu […] (s. 8).   Cytat trochę przydługi. Jednak każdy, kto myśli o owocnej lekturze tych rozważań, powinien dwakroć przeczytać cały akapit, z którego go wyjąłem. Wskazuje on na kierunki eksploracji tekstu, oczekiwania, obszary interpretacyjnych zainteresowań, na swoisty „modus operandi”, dalej: na cel obcowania z przenośnią obecną w wypowiedzi literackiej – a jest nim zrozumienie, dotarcie do sedna istnienia przynajmniej w trzech jego wymiarach: ontologicznym, epistemologicznym, aksjologicznym. Co ciekawe: temu celowi zostały podporządkowane spontaniczne, skojarzeniowe gry językowe, lub międzyjęzykowe prowadzone na marginesie dociekań (por. przykładowo: s. 161, 209, 255). Natomiast czysto estetyczna, ornamentacyjna, rola metafory została przesunięta na plan najdalszy, dosłownie najdalszy. Pośród dociekań metodologicznych nie należałoby zapominać o tym, że całość zatytułował autor miejscownikowo przy użyciu przyimka „w” zakreślającego krańce pola napięć semantycznych i emocjonalnych, nieodłącznych od faktyczności życia. Ową faktyczność ceni Dąbrowski wysoko. Daje temu wyraz w szkicach poświęconych wierszom wpisującym się w poetykę okołobrulionową („Stare zamszowe buty” Krzysztofa Jaworskiego) lub postbrulionową („Dyska (psychozabawa)” Filipa Zawady), albo skłaniającą się ku lirycznemu realizmowi („Wymiana okien” Krystyny Dąbrowskiej). Spora część egzegetycznego wysiłku została tutaj zainwestowana w odczytywanie/wyczytywanie faktów z życia, także wewnętrznego, tekstowego „ja”, doświadczeń duchowych nie wyłączając, w czym upewniają nas rozważania nad Miłoszem i Różewiczem.   Metaforę rozumie Dąbrowski bardzo szeroko. Rozciąga to pojęcie zarówno na obszerne formy powieściowe, jak na zwięzłe, aforystyczne sentencje. Eksplorując dorobek zajmującego go autora, nie zawsze dobiera teksty dlań charakterystyczne. Utwory znane nam ze szkolnych podręczników („Spieszmy się” Jana Twardowskiego, dwa mickiewiczowskie „Liryki lozańskie”, Norwidowe „Pióro”; „Między nami nic nie było” Asnyka, „Gmachy” Przybosia). Obok nich proponuje Dąbrowski lekturę wierszy podpisanych nazwiskami znanymi i słusznie docenianymi, acz mniej opatrzonymi i interpretacyjnie mniej wyeksploatowanymi; zatem Ignacego Krasickiego reprezentuje tutaj „Nadzieja” (zamiast czytankowego „Hymnu do miłości ojczyzny”), Brunona Jasieńskiego „Miłość na aucie” okazuje się nie lada konkurencją dla „Trupów z kawiorem”. Znalazł się tutaj nawet tekst kojarzony przede wszystkim z popularną piosenką estradową, czyli „Jest taki jeden skarb” Jerzego Jurandota. Jednakże Dąbrowski ani nie tworzy nowych hierarchii. Pod tym względem wszystko pozostawia na miejscu. Nie kryje się więc ze swoją atencją dla Tadeusza Różewicza, do czego ma prawo. Od dawna t jego refleksje nad różewiczowskimi wierszami powstałymi w różnych okresach układają się w osobny blok medytacji chyba najbardziej osobistych, najsilniej przeżytych. Zaraz po Różewiczu plasują się Herbert, Miłosz, Szymborska jako twórcy metafor dających do myślenia. Szkic po szkicu coraz bardziej przekonujemy się,

20 lat „Almanachu Kulturalnego”! Wśród autorów numeru jubileuszowego znacząca grupa autorów „Toposu”

Za zgodą autora not o książkach, Marka Rapnickiego, przedrukowujemy teksty dotyczące książek wydanych w serii Biblioteka „Toposu” bądź autorów związanych z naszym czasopismem: księdza Jana Sochonia, Wojciecha Kassa, Krzysztofa Kuczkowskiego i Szymona Babuchowskiego. Serdeczne pacierze Czułość i poezja, jak chciał Norwid. I popiół naszej cielesności, która więdnie, zaciera się, przestaje cieszyć… Jan Sochoń zaufał poezji. Myśli wierszem, modli się wierszem, nawet milczy wierszem. Dlatego rozległy tematycznie zbiór z ostatnich lat odczytywać można jak poetycki intymny dziennik, rozpięty między zachwytem a zwątpieniem, uwikłany w doczesność i daleki od religijnego triumfalizmu, o który często podejrzewani są piszący księża. Autor, profesor filozofii i znawca kultury europejskiej, jakby zawieszał całą swoją wiedzę, kaligrafując niemal dziecięce prośby do Boga, któremu wbrew okolicznościom ufa. W wierszach dominuje przeczucie kresu, przełomu, który pozbawi nas bólu odchodzenia i otworzy Obiecane. Kiedy Jezus przyjdzie „w zimnej celi mojego serca” [Ligawka na adwent]. Jest więc ta książka wiosenna, ale dominantę stanowi tu nie piękno budzącego się życia, lecz właśnie Adwent, oczekiwanie na Ofiarę. I jej skutki. Tonacja moll towarzysząca większości utworów zasnuwa bezpretensjonalne frazy smuteczkiem, którego nie wstydzą się wyłącznie odważni. W finale tomiku odnajdujemy cykl „Ciche treny”, poświęcony przyjacielowi, szczery i przejmujący; domaga się on odrębnej egzegezy poza tymi łamami, tym bardziej, że ukazał się także w postaci odrębnego wydawnictwa. Ks. Jan Sochoń, „Czułość i popiół”, Biblioteka „Toposu”, T.219, Gdynia-Kraków 2024. Monolog nałogowca Szybko śpieszę z wyjaśnieniem tytułu. Wojciech Kass jest czcicielem słowa, nałogowym poszukiwaczem jego sensu. Słowa, które opowiada świat. Dba o nie, pielęgnuje, baczy, aby nie schodziło na manowce taniej popularności, aby zachowało odwagę, niepodległość. Aby tworzyło Literę – jak to autor lubi powiadać – nowego poetyckiego świata. Imperatyw ów od lat z wielkim efektem realizuje w kolejnych książkach poetyckich I oto nagle wymyślił sobie formę bardzo pojemną – list, cykl listów, w których w ciągu z górą trzech lat zawarł swoje medytacje na temat pisania i pisarstwa. Czego się tknie Kass, zamienia się w poezję. Tak i ten pasjonujący monolog chwilami zamienia się w poemat prozą, balansując pomiędzy gatunkami, spełniając jednocześnie rolę dziennika. Skrzy się piękną metaforą, humorem, dystansem także do samego siebie, wszechstronną erudycją, licznymi bon motami, wszystko to w szlachetnym celu uświadomienia (przecież także sobie) warunków brzegowych dobrej literatury. Tylko sztuki zapisywania? Otóż „Listy” z powodu brawurowej narracji stają się traktatem o życiu samym, które łatwiej co prawda przejść z Poundem, Rimbaud, Hamvasem, Karaskiem, Różewiczem i Eliotem, ale którego zadań i powinności nie wyczerpuje sprawność literacka. Każdy z nas może czuć się jego „drogim niepoznanym poetą”, każdy może wziąć do siebie wezwanie takie jak to: (…) Kochaj najbliższych, gdyż w ostateczności tylko na nich można polegać, zjadaj przynajmniej dwa jabłka dziennie, pij dużo wody i nie zadzieraj z muzami, bo potrafią być mściwe.” Wojciech Kass, „Listy do (nie)poznanego poety”, Wydawnictwo Austeria, Kraków-Budapeszt-Syrakuzy 2025. Ze sztambucha mędrca Krzysztof Kuczkowski, poeta oraz założyciel i przez 30 lat redaktor dwumiesięcznika „Topos”, przyzwyczaił nas do tego, że bardzo oszczędnie gospodaruje słowem poetyckim. Trzeba pokazać tylko wiersze „te, które wydają się być konieczne”, to dewiza przypomniana w najnowszym zbiorze! Widać przyszedł czas na nową książkę, na ujawnienie kolejnych utworów, którymi autor wita swoje siedemdziesięciolecie. Z takiej perspektywy widać prawie wszystko i samowiedza artysty słowa większa być nie może. Mój Pan Amo cieszy się, widząc jak wiersze poprzeplatane są „poruszeniami”, to jest cytatami z ważnych dla gdyńskiego poety autorów, co to ich nasz bohater zabrał (już dawno!) na pokład swojej łodzi. Staje się w ten sposób książka rodzajem raptularza, w którym poeta notuje, wierszem i prozą, to, co najważniejsze, swoje i cudze. Miłosz patronuje takiemu zamysłowi, a zamysł to słuszny i sprawiedliwy, bo tworzy „panoramiczne konteksty”; lektura wyimków pozwala zbliżyć się po ludzku do poety, który zmiennym rytmem wierszy wiedzie czytelnika przez meandry swojej… autobiografii. Czy „Głosolalia” (!) są summą artystycznych i metafizycznych olśnień Kuczkowskiego? Kiedy czyta się „Białego kapitana” albo dwa centralne dla mnie wiersze – „Cierń” i „Kuszenie” – odpowiedź jest twierdząca. Ale ponieważ wyczuwam w tej poezji sojusznika, chcę więcej! Krzysztof Kuczkowski, „Głosolalia”, PIW, Warszawa 2025. Wokół Matarni Jak się nie ma co się lubi… Dla każdego, kto ponad wszystko przedkłada szelest stronic papierowej książki, e-book to kara. Ale jest i nagroda. Wnikliwa i czuła opowieść o poezji Wojciecha Wencla, samotnika z podgdańskiej Matarni, pióra Szymona Babuchowskiego. Poeta o poecie, przyjaciel o przyjacielu, dwaj autorzy „Almanachu Prowincjonalnego” w jednym dziele! Bardzo potrzebna to książka, przynajmniej z dwóch powodów. Po pierwsze Wencel przed dobrych kilku laty zawiesił poetyckie pióro na kołku w przekonaniu, iż wyraził w opublikowanych dotąd książkach wszystko, co zamierzał i tym samym, jakby oddalił się od nas, usunął się w cień, poświęcając się pracy nad omówieniem dzieła trzech skamandrytów. Po wtóre, jego twórczość, poprzez swoją stylistyczną „epigonię” oraz konsekwentny wachlarz poruszanych tematów, skrzętnie omijanych szerokim łukiem przez pieszczochów mainstreamu, doczekała się jak mało która ognia krytyki i szyderstwa lub w najlepszym razie słabo skrywanej obojętności. Zatem książka śląskiego poety i dziennikarza przywraca wiedzę o apologecie polskości, oddaje sprawiedliwość dziełu, niewątpliwie jednemu z najbardziej konsekwentnych w poezji polskiej przełomu XX i XXI wieku. Babuchowski cierpliwie podąża śladem głównych problemów liryki gdańszczanina, rozważając je w wybranych aspektach rzeczywistości takich jak czas i przestrzeń, wina i odkupienie, polskość, tradycja, dusza i ciało, wreszcie Bóg. Komentator cały czas jest blisko omawianych wierszy, raz po raz oddając głos autorowi. Zna go jak mało kto, będąc autorem poświęconego Wenclowi doktoratu. Udowadnia, że spór o autora „Imago mundi” to w istocie spór o wartości. Las przypisów oraz potężna bibliografia świadczą o poważnym podejściu do tematu, którym w istocie jest prawdziwy, bo wszechstronny portret poety. Trudno mi na koniec odmówić sobie gorzkiej uwagi, że brak papierowej wersji tak istotnej dla rozumienia współczesnej poezji polskiej pracy to niewątpliwy skandal i signum temporis. Drobiazgowa i kompetentna egzegeza pisarskiej działalności jednego z najwybitniejszych i – mimo różnic w jej ocenie (a może właśnie dlatego) – najgłośniejszych współczesnych poetów polskich w każdej dobrej polskiej księgarni, ot tak, bez ograniczeń, za szybą!? A po co!? Szymon Babuchowski, „Królestwo nad rzeką” (e-book), Instytut Książki, Kraków 2024.

„Zapisać, zdążyć. Notatki o poezji z lat 1993–2021” Bartosza Suwińskiego

Książka została wydana nakładem Wydawnictwa Uniwersytetu Opolskiego jako 642 tom serii Studia i Monografie. W „Zapisać, zdążyć” znajdujemy teksty omawiające książki wielu autorów Biblioteki „Toposu” i współpracujących z „Toposem”, m.in. Zbigniewa Chojnowskiego, Michała Czoryckiego, Wojciecha Kassa, Adriana Sinkowskiego, Jarosława Zalesińskiego, Aleksandry Francuz i in. „Niniejsza książka jest przede wszystkim próbą pokazania wiersza jako myślowego procesu, którego ruch daje nam możliwość przemiany. Interesują mnie głosy wierszy, melodie polszczyzny, brzmienie języka polskiego. Zwykle staram się zaczynać od rzeczy najprostszych. Stale zadaję sobie pytanie. To samo. Czym jest poezja? Każdy z nas pracuje w języku. Interpretacja jest naszym podstawowym etatem, z którego nie zwalnia nas nawet sen. Pół wieku temu z okładem nestorka polskiej humanistyki notowała: «Interpretacja  jest sztuka artystów i uczonych, ale jest również podstawową umiejętnością myślącego człowieka, Bez tej umiejętności zamknięty zostaje przed nim świat kultury i natury». Poezja może być sposobem układania się z własną samotnością i, jak mało co, daje możliwość ignorowania dni, o których chciałoby się w mig zapomnieć. Próbowania nowych języków do opowiadania sobie świata jest tak naprawdę troską o nasze zdrowie psychiczne w coraz bardziej rozchwianych czasach. Potrzebujemy słowników i indeksów, które pozwolą nam sforsować opór, jaki stawia znak/symulakr/link/graf, zanim dokonamy jego translacji na to, co moje i twoje i nasze. Na to, co wspólne.” (ze Wstępu)

„Głód życia, głód wieczności. Szkice o poezji” Adriany Szymańskiej w Państwowym Instytucie Wydawniczym

„Bohaterami” tekstów autorki są m.in. książki poetów związanych z „Toposem”: „Biała przędza” i „Wolne miejsce”Zbigniewa Jankowskiego, „Okno od północy” Kazimierza Nowosielskiego, „Lunapark nieśmiertelności” WojciechaGawłowskiego, „Elegie i krótkie żale” oraz „Gdyby to było proste” Teresy Tomsi, „Medytacje na 31 dni” Wojciecha Kassa,„Ruchome święta” Krzysztofa Kuczkowskiego, „Ojciec się zmienia” Wojciecha Kudyby, „Nieświęta ziemia” MarkaRapnickiego, „Pomiędzy” i „Scrabble” Tadeusza Dąbrowskiego..ADRIANA SZYMAŃSKA o swojej książce:„W tym zbiorze szkiców znajdują się recenzje i krótkie eseje o współczesnych poetach, publikowane w minionych kilkunastulatach w periodykach literackich. Jestem także poetką, a w poezji jestem najbardziej prawdomówna, otwarta na świat,wyzbyta ograniczeń konwencji i konwenansu. Pisanie o poezji innych twórców pozwala mi stawać się sobą w nie mniejszymstopniu, aktywizując wszelkie rezerwy myślowe i uczuciowe do współwyznawania i współodczuwania z tymi, którzypodobnie jak ja, wierzą w ocalający sens sztuki. A ocalenie poprzez sztukę to ważne doświadczenie w procesie życiowym,począwszy od bycia istotą cielesną, przez dyspozycje mentalne i duchowe, po metafizyczną, wewnętrzną wędrówkę kuwieczności”. [z okładki tomu]

„Resztki słów, resztki poezji…” tak zatytułowała Paulina Subocz-Białek recenzję tomu „Rozmowy z Brechtem” Jana Polkowskiego. Tekst ukazał się na łamach miesięcznika „Nowe Książki” 1 / 2025

PAULINA SUBOCZ-BIAŁEK Resztki słów, resztki poezji… Szukam w najnowszych utworach Jana Polkowskiego z tomu Rozmowy z Brechtem i inne wiersze poezji. Odnajduję ją jednak tylko gdzieniegdzie, w pojedynczych frazach, frazach-cieniach („i jesteś gliną z której dzieci / lepią niezgrabą / figurkę śmierci”, Prawo własności; „resztki słów które jeszcze nas / nie zapomniały”, Rozmowy sójki, psy). Ale wtedy przypominam sobie słowa samego autora, który dawno temu stwierdził, że czasem wystarczy, by powstał tylko jeden dobry wiersz, aby móc kogoś nazwać poetą. I właśnie z tą myślą, że wystarczy mi choćby jeden dobry wiersz Polkowskiego, szukam takiego, który pozostawi wokół siebie chwilę ciszy, choćby na moment, i który sprawi, że będziemy czekać, aż to, co wybrzmi z tych charakterystycznie rozczłonkowanych fraz, zmaterializuje się jakoś wokół, w nas samych. Do tego wszak przyzwyczaił nas najbardziej romantyczny ze współczesnych poeta Jan Polkowski. W gdyńskim tomie, dołączonym do czwartego numeru dwumiesięcznika Topos (jako 220 tomik z serii), można oczywiście znaleźć niejeden dobry wiersz i co najważniejsze – skrawki poezji, tak znanej i cenionej a zapisanej w języku „opłukanym z brudu” i będącej swoistą, osobną „prowincją szeleszczącej mowy”, istniejącą na mapie polskiej współczesnej liryki już od kilkudziesięciu lat. Dobrymi przykładami takich wierszy są z pewnością: niemal klasycznie zretoryzowany utwór Zjedz chleb, który sama upiekłaś, wizyjna Pora odlotów czy przejmująca Wiosna.  W najnowszej książce autora Rozmów z Różewiczem widzę także teksty raczej na poły liryczne, choć zapisane wierszem, jak na przykład Nie bądź rozrzutny („Na wszystko można znaleźć czas / wystarczy zaoszczędzić tę jego część / której zawsze brakuje / i bez zwłoki przenieść do niej / niewykorzystane życie / W takim wypadku należy zabrać ze sobą / nieprzeczytane książki”). Są tu też teksty bardziej przypominające wierszowaną publicystykę, albo w ogóle nawiązujące do tego rodzaju literatury, jaką autor tworzył choćby w Pandemii i innych plagach. W Rozmowach… byłyby to dla przykładu. Seksowne kształty historii, Uroda świata czy Kiedyś doczekamy się na wieczność. I to już sam sobie czytelnik oceni, czego szukać w literaturze. Czegokolwiek by jednak nie szukał – Polkowskiego trzeba przeczytać.  Sporo nadziei na powrót poezjowania, jak z lat 70. i 90., zrobił poeta tomem Pochód duchów, wydanym także w Bibliotece Toposu. W nowym zbiorze też można dopatrzeć się oszczędnego, by nie rzec chłodnego w swej tonacji, szeptu lirycznego, do czego przyzwyczaił już swoich odbiorców autor Cienia, a także wizyjności użytej w służbie prawdy emocji, jak choćby w utworze Pora odlotów:  (…) Ostatnie ptaki młócą skrzydłami puste powietrze  szybują nad Morzem Czerwonym Zatoką Adeńską mijają krwawe piaski Sudanu spragnione więzienia Erytrei Niebo jest czyste roztopione w świetle Śladami ptaków dryfuje Europa jej puste gniazda i katedry Ludzie mrowią się blakną boją się swoich snów  Na gorących falach kołyszą się pióra żurawi czajek wilg  zwały śmieci i bezładne łachmany topielców  (…)  Bardziej jest też w Rozmowach… Polkowski formalnie klasyczny (np. Kochaj mnie po swojemu, Kiedy mnie kochać przestaniesz, Piosenka Panny młodej, Punkty za pochodzenie). Niektóre teksty ze względu na swoją metafizyczno-egzystencjalną wykładnię wpisaną w konstrukcję wierszową (na przykład Siewca, Wiosna, Prawo własności) czy poprzez wprowadzenie szczególnego obrazowania (wiersz Zjedz chleb który upiekłaś) przypominają mi nawet Oddychaj głęboko. Mimo wszystko, z perspektywy całej książki – Rozmowy z Brechtem i inne wiersze to już zupełnie inna historia, choć w jakimś sensie nawiązują utwory pomieszczone w tym zbiorze do Pomieszanych języków, ale tam poezja była wręcz ostentacyjnie dosłowna. W najnowszym tomie widać to bodaj w Bezdomności, Sekretnych kształtach historii czy w wierszu Z archiwów dojrzałej demokracji.  Może jednak w czasach eksperymentu, transgresji, czy jakby zapewne powiedział niejeden bohater wypowiadający się w wierszach autora z Tymowej – w czasie chaosu – takie pisanie wprowadza swoistą równowagę. Poeta jako obserwator i komentator rzeczywistości znajduje odległy i jednocześnie wewnętrzny ogląd (Marzyciele).  Obrazy odrysowywane nie napawają jednak optymizmem, a pozornie zretoryzowane formy skrywają ogromny ładunek uczuciowy i są jakby pisane z dna rozpaczy. Utwory zwłaszcza z części zatytułowanej Życie z wojną mają wygłos katastroficzny. Znane to echa „poezji w narzeczu zagłady”, jak pisał o wcześniejszych wierszach Jana Polkowskiego Marian Stala, ale już raczej nie z pierwszej linii frontu apokalipsy spełnionej lub spełniającej się in statu nascendi, co miało miejsce we wspomnianych Pomieszanych językach (najbliższych Rozmowom z Brechtem…). Powiedziałabym, że to zapis postapokaliptyczny, szczególnie w swym wymiarze duchowym, filozoficznym, czy jeśliby chcieć to przełożyć na tzw. linię wiersza – w wygłosach i tonacji. Dominuje tu rezygnacja, pustka i pesymizm. Bohaterowie nie znajdują nadziei, nie widać jej nawet w ukrytych symbolach, a i co znamienne dla poezjowania autora Elegii z Tymowskich Gór – nie widać jej także ukrytej w oksymoronach czy semantycznych opozycjach. Tam wszak zostawiał poeta zazwyczaj sporo prześwitów. Tym razem nic:    Za jego plecami sterczy drewniany krzyż wbity w świeży grób matki Chłopiec patrzy przed siebie Widzi tylko to czego nie ma to czego nigdy nie będzie I siebie w środku niczego  (Wiosna)  Zatrzymuje mnie ów utwór na dłużej, ponieważ w sposób znany mi z najlepszych lirycznych dokonań Polkowskiego ukazuje kontrast między źródłem a żałobą (tytułowa wiosna zestawiona jest z nieodwracalnością śmierci i rozpadem) i egzystencjalny wymiar straty. Centralna postać utworu „widzi” wszak „tylko to czego nie ma”. Utrata matki, kluczowej figury w życiu dziecka, jest dla niego nie tylko fizycznym, ale także i duchowym ciosem. Śmierć staje się tu wręcz soczewką, a więc i sposobem, w jaki w ogóle człowiek postrzega świat. Bezimienny chłopiec staje się metaforą każdego człowieka. Symboliczny portret uzupełnia oczywiście motyw krzyża, który „sterczy” za plecami. I nie jest to przedstawienie niosące duchową pociechę czy ukojenie. I wreszcie pustka i nihilizm przypisane dziecku. Chłopiec widzi przecież siebie „w środku niczego”. Ale to nie tylko obraz alienacji od świata. To także – jak przystało na afirmatora form opartych na grze przeciwieństw, coincidentia oppositorum – metafora sytuacji, w której człowiek jednocześnie widzi swoje istnienie, jest połączony z samym sobą, jak i z postrzeganym przez siebie światem.  Nikt, nic, niczego… świecą jak neony w Rozmowach z Brechtem… I co z tego pozostanie? Co poruszy, wstrząśnie, zatrzyma? Może da przestrzeń na nowe? Inne? Jakby powiedział jeden z bohaterów powieści Cormaca McCarthy’ego: „Gdy nie zostało już nic innego, upleć ceremoniał z pustki i tchnij w niego życie”. 

„Wrostki” Joanny Chachuły już od pierwszych chwil lektury przynoszą poczucie obcowania z kreacją poetycką płynącą z samego centrum doświadczenia kobiecości – pisze recenzent tomu, Jarosław Jakubowski, na łamach grudniowego wydania miesięcznika „Nowe Książki”

Jarosław Jakubowski Gdy odchodzenie staje się powrotem Joanna Chachuła jest poetką dojrzałą, choć ma za sobą tylko trzy tomy wierszy: Czarny kot (2016), Krew (2019) i ten najnowszy, Wrostki, podobnie jak poprzedni wydany w ramach Biblioteki „Toposu”. Miarą dojrzałości w poezji nie jest bowiem liczba napisanych czy opublikowanych wierszy, lecz umiejętność opisywania indywidualnego doświadczenia takim językiem, które czyni je oryginalnym, a jednocześnie uniwersalnym. Innymi słowy, poeta to ktoś, kto w egzystencji znajduje esencję i podaje ją nam w naczyniu wiersza. Wrostki już od pierwszych chwil lektury przynoszą poczucie obcowania z kreacją poetycką płynącą z samego centrum doświadczenia kobiecości. Zacznijmy od intrygującego tytułu. Poetka z Sieradza objaśnia go w rozmowie z Krzysztofem Kuczkowskim w „Toposie” nr 5/2024, któremu książka towarzyszy. Pierwsze znaczenie, gramatyczne, odnosi się do elementów fonetycznych w rdzeniu wyrazu (łacińskie infixus składa się z in, czyli „w”, i fixus, czyli „umocowany” – w czymś albo i w kimś). Jest jeszcze drugie odczytanie tytułu, geologiczne, na oznaczenie „wrostków” jako drobin kryształów wchłoniętych przez kryształ innego minerału. Autorka z obu tych znaczeń, uczyniwszy z nich pojemną metaforę, wysnuwa całą poetycką opowieść. „Człowiek jest. / Dopóki ma ciało.” – takim stwierdzeniem kończy się wiersz „Ciało jest” otwierający tom Wrostki. W kolejnych utworach, niczym w wariacjach na temat, poetka przygląda się uważnie różnym aspektom istnienia ciała. Dwoma najważniejszymi jego doświadczeniami są narodziny i śmierć. „Śmierć maluje ciało” – czytamy w wierszu, którego bohaterem jest malarz Egon Schiele, zmarły w wieku 28 lat na „hiszpankę”. Już w tym krótkim komunikacie rozpoznać można charakterystyczną dla tej poezji otwartość znaczeniową. Co jest podmiotem, a co przedmiotem owego malowania? Śmierć maluje ciało czy ciało śmierć? Nie jest to usterka stylistyczna, lecz świadomy zabieg. Odczytanie zależy od rozłożenia akcentów. Joanna Chachuła unika domkniętych puent, woli raczej pozostawić czytelnika z pytaniem. Jak w wierszu „Przylgi”: „Ciało przylega./ Do czego?”. Poetka nie mnoży jednak pytań ponad miarę, raczej zaprasza nas do rozmowy. Kobieta bierze na siebie różne role – jak „babka Anna”, która „zakładała na siebie rzeczowniki – żona, matka, babka” (wiersz „Warkocz babki Anny”). Jest wreszcie ten ostatni, „żałosny ubiór”, jak by go nazwał Jan Kochanowski, ten który zabieramy z sobą i na sobie do trumny. Ale to tylko wierzchnie okrycie marniejącego ciała. Bo jest jeszcze coś, „gdzieś w środku, jak pestka”. Wspomnienie młodości? „Tamta dziewczyna”, która wbrew wszystkiemu „wciąż chciała biec/ do niego”? Joanna Chachuła opisuje konstelację bliskich osób, ale główną, można by rzec, osią dramaturgiczną tomu jest relacja matka-córka. „Czyjaś ty, matko? / Komuś ty matką?” – ten cytat z utworu „Litania pytająca” dobrze oddaje charakter tego nierozwiązywalnego splotu. Kobieta, która była dotąd wyłącznie córką, sama staje się matką dla tej, która uczy się bycia córką. Piękne są wiersze mówiące o bliskości między kobietami. Zwykło się mówić o „więzach krwi”, ale Joanna Chachuła pokazuje głębię i złożoność tego związku, a także jego kolejne etapy, którą jedni nazwą naturalną koleją rzeczy, a inni na przykład – odrywaniem się „wrostka” (córki) od matki i wrastaniem w świat bez matki. „Z własnych kości/ matka zbudowała szkielet córki. (…) Ale tylko córka może zbudować jej/ nowy szkielet.” – wiersz „Kościana pępowina” sięgając do biologii daje metaforę matczyno-córcinego sprzężenia zwrotnego. Jeszcze dosadniej mówią o tym wiersze „Córka czyta matkę” („córka rodzi w matce kobietę”) i „Córka będzie matką”. I znowu – jego tytuł każe zastanowić się nad jego sensem. Córka niejako „staje się”, „powstaje”, karmiona pokarmem z matczynych piersi, po czym sama zostaje matką własnego dziecka. Podwójne przeistoczenie. Matki w córkę i znowu – córki w matkę. A może macierzyństwo jako continuum? Nieuchronnie następuje moment, gdy córka, która dotąd zaciskała ramiona na szyi matki, „zaciska pięść”. Pięścią nie można głaskać ani pieścić, pięścią można wygrażać albo uderzać. Matka czuje rozrywający ból w momencie narodzin córki, ale też gdy córka odchodzi, żeby rysować swoją linię życia (jak w wierszu „Życie jest mięśniem”). Poetka oddzielanie/oddalanie się córki od matki uczyniła tematem cyklu „Córka wychodzi z domu”. Ale to odchodzenie jest obustronne. Matka „kurczy się”, w końcu umiera. Jeden z najbardziej poruszających wierszy tego tomu, „Sierpniowy wtorek”, zaczyna się niezwykle obrazową frazą: „Tego dnia matka / wrasta, przerasta // a może tylko przechodzi / przez cmentarzysko, // gdzieś na północy”. Śmierć matki jest cezurą, punktem jakiegoś paradoksalnego spotkania się obu odchodzeń. Powrotem do bliskości. Wśród swoich poetyckich mistrzów Joanna Chachuła we wspomnianej już rozmowie wymienia (w takiej właśnie kolejności) Wojciecha Kassa, Tadeusza Różewicza i Czesława Miłosza. Mamy więc autorów o odmiennych temperamentach i idiomach poetyckich, których zdaje się łączyć jeden motyw, a może nawet obsesja – człowieczego ciała jako swego rodzaju wehikułu przemijania. Do tego grona dodałbym dwie wielkie Anny polskiej poezji: Kamieńską i Świrszczyńską. Obie, szczególnie w późnej twórczości, bardzo silnie akcentowały kobiecą cielesność, z jednej strony jej uległość wobec kultury i natury, z drugiej zaś – niespożytą, kosmiczną siłę. Powiedzieć, że Joanna Chachuła twórczo rozwija dokonania swoich poetyckich antenatów, byłoby uproszczeniem. Poetka idzie własną ścieżką, ale ze świadomością tego, że kierunek wędrówki obrała wspólny z innymi autorami. W wierszach lapidarnych i wyciszonych, zbudowanych z dwuwersowych strof, ukazuje intymny mikrokosmos kobiecości, a przy tym czuć, że jest rozsmakowana w słowach, że ich szukanie i znajdowanie sprawia jej radość, choć zgoła niezabawny jest przedmiot tej poezji. „Drzewo” i „lot” – te dwa słowa zdają się zamykać tom Wrostki. Drzewo jako symbol trwania „po śmierci”, „dotyka jednocześnie ziemi i nieba”. Drzewo to też dom – ptak może na nim uwić gniazdo. A lot? Nieprzypadkowo jest ostatnim słowem w tej książce. Niesie z sobą szereg znaczeń, ale przyjmijmy, że to nowy początek.   Jarosław Jakubowski Joanna Chachuła, Wrostki, Biblioteka „Toposu”, T. 221, Gdynia-Kraków 2024 [Jarosław Jakubowski, „Gdy odchodzenie staje się powrotem”, w: „Nowe Książki” 12 / 2024]

„Być widzialnym” – o duchowym wymiarze wierszy Krzysztofa Kuczkowskiego pisze Zbigniew Chojnowski. Tekst z tomu esejów „Prowincjusze, tubylcy i bywalcy” (2024)

Zbigniew Chojnowski  Być widzialnym  Choć wiersze Krzysztofa Kuczkowskiego czytałem przed trzydziestoma latami i nie kojarzyłem ich z obiektywnych powodów z Sopotem, to jednak dopiero jego późniejsza twórczość, jego poezje z okresu sopockiego zwróciły moją baczną uwagę. Sam poeta nazwał, przynajmniej niektóre swoje utwory, „wierszami duchowymi”. Z nich ułożony jest tomik Kładkai, która symbolizuje przejście samego siebie zgodnie z myślą, że największą przeszkodą w spełnieniu swego losu jest każdy sam dla siebie. Powiem ostrożnie: twórczość autora m.in. Trawy na dachu (1992), Widoku z dachu (1994), Nieba w grudniu (1997), Tlenu (2003), Dajemy się jak dzieci prowadzić nicości (2007), Wierszy [masowych] i innych (2010), jest liryką mistycyzującą. Próba osiągnięcia spotkania z Bogiem w osobistym doświadczeniu jest tu naturalnym i powszechnym prawem, co najbardziej zaznacza się w gnomicznych, kilkunastowersowych, przypowieściowych rozbłyskach i relacjach z obserwacji, jak tu:  Przekwitła lipa ciemny błękit wieczoru wypływa spomiędzy liści dialekt jaskółek i odległe szczekanie psa z rybackiej przystani jakie szczęście – nie potrzebuję słownika   (***, Przekwitła lipa, s. 60)  Artystyczno–poetycka droga postępowania Krzysztofa Kuczkowskiego jest podobna do tej, która obrał jego o dziesięć lat młodszy brat Sławomir. Jako człowiek teatru, rozumianego jako miejsce pracy nad duchowością wyznał:  „Kłaść nacisk na własny wzrost duchowy i uzupełnianie formacji intelektualnej – to jest podstawowa robota. Na marginesie tego budować to, co nazywamy dzisiaj Teatrem Wizji. Przeakcentowanie polega na tym, że to pierwsze jest istotniejsze i warunkuje drugie. To również moja odpowiedź na konflikt pokory wobec kreacji, który odczuwam dość dotkliwie”ii.  Sławomir Kuczkowski powiedział też inne zdanie, które znakomicie przylega do poszukiwań Krzysztofa: „Zawsze uważałem, że sztuka winna pełnić rolę służebną wobec życia duchowego”iii.  W swojej poezji Kuczkowski zdaje się wciąż mówić „nie wiem”. Przechodzi od jednego „nie wiem” do drugiego. Bliższe jest mu postępowanie mistyka niż teologa. Jego wiersze po brzegi wypełnia świadomość niewiedzy, która symbolizuje zarówno wielość form ludzkiej niedoskonałości, jak i pokorę, którą pielęgnuje i która umożliwia przeistoczyć miłość własną w miłość prawdziwą. Niewiedza jest błogosławiona, bo pozwala uprzytomnić sobie realną, czyli znikomą, zmierzającą do zera znikomość osobistego istnienia. Wiedza o niewiedzy otwiera człowieka na wiarę w Boga, która nie daje ani pewności, ani niepewności. Wiara jest „otwartą raną”, „ciszą stamtąd”, Słowem „wędrującym z wysokości”, „doświadczeniem Słowa”. A nade wszystko tym stanem wewnętrznym, który nie pozwala człowiekowi prowadzić się nicości na manowce strachu, bezsensu, hedonizmu, żądzy wyrządzania krzywdy.   Można spojrzeć na poezje Kuczkowskiego jak na opowieść o wydobywaniu się z własnej wewnętrznej „ciemności”. Może dlatego, że:  podobno ci którzy serca napełniają ciemnością dla Boga stają się niewidzialni (fragm. wiersza Tygrys)   Poetyckość w tej twórczości bierze się z pragnienia dawania świadectwa swoim epifaniom, duchowo namacalnym odkryciom „drugiej przestrzeni”, prawdziwych i zbawczych energii życia. Dokonuje się to np. w dzielnicy Dolny Sopot, gdzie pojawia się  ta pewność, że żyjemy w otwartej ranie, która nie może się zasklepić, w samym środku źródła, które nie może wyschnąć w ciszy, która nie może siebie usłyszeć i unicestwić. W wiecznym pulsującym teraz, które jest jak Nic.   (fragm. wiersza Mowność)  Czytanie topograficzne wiersza czyni go wiarygodniejszym. Chodzi jednak o coś więcej niż o tekstowe uwierzytelnienie. Mowa poetycka pochwytuje to, co istnieje sprzecznie, np. jest „pełna sprzeczności / miłość stworzeń” (Wiersz bardzo liryczny). Język poetycki z istoty swego przeznaczenia ryzykownie podąża za tym, co nielogiczne, np. łowi zjawiska występujące wbrew prawom fizyki, jak we Fragmentach z życia i miłości, w których czytamy:  (…) migotliwe znaki na powierzchni stawu nie kłamią Ogień goreje w wodzie i nie gaśnie  Poezja nie schlebia przyzwyczajeniom i rutynie codzienności.   Poeta nie musi wyjeżdżać daleko od miejsca zamieszkania, aby doświadczyć „egzotyki” świata duchowego. Próg, za którym osoba odnajduje inne wymiaru bytu, znajduje się wszędzie. Każdy może go przestąpić i przestępuje, tylko że często o tym nie wie. „Czucie i wiara” żniwiarzy, o których opowiada wiersz Cisza stamtąd, jest bezdyskusyjna, a to, że nie łączy się u nich z potrzebą ekspresji, uświadomienia na miarę oczekiwań subtelnych w swej abstrakcyjności intelektualistów, nie ma żadnego znaczenia. To, czego spontanicznie doświadczyli żniwiarze, ich medytacja bez krzty teatralności, sprawi, że będzie „rosła w nich / cisza stamtąd”v.   Poeta nie podąża utartymi drogami, otwiera się na niespodziankę, bo Ten Który Jest uobecnia się zaskakująco, choć znajduje się zawsze „głębiej / bliżej” niż się nam wydaje (Głębiej. Bliżej). Odczucie przez osobę Obecnego Wszędzie scala i wzmacnia ją, daje szansę być tym, kim i czym ona jest. Diagnozy stawiane cywilizacji wskazują na to, że wywołane przez nią procesy zaburzają ludzką psychikę, degenerują duchowość, „gorączkowo rozregulowują nieśmiertelność”, jak to się dzieje na cmentarzu komunalnym przy ulicy Jacka Malczewskiego w Sopocie (z wiersza rozpoczynającego się słowami „Kwatery wysadzone cyprysami”). Historiozoficznie i przez biblijne toposy przedstawia się współczesny świat w małym traktacie liryczno-biblijnym Tygrys. Cywilizowana większość zdaje się wierzyć, że „cierpienie jest kłamstwem”, że każdy osobnik powinien zostać dla siebie swoim bogiem, a jednocześnie śmiertelnym przeciwnikiem własnego życia. Dodać można, że za naszych czasów „fałszywi / prorocy mnożą się jak króliki” (Wierszyk o końcu świata). A mimo to nie ustaje wiara podmiotu wierzącego, że „miłość będzie wszystkim / we wszystkich”, czyli że wszyscy będą zbawieni (Tygrys). Kuczkowski nie apoteozuje poezji, bo „nie o wiersze chodzi / ale o zbawienie”vi, a przy tym o jeszcze kilka drobiazgów najważniejszych. Aby „zapuszczać korzenie // na wysokości” (z wiersza rozpoczynającego się od słów „Odejdźmy na pustkowie”), aby przedzierać się przez noc ku światłu, aby wyzbyć się grzechów, umknąć biblijnemu Lewiatanowi, aby widzieć przyrodę i jej żywioły jako powiadomienia o Tajemnicy.   Wiele w wierszach Kuczkowskiego (z dużą intensywnością w najobszerniejszym rozdziale/zestawie Wędrujące z wysokości) dyskretnych ech i aktualizacji motywów Starego i Nowego Testamentu (autor nie podrabia stylu biblijnego, lecz mówiąc Biblią, używa własnego języka poetyckiego). W świecie Kuczkowskiego „ziemia obraca się wokół Słowa” (z wiersza od słów „falowanie ziemi”, s. 71). Pismo św. jest tu studnią prawd żywych, jak w znakomitej Próbie przepowiedni. Cytat z Ewangelii św. Łukasza (Łk 21,9): „nie zaraz nastąpi koniec”, inspiruje do rekonstrukcji modelu losu człowieka sprawiedliwego, który ziszcza się na ziemskim padole w opresji, w ciągłym wystawianiu na próbę, w niemożności odniesienia pełnego zwycięstwa, bo takie należy (być może) do oczekiwań szatańskich, a nie anielskich. Cokolwiek się stanie, istota dogłębnie ludzka nie będzie wiedziała do końca, czy to, czego doświadcza i doznaje, co poczytuje za własną krzywdę, jest jej pogrzebem czy radością, klęską czy triumfem (Próba przepowiedni). W zakończeniu wiersza Anioł Jeffa Buckley’a dwuznaczność ta jest ściślej powiązana:   miłość nie jest marszem zwycięstwa, ale niekończącym się   szeregiem klęsk, po których – wciąż wyżej i wyżej – wspina się twoje alleluja  Dążenie Kuczkowskiego do zdobycia się na odwagę, aby całkowicie, bezgranicznie zaufać Bogu wciąż trwa.  [Zbigniew Chojnowski, Prowincjusze, tubylcy i bywalcy, Naukowy Projekt Wydawniczy – seria Przełomy / Pogranicza, Studia Literackie LIV, Katedra badań Filologicznych „Wschód – Zachód” Wydział Filologiczny Uniwersytetu w Białymstoku, Wydawnictwo PRYMAT, Mariusz Śliwowski, Białystok 2024] 

O książkach autorów „Toposu” na łamach „Nowych Książek”. Ksiądz Jan Sochoń, „Czułość i popiół” / Wojciech Kudyba, „Z drugiej strony”

Maksymilian Odrzywołek, Rozmowa ze łzami (fragmenty)   „Teologiczny, duchowy wymiar tej poezji stanowi jej najbardziej wyrazisty i niezbywalny rys, natomiast tym, co wyróżnia, a zarazem czyni tę twórczość estetycznie i filozoficznie przekonującą, jest aspekt cielesny, który nie wchodzi z liryczną psyche w dychotomiczny konflikt, ale ustanawia wraz z nią współbrzmiącą poetycka jedność”.  […]  „Dyskretna rytmika wiersza tonicznego paradoksalnie najlepiej się sprawdza przy mówieniu o sprawach najwyższej egzystencjalnej wagi. Uderza ona mocniej niż – niekiedy bardziej prozodyjnie złożone – utwory pisane nieregularnym trzynastozgłoskowcem o czasem niejasnych, a przez to ekspresyjnie słabszych przerzutniach.  Czułość i popiół – czyżby to było wszystko? Czy to z nas zostanie? Czy może jest to jedynie początek (teo)logicznej sekwencji, której każdy człon dopełnia następny, a na końcu której znajdują się zmartwychwstanie i życie wieczne? W nowych wierszach Sochonia te pytania wprost nie padają, są jednak wszechobecne i stanowią znaki zapytania poetyckiej niepewności księdza-poety, którego prawda jest prawdą półmroku, nie zaś bezwzględnej jasności”.    Wacław Holewiński, Z drugiej strony (fragmenty)  „Kudyba prozaik, subtelny obserwator dnia, tygodnia, czasami chwili, nie zatrzymuje się na obrazku. Tworzy sugestywną historię swoich bohaterów. Czasami piętrową, pozornie tyczącą czego innego, ale przecież zawsze mocną, wstrząsającą. Płacz starego samotnego człowieka, który zapomniał o przywiązanym przed sklepem psie i którego wyrzuty sumienia to nie słowa, to krzyk. Zawodu? Bezradności? Własnego odchodzenia? Te pieniądze odkładane, ciułane, bo córka, bo musi mieć warunki, bo wszystko, co najlepsze, tylko dla niej. Szast prast, lokata w złoto, ta, która pozwoli na wyższy komfort… Amber Gold. Wszystko rozsypane. Może ta historia mogła, powinna była wyglądać inaczej? To oczywiste. Mogło jej być pięć albo i dziesięć wersji. Nawet przez telefon. Bo ważne, kto co zapamiętał, co dostrzegł, co było dla niego ważne. A jeszcze emocje i odrobina uczuć…”.  […]  „Opowiadania zebrane? Chyba bym tego tomu nie opatrzył takim przypisem. Proza autora Z drugiej strony i tematycznie, i językowo,, także fabularnie jest szersza. Łączy, meandruje, odwija się, a zaraz potem, celnym skrótem dobija do puenty. Warto, warto go czytać. Bo bez wątpienia to głos w polskiej prozie oddzielny, samoswój, niepowtarzalny.”    [Nowe Książki, 10 (1262) 2024] 

O tomie wierszy Mieczysława Machnickiego „a o zmierzchu, kiedy jaśniej” pisze poeta i krytyk Janusz Nowak. Recenzję zatytułowaną „Bezsłownym wierszem tylko żyję” opublikowała „Twórczość” nr 7–8 / 2024.

Dwa wybrane fragmenty tekstu Janusza Nowaka pt. „Bezsłownym wierszem tylko żyję”:   1. Machnicki z mistrzowską sprawnością włada językiem barokowej poezji, językiem poddanym zasadom eufonii i harmonii dźwiękonaśladowczej, językiem pełnym śmiałych oksymoronów, paradoksów, antytez, inwersji składniowych, przerzutni, paralelizmów, powtórzeń, metonimii itp. Poeta, urodzony w Martyszkowcach koła Krzemieńca (a więc w krainie Juliusza Słowackiego, twórcy, który zdaniem Claude’a Backvisa ożywił „barokowe dziedzictwo”), nie obawia się zarzutu utonięcia w poetyce barokowej i naśladowania samego siebie. Przeciwnie, jego wierność wobec instrumentarium konceptyzmu świadczy o pewności, że tylko ono jest władne unieść misje poezji metafizycznej w czasach antymetafizycznych.   2. Zaświaty są we wnętrzu człowieka, a zmierzch, noc, sen sprawiają, że widać je „jaśniej”. Ale zaświaty człowiek może odkryć także wokół siebie – zwykłe przedmioty, sytuacje, pejzaże objawiają się bowiem niekiedy jako figury „drugiej przestrzeni”. Decymy Machnickiego są epifanijnymi rozbłyskami odsłaniającymi na moment to, co jest na „drugim brzegu”, rozświetlającymi, jak race, fragmenty Rzeczywistości, która będzie prawdziwie dostępna po przekroczeniu progu śmierci i w której my będziemy prawdziwi zgodnie z wybranym przez Mieczysława Machnickiego mottem z Goethego: „Umrzyj i stań się”. Autor tomu „a o zmierzchu kiedy jaśniej” 20 grudnia 2021 roku przeszedł na „drugi brzeg”. I stał się.   [z: „Twórczość”, 7–8 (944–945) 2024]

Poezja, która uczy, jak zapominać o sobie

„Medytacje na 31 dni” Wojciecha Kassa w „Gościu Niedzielnym”. O najnowszym tomie wierszy poety z Prania pisze Barbara Gruszka-Zych. Teksty do pomilczenia Wojciech Kass wie, że dzisiejszy świat dał się uwieść niedojrzałości, jak pisze – „urokowi wyrostka”. A jednak w tomie „Medytacje na 31 dni” wbrew modzie odważył się przyznać, że jest starym mistrzem. Co innego może zrobić poeta przytłoczony dialogiem z wiecznie niedojrzałym interlokutorem, który na własne życzenie zatrzymał się w rozwoju? I zupełnie bezkarnie wzrusza ramionami, odpowiadając: „nie wiem”. A zapytany jak w medytacji 18: „dlaczego nie wiesz” nie waha się odburknąć: „– bo nie / dowiesz się / – nie / dlaczego / – dlatego”.  Z jak wielu tak dziecinnie odpowiadających składa się nasz świat zdaje sobie sprawę tylko taki uważny obserwator jak Kass, podpatrujący „grzebiących w ajfonach jak w dziurze”. Samotnych, choć na niby połączonych w sieci z tysiącami innych, którym stary mistrz proponuje jako lekarstwo wiersz, a może lepiej, jak sam chce – medytację. Medytacja w jego wydaniu, ascetyczna, czasem ułożona ze szczątków słów, pod koniec tomu zamienia się w modlitwę, dlatego nie waham się nazwać tego zbioru modlitewnikiem. Potwierdza to, choćby przejmujący zapis 17, traktujący o śnie, w którym piszący przytula się do „sponiewieranego” ciała umęczonego Chrystusa. To, że tekst kończy się powstaniem obojgu „z martwego położenia” potwierdza, że tylko w przestrzeni duchowej mogą się toczyć istotne, zakończone znalezieniem sensu i harmonii rozmowy. Inspiracje do nich można znaleźć w tych cichych, pokornych, ale może dzięki tej językowej wstrzemięźliwości, sięgających do głębi, zapiskach Kassa. Autora, który wbrew egocentrycznym tendencjom każdego twórcy zwraca się do siebie i innych z bezcenną radą: „nie myśl / ile masz / do powiedzenia / ile masz /do pomilczenia / pomyśl”  (medytacja 23). Służącego innym pomocą w tym, by „naprawić więź z okolicą, ludźmi, słowem” za pomocą wyrazistego wskazania: „wpierw jednak zapomnij o sobie, po prostu zapomnij.” (medytacja 17). Zapominanie o sobie nie stanowi domeny piszącego, który poprzez czynność jakiej się poświęca, przedłuża pamięć o tym, co zanotował. Ale podpowiedziane przez autora „Gwiazdy Głóg” nie koncentrowanie się na sobie wydaje się skutecznym sposobem na ocalenie tego, co pośród przemijania ostatecznie nie przemija – wiary, nadziei i miłości. A o to chyba chodzi takim jak Kass „pasterzom wiecznych krajobrazów”, „alchemikom kolorów i zapachów” „rozgrzewającym je do żywego”. Takie umiejętności posiada twórca „Medytacji na 31 dni”, nie pozwalający zapomnieć czytelnikowi, jaką moc ma pełne ognia słowo. Nazywam Kassa starym. Niech mi to wybaczy, bo przecież wiem, że dopóki tak będzie pisać pozostanie młody. Barbara Gruszka-Zych   Wojciech Kass, Medytacje na 31 dni, Wydawnictwo Austeria, Warszawa, Budapeszt, Syrakuzy, 2024. [„Gość Niedzielny” nr 36 z 8 września 2024 roku.]

W czerwcowych Nowych Książkach tekst Adriany Szymańskiej Przepustka do nieba

W czerwcowych Nowych Książkach polecamy „gorący” tekst Adriany Szymańskiej Przepustka do nieba. Rzecz dotyczy tomu Medytacje na 31 dni Wojciecha Kassa opublikowanego w Wydawnictwie Austeria (2024). Adriana Szymańska Przepustka do nieba Wojciech Kass, poeta niezwykle twórczy, świadomie wykorzystujący talent pisarski i potencjał wyobraźni, obdarował miłośników swoich wierszy kolejnym, poruszającym zbiorem, pod tytułem Medytacje na 31 dni. Te misteryjne przemyślenia są tak skonstruowane, zarówno w warstwie słownej jak i ponadsłownej, że należałoby je czytać nie przez 31, ale przez 365 dni, jak codzienną, całoroczną modlitwę. Jest w tych ponumerowanych urywkach – krótszych i dłuższych – tajemnicza magia wniebowstąpienia, co zdarza się niekiedy nam, śmiertelnym. Myśli drobne, osobiste, dotyczące spraw powszednich i uniwersalne, ulatujące na skrzydłach słów ku nieskończoności – to są wieloplanowe i wieloznaczne oferty tych medytacji. Stanowią one intelektualno-emocjonalne przesłanie, które można nazwać misterium, stworzonym przez człowieka nieobojętnego na rzeczywistość ziemską i pozaziemską. Misteryjny kształt tych medytacji trzeba przyjmować jak ponadczasowy wielogłos, emanację wszelkiego bożego istnienia, przeżywającego swój ziemski los w aurze zmieniających się warunków i odsłon toczącego się bytu. Wyobrażam sobie teatralną realizację tego misterium, w którym aktorzy sięgaliby po różnorodne środki ekspresji, także pozasłowne, takie jak mimika, gest, ruch sceniczny. Oryginalność wyobraźni i wyczucie naszych duchowych predyspozycji czynią Kassa interpretatorem ludzkich możliwości począwszy od zwykłych sytuacji trwania tu i teraz po dosadne dotknięcia wielu wad i przewinień. Oto przykłady powszednich scen: „panie / boży ranek / się sroży // a oni grzebią / w ajfonach / jak palcem / w dziurze // i nadal panie / w niej są // a ja cieszę się / na stół już / stawiają / bożą wieczerz.” (10). I jeszcze: „nie mów / że nic nie masz // z resztek siwych włosów // mógłbyś / uwić gniazdko / makolągwie” (27). A przykłady na instruktywne pouczenia i krytyczne uwagi pod adresem naszej niedoskonałości są szczególnie mocne: „nie myśl / ile masz / do powiedzenia // ile masz / do przemilczenia / pomyśl // i pomilcz” (23). A także: „kimże jesteś / abyś planował? // w tym miejscu / stawiam byczy wał // dla twoich falang / nadętych. // kimże jesteś / abyś panował” (24). Już pierwsza medytacja tego tomu wprowadza ton moralizatorski w pozytywnym sensie tego pojęcia, bo autor sam siebie tutaj wskazuje jako osobę godną nagany: „w przyrodzie / rutyna // w człowieku / wina // rutyna / słowa // wina / moja”. Więcej jest tego typu epigramatów i aforyzmów. Krótka forma licytuje się w tych urywkach z pewnymi archaizmami językowymi, stylizacją na dawne formy wyrazu. W ogóle język Kassa jest tak bogaty i w archaizmy, i w neologizmy, że czyta się ten zbiór na przemian z uśmiechem i wzruszeniem inwencją językową i mentalną głębią poety. Warto może przypomnieć, że urodził się on (1964) i wychował w Sopocie, miejscowości magicznej, jeśli chodzi o topografię i pejzażowe atrakcje, a od wielu lat mieszka i pracuje w leśniczówce Pranie, prowadząc tam muzeum Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Żyjąc na progu puszczy, nad pięknym jeziorem korzysta z pewnością z dobroczynnych wpływów tego miejsca. Pamiętam jego zbiór wierszy, zatytułowany Prószenie i pranie (2002), a w nim intrygujący już tytułem liryk Mała metafizyka. Wiersze z tego zbioru działały na mnie krzepiąco, gdyż przypominały mi, jaką siłę można czerpać ze zwykłego porządku natury, z następstwa pór roku, obserwacji leśnej i łąkowej przyrody, z uczestnictwa w wielkiej tajemnicy przemiany życia w śmierć. A wspomniany wiersz mówi o złudzeniu bohatera, że droga, która prowadzi z leśniczówki do miasteczka „biegnie w dół”, podczas gdy droga powrotna „wznosi się w górę”. W sumie nie biegnie ona w dół, ani w górę „wszak jest nizinna”, co nie przekreśla jego małej metafizyki, święta bycia w drodze. Poznawcze priorytety Wojciecha Kassa często mają w podtekście ładunek świętości. Przyznać trzeba, że ze zbioru na zbiór odkrycia poety stają się coraz to wnikliwsze i pełniejsze w odbiorze świata i egzystującego w nim najważniejszego stworzenia Boga. W Medytacjach traktuje on świat jak arenę wszelkiej realnej i metafizycznej gry z przeznaczeniem. Mówi w króciutkim urywku numer 9: „żadne życie / nie zna ostatniego słowa // skąd mógłby o nim / wiedzieć wiersz”. Metapoetyckie podejście do wierszy i ich twórców-poetów czyni z Wojciecha Kassa mistrza nie tylko w warstwie językowej, ale też w sferze mistycznych wzlotów istoty ludzkiej. Zwłaszcza jego „apokryf… najpiękniejszego // w życiu snu” wielbiący „splugawione ciało Chrystusa” zasługuje na stempel Światłości Wiekuistej. Staje się więc w moim przekonaniu przepustką do nieba. (Nowe Książki 6 / 2024)

W metaforze Tadeusza Dąbrowskiego – o poezji inaczej

Nakładem PIW-u ukazuje się właśnie zbiór szkiców o poezji W metaforze Tadeusza Dąbrowskiego. To książka o poezji, jakiej dotąd nie było. Ceniony w świecie poeta (tłumaczony na ponad 30 języków) bierze na warsztat sto kilkadziesiąt metafor z wierszy poetów polskich i obcych, poświęcając każdej z nich kilka stron błyskotliwej, dogłębnej, ale nie hermetycznej analizy. Wśród autorów, z którymi „rozmawia”, są: ks. Józef Baka, Adam Mickiewicz, Cyprian Kamil Norwid, Czesław Miłosz, Tadeusz Różewicz, Julian Przyboś, Bruno Jasieński, Zbigniew Herbert, Wisława Szymborska, Ewa Lipska, Adam Zagajewski, Marcin Świetlicki, Jacek Podsiadło, Tomasz Różycki, Krystyna Dąbrowska, Johann Wolfgang von Goethe, Seamus Heaney czy Nelly Sachs. Książka nosi tytuł W metaforze, ponieważ Tadeusza Dąbrowskiego interesują przenośnie, w których można „zamieszkać”, które mają semantyczne konsekwencje, czyli potrafią – przy naszym twórczym współudziale – rozwinąć się w złożoną opowieść o życiu. Jest to zatem pozycja, która daje się czytać wieloaspektowo: jako panorama polskiej poezji, podręcznik kreatywnej lektury, wreszcie ars poetica samego autora – Tadeusza Dąbrowskiego. To wszystko decyduje o tym, że W metaforze może się okazać nieocenioną pomocą dydaktyczną dla nauczycieli szkolnych i akademickich. Szkice zawarte w książce stronią od polonistycznego żargonu, sporo w nich humoru oraz zabiegów retorycznych angażujących odbiorcę w proces odkrywania tekstu. Można je czytać na wyrywki, przed snem, w tramwaju albo podczas lunchu. Ale na tym nie koniec. Dąbrowski zaprosił do współpracy przy tym projekcie wybitnego malarza współczesnego, profesora gdańskiej ASP, Henryka Cześnika, a ten zgodził się stworzyć kilkadziesiąt rysunków, które czynią z tej książki swoisty tryptyk: jego centrum stanowi poetyckie słowo, „skrzydłami” zaś są interpretacje metafor w postaci mikroeseju z jednej strony (Dąbrowski) oraz rysunku z drugiej (Cześnik). Dzięki obrazom Henryka Cześnika projekt artystyczny W metaforze to wyzwanie rzucone metodologiom uwięzionym w granicach specjalizacji oraz punkt wyjścia do dyskusji na temat miejsc wspólnych słowa, obrazu i dźwięku oraz „poetyckości” jako czegoś, co wymyka się filologicznym definicjom. W metaforze to książka pasjonująca, odważna i nowatorska. Tom można nabyć na stoisku wydawcy podczas Międzynarodowych Targów Książki w Warszawie (23-26 maja 2024), w przedsprzedaży w promocyjnej cenie: W metaforze – Tadeusz Dąbrowski | Książka w Lubimyczytac.pl – Opinie, oceny, ceny lub po 10 maja na stronie Państwowego Instytutu Wydawniczego: W metaforze – – Państwowy Instytut Wydawniczy (piw.pl)   O Autorze Tadeusz Dąbrowski – ur. w 1979 r. Poeta, eseista, krytyk, redaktor dwumiesięcznika literackiego „Topos”. Członek Deutsche Akademie für Sprache und Dichtung Publikuje m.in. w „The New Yorker”, „Paris Review”, „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, „Neue Zürcher Zeitung”, „Twórczości”, „Odrze”. W latach 2012–2019 dyrektor artystyczny festiwalu Europejski Poeta Wolności. Autor powieści Bezbronna kreska (Biuro Literackie, 2016) oraz ośmiu zbiorów wierszy, m.in. Te Deum (2005), Czarny kwadrat (2009) i Scrabble (2020). W 2022 r. nakładem Państwowego Instytutu Wydawniczego ukazał się tom jego wierszy zebranych pt. To jest fajka. Laureat dziesiątków stypendiów i nagród, m.in. Nagrody Kościelskich (2009) oraz „Małego Berła” Fundacji Kultury Polskiej (2006), które otrzymał od Tadeusza Różewicza. Tłumaczony na 30 języków. Mieszka w Gdańsku.

Paweł Panas o książce „Sens odzyskany” Tomasza Pyzika

W lutowym numerze „Nowych Książek” ukazała się recenzja zbioru szkiców Tomasza Pyzika „Sens odzyskany. Szkice o książkach, które koniczne trzeba przeczytać”. Tom wydany w 2023 roku przez Instytut Książki jest 214. pozycją Biblioteki „Toposu”. W zbiorze szkiców Sens odzyskany. Szkice, które koniecznie trzeba przeczytać przede wszystkim proponuje hermeneutyczną podróż przez mniej znane, a z pewnością rzadziej uczęszczane regiony polskiej poezji współczesnej (jakkolwiek problematycznie brzmi dzisiaj ten nie dość precyzyjny termin). (…) Wymieńmy dla porządku autorów, którym [T. Pyzik] poświęcił kolejne teksty: Krzysztof Kuczkowski, Barbara Gruszka-Zych, Jan Szelc, Jerzy Lucjan Woźniak, Stanisław Horak, Jan Darowski, Marian Kisiel, Paweł Sarna, Wojciech Kass, Wojciech Gawłowski, Jarosław Jakubowski, Bogdan Jaremin, ks. Janusz Kobierski, Maciej Bieszczad, Robert Gawłowski, Zofia Zarębianka. W książce Pyzika znalazło się także miejsce dla tuzów polskiej literatury, zmieściły się zatem szkice dotyczące twórczości Jana Bielatowicza, Aleksandra Wata, Wisławy Szymborskiej i Czesława Miłosza. Całość uzupełniają trzy krótkie wglądy w literaturoznawcze i krytycznoliterackie książki Dariusza Kuleszy, Karola Alichnowicza oraz Janusza Nowaka. (…) O Tomaszu Pyziku i jego nowej książce z całą pewnością można powiedzieć, że daje nam dobrą próbę wyrazistej krytyki, obok której trudno przejść całkiem obojętnie. Autor drażni, jątrzy, stawia niewygodne pytania, balansuje na krawędzi, ryzykuje odrzucenie a priori. Ale jednocześnie prowokuje do myślenia, zatrzymuje się i zatrzymuje nas – czytelników swojej książki – przy poezji, której być może nie poświęcaliśmy sami tyle uwagi, przy problematyce, której dotąd nie dostrzegaliśmy lub nie chcieliśmy dostrzegać. To – jak mi się wydaje – całkiem dobry powód, aby sięgnąć po ten tom i posprzeczać się z jego autorem. [Nowe Książki 2 / 2024] Zamów>> https://sklep.instytutksiazki.pl/produkt/tomasz-pyzik-sens-odzyskany-szkice-o-ksiazkach-ktore-koniecznie-trzeba-przeczytac/

Karol Alichnowicz o tomie „Domy i ogrody” Jadwigi Nowak na łamach miesięcznika „Nowe Książki”

Czy tony katastroficzne przeważają w zbiorku „Domy i ogrody” nad przesłaniem nadziei? „Co w takiej sytuacji jest w mocy poezji? – pyta recenzent, i odpowiada: „Ocalanie chociażby miłości wbrew codziennej «wojnie»  (bojowaniu) czy prawdy prostych wzruszeń.” KAROL ALICHNOWICZ Wielka scena teatru absurdu Drugi tom wierszy Jadwigi Nowak stanowi kontynuację twórczych poszukiwań i dążeń autorki wyartykułowanych w tomie debiutanckim – Człowieku hałaśliwym (Sopot 2001). Potwierdzają to nie tylko charakterystyczne cechy wypracowanego wcześniej przez poetkę języka ze zmienną strukturą wiersza (wiersz wolny, elementy wiersza regularnego), dozowaną oszczędnie metaforyką. Świadczy o tym także podobieństwo pewnych motywów i ich ujęć współkształtujących dominantę myślową książki, jej uchwytną oś tematyczną (z kluczowym chociażby zagadnieniem krytyki cywilizacji współczesnej i jej bezpodstawnych uroszczeń). Zwraca przy tym uwagę kompozycyjna pieczołowitość w sposobie budowania dramaturgii tomu – z czym mieliśmy do czynienia uprzednio – wyrażająca się w zmienności tonu emocjonalnego, przepływie słów kluczy między wierszami (np. wojna, miłość, sen). Równocześnie w Domach i ogrodach, bo o tym zbiorze mowa, Jadwiga Nowak wydaje się trochę inaczej rozkładać liryczne akcenty. Przede wszystkim poetyckie „ja”, jakkolwiek obecne w wypowiedziach skupionych na subiektywizmie doznania, jego wyjątkowości (np. *** wracam), współistnieje z poetyckim „my”: „jesteśmy”, „stoimy” itp. (czasami zaś – „ty”, gdy poetka używa 2 os. lp., np. „zostań”, „już rozumiesz”). Oscylowanie między głosem indywidualnym a ponadindywidualnym, znane już z liryki Nowak, tym razem nadaje szczególnie wyrazisty ton książce. Można nawet odnieść wrażenie, że to chwilami właśnie „my” dominuje, a „ja” chce zająć mniej eksponowaną pozycję, jak gdyby teraz doświadczenia wspólnotowe lub też doświadczenia ogółu miały zasadnicze znaczenie. Co oznacza ta zmiana perspektywy? Lub ostrożniej: jej modyfikacja? Chyba intencję przedstawienia tego, na co wskazują słowa jednego z wierszy: świata „wielkiej sceny teatrum absurdu” (*** co za fantastyczne nieporozumienie). Autorka Domów i ogrodów zdaje się cały czas przypatrywać tej scenie i  wsłuchiwać w dobiegające z niej głosy (nie zagłuszając głosu własnego). Dać swego rodzaju liryczną definicję epoki, a przy tym nie popełnić grzechu poetyckiej publicystyki to, chciałoby się powiedzieć, zuchwałe rzemiosło. Wiersze zawarte w zbiorze na szczęście są pozbawione tego rodzaju doraźności, która często szkodzi liryce, chociaż, trzeba od razu dodać, Jadwiga Nowak nie unika tematyki rozpalającej emocje milionów (Hans Castrop spotyka Klausa Schwaba). Ale czyni to z umiarem i ironicznym dystansem, łączy bowiem realia współczesności z sensami symbolicznymi mającymi swoje źródło w tradycji śródziemnomorskiej (lub też mówiąc inaczej – odczytuje to, co „tu i teraz” przez pryzmat kulturowych i religijnych znaków). W ten sposób poezji nie odejmuje… poezji. Widoczne jest owo zespolenie dwóch porządków w przypadku znamionujących tę lirykę odwołań do przebogatych złóż topiki – nie tylko pojawiających się w tytule motywów domów i ogrodów, ale też np. raju, theatrum mundi – co pozwala usytuować twórczość autorki Człowieka hałaśliwego w kontekście poezji kultury. W konsekwencji tradycją najsilniej, jak się wydaje, oddziałującą na jej lirykę jest neoklasycyzm. Charakterystyczne dla niego tendencje, obecne skądinąd u współczesnych twórców bliskich Jadwidze Nowak generacyjnie (np. K. Koehler), uwypuklają zasadniczą antynomię – między pragnieniem ładu i harmonii a świadomością historycznie zrelatywizowanej, pogrążonej w kryzysie współczesności. Podobną wizję odnajdziemy w liryce autorki, przy czym nie posługuje się ona zasadą jaskrawych kontrastów. Przeciwieństwa nie są wyrażane wprost, lecz raczej sugerowane przez porównanie dwóch, można by rzec, epok temporalnych. W wierszu S.O.S czytamy przecież o możliwości istnienia „lepszego czasu”, mimo że w dialogującym z tytułowym utworem Exodusie wybrzmiewają dobitnie słowa: „tego kraju już nie ma, nawet tej małej ojczyzny / z biednym domem i starym ogrodem / i nie patrz w górę, nie ma i tego nieba / są starlinki, które rozświetlają  nic”. Owo nic zawłaszczające nawet przestrzeń sakralną wiąże się z wyjałowieniem religijnej wyobraźni i przez wieki przez nią zasilanej – wyobraźni kulturowej. Jadwiga Nowak zdaje sobie sprawę, że pisze o świecie odczarowanym, w którym: „Nie chcemy już tego świata / stworzonego Słowem” (Bunt aniołów drugi). Dlatego tytułowe domy i ogrody stają się znakiem minionego, dobrego czasu, bo żyjący „tu i teraz” człowiek-marionetka jest bezwolny, ulega nowym mitom, nie umie też rozeznać, czym jest prawda, a czym fałsz, dobro i zło. Być może zamienia się w ten sposób swoiste widmo, powoli znika, gdy ranga dawnych symboli nie ma już właściwie dla niego znaczenia, a elementarne prawdy, jak narodziny i śmierć, „niepojętą grzeszą boskością” (*** Grzechem jest woda). Doświadcza bowiem „nieznośnej lekkości bytu” w postsomnambulicznym świecie (*** w postsomnambulicznym świecie), w którym już nawet życie, jak w znanym toposie, nie jest snem, a śmierć przebudzeniem. Dlatego w Gniewie bogów pojawi się nawiązanie do frazy Osipa Mandelsztama otwierającej jego utwór (*** Żyjemy tu nie czując pod stopami ziemi). Nie bez powodu również w dwóch innych wierszach poetka prowadzi liryczną rozmowę z Cz. Miłoszem (Ballada o końcu świata jako echo Piosenki o końcu świata Miłosza) i T. Różewiczem (*** zwariowaliśmy jako aluzja do poematu Spadanie czyli o elementach wertykalnych i horyzontalnych w życiu człowieka współczesnego Różewicza), aby w pierwszym przypadku przesunąć granice śmierci i objąć nimi apokaliptycznie nieautentyczne życie, w drugim natomiast – zarysować wbrew pesymizmowi poematu możliwość odzyskania aksjologicznego punktu równowagi. Co w takiej sytuacji jest w mocy poezji? Ocalanie chociażby miłości wbrew codziennej „wojnie”  (bojowaniu) czy prawdy prostych wzruszeń. Nade wszystko jednak poezja może się stać enklawą wolności, jak przyznała poetka w rozmowie z Krzysztofem Kuczkowskim, zamieszczonej na łamach Toposu. Wówczas w nocy może rozbrzmiewać zaklęcie: „Pisz, że śnisz / Tylko śnisz ten wiersz”.   [Nowe Książki 3 | 2024]

Tomasz Pyzik o „Ręce piszącej” Wojciech Kassa

Krytyczne pióro Tomasza Pyzika od lat podąża za literą wierszy Wojciecha Kassa i jej towarzyszy. Po dwóch latach od ukazania się w wydawnictwie AUSTERIA Ręki piszącej, opublikowana została w najnowszym kwartalniku „Fraza” nr 4 (122) recenzja z tego tomu. Tomasz Pyzik, autor m.in. książki Sens odzyskany. Szkice o książkach, które koniecznie trzeba przeczytać ogłoszonej w ub. roku w serii Biblioteka Toposu, w recenzji tej, zatytułowanej Medium jasności, m.in. pisze: „Wśród zapisków «ręki» nie ma żadnego zbędnego fragmentu. Te krótkie formy literackie kondensują zapatrzenia autora, przebłyski Innego w pozornie znanej rzeczywistości. Kass czerpie inspiracje z tekstów kultury, z krajobrazów przyrody, pór roku, ze spotkań z ludźmi oraz z rzekomych przypadków zwanych «incydentami metafizycznymi», które podsuwają myśl o zawczesnym splocie dziejów lub o wzajemnym wpływie bytów z równoległych przestrzeni, będących w różnych warstwach Jedni. Teksty potwierdzają, że ich autor patrzy na substancję świata z niegasnącym podziwem jak na zjawisko godne wyniesienia do rangi dzieła sztuki, patrzy w zachwycie i w zadziwieniu nad istnieniem samym w sobie, istnieniem, którego jest świadomym uczestnikiem. O medytacyjnym charakterze zapisków mówi jedna z notatek z lipca 2020 roku, w której pisarz z Prania stwierdził, że Ręka pisząca mogłaby nosić tytuł «ręka medytująca» lub «ręka myśląca». Efektem połączenia sił tych trzech rąk jest niewątpliwie pewna konstatacja, która brzmi: «Poeta jest tym kimś, kto nadaje imiona Nadprzyrodzoności, podobnie jak czynili to prorocy w języku religii» (22.04.2018). Niektóre obrazy codzienności przełożone na prozę dziennika również kwalifikują się do tego, by uznać je za pochodne sacrum, gdyż nie ma niczego w obrębie świata poznawanego, czego wcześniej nie byłoby u Stwórcy. «Rzeczy są myślami Boga, litery jego tchnieniem (…)» – czytamy w krótkim opowiadaniu, swoistej przypowieści datowanej na 16.06.2014r.”

Izabela Rutkowska, Kryzys komunikacji poetyckiej z perspektywy twórców czasopisma „Topos”

Przedmiotem analizy autorki jest czasopismo „Topos” i tom Konstelacja Topoi. Kolejne zagadnienia to, m.in.: leksem kryzys w tomie Konstelacja Topoi, powody kryzysu komunikacji poetyckiej, następstwa kryzysu komunikacji poetyckiej i sposoby przezwyciężenia kryzysu komunikacji poetyckiej. Poniżej publikujemy dwa końcowe rozdziały pracy I. Rutkowskiej:   Sposoby przezwyciężenia kryzysu komunikacji poetyckiej Co pocieszające, najczęstszym tematem esejów były opisy sposobów przezwyciężenia tej trudnej sytuacji. I tak jak w przypadku diagnozowania kryzysu wskazywano na powody dotykające całe społeczeństwa, tak też w przypadku podawania rad mających na celu uzdrowienie sytuacji, odnoszono się do idei wpływających na ogólną kondycję człowieka XXI wieku. Kluczową kwestią dla wszystkich autorów jest odnowa duchowości, powrót do tradycji i wierność uniwersalnym wartościom. Tradycja jest utrwaloną formą duchową, poprzez którą można stworzyć (zmitologizować) swój „marny czas”. Człowiek, aby istnieć w pełni, potrzebuje wciąż aktualizowanej, uwiarygodnianej, uczestniczącej w międzyludzkiej komunikacji logosfery. (…) Chodzi o odbudowanie zdruzgotanego pola metafizycznego, czyli widzenia przez człowieka rzeczy widzialnych w związku z niewidzialnymi (Chojnowski 2017: 12–13). Nowa formuła języka poetyckiego, który zdolny byłby do udźwignięcia prawdy o psychotycznym skrzywieniu człowieka współczesnego: klasy­cyzm postmodernistyczny. Gest sięgnięcia do źródeł kultury europejskiej, do dzieł stanowiących świadectwo wiary w świat uporządkowany i sen­sowny albo tropiących i wskazujących ostatnie ślady niegdyś dostępnej całości, i wypróbowania ich w ogniu nowego języka, który przestał nazywać świat, utracił zdolność wskazywania tego, co rzeczywiste. Nałożenie siatki chaosu na kosmos tradycji (Dakowicz 2017: 108). [Ratunek] w wytężonej pracy pamięci, która powinna restytuować związek współ­czesnej kultury – w tym poezji, czy szerzej: literatury – z kulturą wieków minionych. Musimy zdać sobie sprawę, że XX wiek, z jego dwoma totalitaryzmami, które zdziesiątkowały polską wspólnotę, zatrzymując nas w rozwoju kulturalnym i politycznym, stanowi wyrwę w procesie harmonijnego kształtowania się tożsamości (Dakowicz 2017: 291). Idee odnowy dotyczą głównie twórcy-nadawcy i poezji-komunikatu. Stanowią w istocie listę wymagań stawianych zarówno poetom, jak i samej poezji. W przypadku poety akcent położony został na pracę w języku, którą Dłuski nazwał „głęboką orką duchową”, będącą wręcz doświadczaniem pustyni – „najbardziej radykalną odpowiedzią na bezideowość i moralno-filozoficzną bezradność współczesnej poezji i kultury” (Dłuski 2017: 23). Poeta zdolny sprostać kryzysowi „czasu marnego” powinien być przede wszystkim człowiekiem otwartym na Transcendencję, Absolut – twórcą uduchowionym, czerpiącym siłę głównie z własnego wnętrza. Uprawianie poezji ma być dla niego formą życia duchowego (zob. Chojnowski 2017: 223). Cechować go więc powinny „współczucie i współ-odczuwanie, w dialogu z drugim, z Innym, z kosmosem” (Dłuski 2017: 24). Poniżej dłuższe wypowiedzi autorów Konstelacji, definiujące w jakimś sensie kondycję ideału poety jako tego, który jest zdolny opanować ów tragiczny kryzys. Cenimy poetów odważnych i męskich, poetów o rozwichrzonej, ekstatycznej wyobraźni, która odsłania tajemne przejścia między ziemią a niebem, między tragizmem a afirmacją każdej drobiny bytu. Cenimy poetów poszukujących ładu w rozdartym świecie XXI wieku (Dłuski 2017: 26). Poeta to ten, który scala rozbite, łączy podzielone, to ten, który swoim piórem ściga duszę świata, a tym samym tworzy kronikę własnej. (…) Poeta jest dawcą słowa, strzeże go i służy mu, złorzeczy słowom i zarazem wytycza im los, więcej – jest po to, jak chce Josip Brodski – by zbawiać mowę (Kass 2017: 121). Kim ma być zatem poeta? – Wydaje mi się, że najpierw kimś, kto otwiera granice naszego języka, rozszerza wolumen mowy (który uległ u nas ostatnio radykalnemu zawężeniu), przeciwstawia się opresji dyskursu dominującego, ustalającego rozmaite systemy tabu. Poeta to także ktoś, kto próbuje przekroczyć granice własnego „ja” (pokonać pokusę auty­zmu lub doktrynerstwa), otworzyć je na sferę wartości przekraczających wymiary „tu-i-teraz”. To ktoś, kto wprowadza mowę w „zupełnie inne” i buduje miejsca wspólne, miejsca wspólnoty wobec „zupełnie-innego” (Kudyba 2017: 140). Poeta więc rozwija w sobie zdolność do autoanalizy, do „noszenia w sobie” i uruchamiania przeżytych treści, ale w taki sposób, aby wykra­czały one poza potrzeby doraźne jego/naszego „ja” czy też te, związane z biologicznym przetrwaniem, z dążeniem do konsumpcji lub do uznania społecznego za wszelką cenę. Toteż przekraczanie egoistycznego „ja”, a nie schlebianie mu lub zasłanianie nim reszty świata, należy do powin­ności zarówno poety i poezji, jak i jej czytelnika, miłośnika, interpretatora. Parafrazując wers Cypriana Norwida: aby „wejść w siebie”, trzeba „Oderwać się od siebie”, czyli odkryć swoją małość i wielkość, marność i siłę, pojedynczość i wielość, samotność i przynależność (Chojnowski 2017: 226) Najważniejszą misją poety i poezji jest odbudowa znaczeń „zgubionych w ruinach języka” (Dzień 2017: 163) i odzyskanie realności świata, tak aby „Odzyskać święty związek słowa z rzeczywistością” (Kass 2017: 180). To tworzenie mostów między znaczeniami ma być jednocześnie tworzeniem więzi między ludźmi. Poezja powinna być uspołeczniona, gościnna, zapraszająca (zob. Kudyba 2017: 140, 255; Gleń 2017: 246, 248; Kass 2017: 229). W takiej też konwencji trzeba organizować spotkania autorskie, debaty literackie – aby panująca tam atmosfera polegała na „zasłuchaniu się człowieka w człowieka” (Chojnowski 2017: 14). Skoro bowiem poezja ma być ważnym, szczerym głosem prawdy, musi otwierać w odbiorcach także tę najbardziej intymną komunikację – z serca do serca. Pokrywa się to z badaniami na temat komunikacji interpersonalnej i społecznej, która jest przecież zjawiskiem bardzo wielopoziomowym. „Sytuacja komunikacyjna powstaje jako rezultat współoddziaływania miejsca i przestrzeni komunikacyjnej, uczestników komunikacji (a więc interpretatorów), sposobności komunikacji, tematów, scenariuszy komunikacyjnych i wszystkich pozostałych w danej sytuacji relewantnych elementów” – czytamy u Michaela Fleischera (Fleicher 2007: 35). Budując ów ideał twórcy, autorzy Konstelacji Topoi niejednokrotnie powołują się na postaci różnych poetów, pisarzy, myślicieli, ludzi kultury, których czynią niejako patronami udanej i wręcz idealnej komunikacji poetyckiej. Są nimi (wg kolejności alfabetycznej): Stanisław Barańczak, Miron Białoszewski, Robert Bly, Kazimierz Brakoniecki, Roman Brandstaetter, Josif Brodski, Paul Claudel, Emilly Dickinson, Fiodor Dostojewski, Jerzy Ficowski, Hans-Georg Gadamer, Martin Heidegger, Zbigniew Herbert, Fryderyk Hölderlin, Jan Paweł II, Maria Janion, Anna Kamieńska, Konstandinos Kawafis, John Keats, Emmanuel Levinas, Sandor Marai, Jacques Maritain, Czesław Miłosz, Cyprian Kamil Norwid, Ojcowie Pustyni, Pier Paolo Pasolini, Julian Przyboś, Reiner Maria Rilke, Theodore Roetke, romantycy, Tadeusz Różewicz, Juliusz Słowacki, Andrzej Tarkowski, ks. Jan Twardowski, Aleksander Watt, Witold Wirpsza. Jakie są natomiast wymagania wobec komunikatu? Skoro P. Dakowicz diagnozuje u współczesnej kultury chorobę psychiczną, poezja w jego ocenie powinna pełnić rolę życiowej psychoterapii. Ma ona pomagać człowiekowi rozumieć otaczający świat poprzez odkrywanie i budowanie znaczeń, ma poszerzać horyzonty aksjologiczne, pogłębiać refleksję nad sensem egzystencji, pomagać w nazywaniu tego, co trudne, traumatyczne, ma być mostem ku drugiemu człowiekowi. W. Kudyba pisze: „Poezja ma sens wtedy, gdy wymiary „ja” i „ty” poszerzają się dzięki niej, a nie kurczą. Mam wrażenie, że właśnie wtedy – w pracy nad otwieraniem granic „ja” i „ty” – słowo odzyskuje siły i znaczenie: staje się dla nas obietnicą wyjścia poza „to-samo” (Kudyba 2017: 139–140). Kolejnym jej zadaniem powinno być oświecanie. O iluminacyjnym wymiarze lektury piszą głównie: W. Kudyba (257), K. Kuczkowski (58) i W. Kass (84; 124), dotykając nawet kwestii mistycznych. Upatrują oni bowiem w słowie poetyckim moc epifanijną.   Podsumowanie Choć żaden z tekstów Konstelacji nie ma w tytule słowa kryzys i nie występuje ono w nich zbyt często, pogłębiona lektura i analiza tomu wskazują jednak, że cała treść tomu jest wręcz przesiąknięta tematyką kryzysu poezji, a w szczególności właśnie kryzysu komunikacji poetyckiej. Problem ów został opisany przez Toposowych twórców nie tyle z naukowym dystansem, ile z poważną troską i dużym zaangażowaniem, o których poziomie świadczy używanie emocjonalizmów i stosowanie kontrastów. Ocena tej trudnej sytuacji, w jakiej znalazła się poezja, jest miejscami nawet dość kategoryczna i ostra. Podkreśla ją polaryzacja sądów, o której świadczy duża częstotliwość używania par antonimów, a także semantyka tych antonimów. Sytuację

Adrian Gleń, „Światło wiersza. Rzecz o twórczości Wojciecha Kassa” – recenzja Ireneusza Staronia na łamach „Nowych Książek” 12 / 2023

Ireneusz Staroń, Ze światła empatii do światła wiersza Światło wiersza. Rzecz o twórczości Wojciecha Kassa autorstwa Adriana Glenia to lekturowy szkicownik kogoś, kto pragnie przełożyć czyjeś wierszowe na własne krytyczne. To świadectwo empatii i sympatii dla wierszowego słowa, które to stają się drogą do historii poezji. Światło wiersza… to pierwsza książka monograficzna poświęcona twórczości Kassa. Nie oznacza to jednak, że dzieło poety, eseisty, krytyka, animatora życia literackiego, jurora konkursów poetyckich, sekretarza Nagrody Orfeusz i dyrektora Muzeum Gałczyńskiego w Praniu jest słabo obecne w refleksji badawczej nad współczesnym wierszopisaniem. Przeciwnie. O liryce, poematach i eseistyce Wojciecha Kassa pisało wielu i wiele. Autor Gwiazdy Głóg należy do grona tych poetów, których monografia funkcjonuje od dawna w postaci rozproszonej w czasopismach i zbiorach szkiców. Głos Glenia też ze szkiców wyrasta i bardziej niż wieloaspektową monografią jest przyczynkiem monograficznym, lecz na tle dotychczasowej recepcji Kassowego pisania to głos prekursorski. Ważny w dwójnasób, bo na łamach jednej książki spotykają się tutaj badacz z antologistą. Blisko dwie trzecie Światła wiersza… stanowi obszerny wybór wierszy Kassa, do którego dodano także fragmenty z jego eseistycznego dziennika Ręka pisząca. O czym, o kim, jak wykłada Gleń? Najprościej i najtrudniej powiedzieć: o świetle i o wierszu. O metafizyce u Kassa, o byciu w jego poezji, o ontologii i jej (nie)wysławialności, o świetle przede wszystkim, o jego metaforze i o jego dosłowności. Bo Kass – zdaniem Jarosława Ławskiego – jest iluministą, a więc tym, kto światłem wiersza doświetla, wyświetla byt, aby stał się on głębiej, abyśmy głębiej spróbowali go zrozumieć. Interesują zatem Glenia pytania pierwsze u Kassa, dlatego uprzedza na samym wstępie, że wielu innych wątków nie podejmie. Nie znajdziemy tu więc refleksji np. nad erotyką i gorzkim, satyrycznym nurtem tej twórczości. Powiedzmy jeszcze o metodzie. Autor pisze o niej następująco: Stopniowa lektura, zataczanie kręgów wokół obsesyjnie nawracających motywów (czemu najlepiej służy strategia szkicu), ponawianie w sobie językowego gestu poety, prowadzić ma zarówno do jego asymilacji, od-tworzenia, prze-życia w doświadczeniu krytycznym, jak i do zbudowania tematycznej struktury dzieła (s. 29–30). Za Georgesem Pouletem i Charlesem Du Bosem postuluje zatem głębokie wczuwanie się w wiersz, uczynienie z siebie „naczynia dla życia innej osoby”. Szkice Glenia stanowią kolejny przyczynek historyczno- i krytycznoliteracki do całościowej monografii twórczości Wojciecha Kassa. Po obszernym autorskim wyborze Kamyk metafizyczny. Wiersze i poematy z lat 1996–2021, wydanym w piwowskiej Serii z emblematem (2021), z posłowiem pióra Ławskiego, to drugie w ostatnich latach tak ważne świadectwo recepcji poezji liryka z Prania. Przyczynek monograficzny z obszerną antologią oraz utwory prawie zebrane opublikowane w już kanonicznej edycji PIW-u w pewnym stopniu podsumowują blisko czterdziestoletnią drogę twórczą Kassa. Prawie tyle lat minęło bowiem od jego czasopiśmienniczego debiutu w 1984 roku na łamach „Dziennika Bałtyckiego”. Już choćby ta informacja świadczy o tym, że spisana przez krytyków towarzyszących formacji „brulionu” tak zwana historia literatury polskiej po roku 1989 jest niepełna. Oto bowiem jeden z najważniejszych poetów roczników 60. objawia się w połowie dziewiątej dekady XX wieku nie na łamach krakowskiego mówionego „NaGłosu”, czy też już w drukowanym warszawsko-krakowskim „brulionie”, lecz w Gdańsku. Nie oznacza to, że z dzisiejszej perspektywy należałoby deprecjonować rolę kontrkulturowego nieregularnika Roberta Tekielego na przełomie lat 80. i 90., lecz raczej to, że po trzech dekadach w świadomości czytelniczej obok „brulionu” powinien pojawić się równie obszerny, a nawet większy rozdział poświęcony tym poetom roczników 60. (i nie tylko), których nie tylko Julian Kornhauser zalicza do „linii Karaska”, wymieniając wśród nich oprócz Kassa m. in. Jarosława Mikołajewskiego, Stanisława Dłuskiego, Krzysztofa Kuczkowskiego czy Marzannę Bogumiłę Kielar. Gleń, jako badacz i wydawca Kornhausera, oczywiście przytacza jego opinię na temat białych plam w książkach dotyczących poezji lat 90. pióra Karola Maliszewskiego, Przemysława Czaplińskiego i Piotra Śliwińskiego. Znamienne, że dziś o zdanie autora Kamyka i cienia upomina się badacz o ponad dekadę młodszy od głośnych brulionitów i ich krytyków towarzyszących, którzy na długie dekady ustanowili model myślenia o literaturze III RP, przynajmniej w jej wydaniu akademickim. Ja sam o poezji Wojciecha Kassa usłyszałem dopiero wówczas, gdy na studiach polonistycznych kurs literatury polskiej po roku 1989 miałem już dawno za sobą. A przecież ten niepełny obraz: Nowa Fala, roczniki 50., „brulion”, to wizja kanoniczna na naszych wiodących fakultetach polonistycznych. Wizja uzupełniana oczywiście lekcjami ze Starych Mistrzów piszących w dziesiątej dekadzie XX wieku, z neoawangardy Andrzeja Sosnowskiego, czy też składni odzwierciedlającej egzystencję Piotra Sommera. To zagadnienia nie do pominięcia w wykładzie o poezji po roku 1989. Ale nie do pominięcia jest także rola twórców skupionych wokół dwumiesięcznika „Topos”, pisma o niewątpliwie największej roli środowiskotwórczej w naszej najnowszej historii literatury, największej, bo trwającej dłużej niż „brulion” czy „Kresy” (choć nie o chronologię, a o rangę artystycznych głosów chodzi!). Pozwalam sobie na tę dłuższą dygresję jedynie dlatego, że jest ona nieodzowna dla zrozumienia rangi każdej kolejne monografii, tudzież zbioru szkiców poświęconych tym autorom roczników 60., którym daleko było do środowiska „brulionu”. Światło wiersza… Adriana Glenia to zatem nie tylko ważne świadectwo recepcji liryki Wojciecha Kassa, lecz także istotny wkład włożony do katalogu biblioteki przyszłego podręcznika literatury polskiej po roku 1989. Tadeusz Drewnowski swój podręcznik na temat naszej literatury lat 1944–1989 zatytułował Próba scalenia. Chodziło w ogólności o połączenie obiegu emigracyjnego z krajowym w jednym wykładzie. Inne są dziś realia, ale podobnej próby scalenia wymaga wizja literatury ostatnich trzech dekad. Ranga poezji Wojciecha Kassa jasno pokazuje, że jej miejsce w najnowszym kanonie jest niezbędne, a krytycy jej towarzyszący sprzyjają nie tylko czytelniczej empatii i uważności, lecz także tę rangę utwierdzają. Światło wiersza… to zatem zapis ważnego spotkania, dialogu poetów, który umacnia wielogłos. A do niego wszyscy jesteśmy zaproszeni. Bo wiersz to światło, a światło to wiersz.

Nauka kochania świata – o wierszach Wojciecha Kassa

Recenzję najnowszego tomu wierszy Wojciecha Kassa zatytułowanego Otwarte na klucz, zaczyna zdanie: „[Kass] Wierzy w siłę poezji, w jej moc nadawania wszystkiemu znaczeń niezwykłych i niepowtarzalnych. On ten świat odkrywa swoim śpiewem, seriami skojarzeń, połączeń barw, tonów, obrazów, perspektyw i kontrastów. Jego wiersze rosną jak drzewa, noszą w sobie ślady pór roku. Są żywe. Poszczególne wersy są jak linie słojów tworzące pnie, dotykające wnętrza i zarazem rozrastające się w zewnętrznej przestrzeni (…)”. Kończy refleksja: „Zbiór Otwarte na klucz ukazuje świat w stanie ciągłego dopełniania się, powstawania i rozrastania. Ale wyobraźnia poety stara się ogarnąć ten proces w sposób poetycko uporządkowany. I mimo że czuje się siłę prądów przebiegających przez świat przedstawiony, to poeta trzyma je pod kontrolą, nie rozwija bezpowrotnie znaczeń, nie deformuje języka, ale stara się gromadzić słowa: «słowo, dwa, niekiedy runo lub kosteczka słowa», bo z tych okruchów można złożyć wiersz”. Tekst Wojciecha Kliszewskiego zatytułowany Nauka kochania świata ukazał się na łamach październikowego numeru Nowych Książek. Wojciech Kass, Otwarte na klucz. Wydawnictwo „Iskry”. Warszawa 2023.

Kamil K. Pilichiewicz o wierszach Wojciecha Kassa

Nota krytyczna pt. „Tak zaczyna się wiersz”. Koncert przeciwieństw jest wprowadzeniem do rozmowy, jaką z autorem Przepływu cieni przeprowadził badacz literatury i krytyk Kamil K. Pilichiewicz. Recenzja ukazała się na łamach czasopisma Epea nr 1 (10) 2023. KAMIL K. PILICHIEWICZ „Tak zaczyna się wiersz”. Koncert przeciwieństw „Klucz ma w ręku każdy, ale otwarte niekoniecznie” – mówi o swojej najnowszej książce poetyckiej pt. Otwarte na klucz jej autor – Wojciech Kass. Czym jest tytułowe „otwarte na klucz”? Po pierwsze to metafora oksymoroniczna, matafora przeciwieństw, jedna z ulubionych form przenośnych poety. A po drugie z pomocą przychodzi wytrawny eseista i interpretator kassowej dykcji – Jarosław Ławski. „Strażnik lirycznego światła kluczem wiersza otwiera to, co zakryte, zamykając przed okiem wyobraźni to, co oczywiste” intonuje Ławski na tylnej okładce tomu. A więc klucznik wiersza, poeta lirycznego światła, poeta solarny – jak nazywa go Adrian Gleń – Wojciech Kass otwiera to, co zakryte. Brzmi nieco po Miłoszowemu. I słusznie. Miłosza jest w tym tomiku trochę. A może nawet więcej. Nie mam na myśli jedynie motta do wiersza Żeby („Krótkie dni, / Krótkie noce, / Krótkie lata”). Między wersami swoich najnowszych utworów autor Wirów i snów zdaje się poszukiwać tego „więcej”, co jest ukryte w brzmieniu słowa, w znaczeniu wyrazów, w tajemniczym zespoleniu, splątaniu formy i treści. Niemal jak Miłoszowe zaglądanie pod podszewkę świata. Niby jest w Otwarte na klucz wszystko, co już znamy z wcześniejszych dokonań poety z Prania. Jest wszechobecna metafizyka, tematy śmierci (Dyptyk o miłości i śmierci), przemijania (Oko, Westchnienie), trwania (Podryw cieni) wiary (ważny pół-wiersz Wiara), religii (Quare?), krytyki kultury współczesnej (Co dalej), degradacji przyrody, degradacji wartości, są wiersze wymykające się jednoznacznej klasyfikacji jak Wiersz z tytułem przy końcu („a żywioł słowa? / Jest jak wgniecenie duszy, która / z trudem wraca do poprzedniego stanu / skarlenia […] „nie czas żałować wianków, / gdy siwieją włosy”) – wszystko to podlane ironicznym sosem (Pięciu poetów w ogrodzie, Sami z niespodzianką dali) i doprawione autobiograficznymi okruchami, ziarenkami (Kmin i kapary, Poczta, okienko). Poezja autora Do światła to niekończąca się rozmowa z tradycją literacką, rozmowa z dawnymi mistrzami słowa. Zgadza się, motywy przewodnie w twórczości Kassa, poetyka jego wcześniejszych lirycznych utworów, idee zamknięte w eseistycznych wywodach wciąż są słyszalne, pobrzmiewają dalekim echem w Otwarte na klucz. Ale tym razem tonacja wierszy wydaje się być jeszcze bardziej dojrzała (nie przejrzała), przy tym są pełne (uzupełniającej się) sprzeczności: miejscami przyciemnione zdystansowanym doświadczeniem „ostatniej fali na brzegu”, miejscami rozświetlone – jakby młodzieńczym zapałem poety-ekstatyka, który brzoskwinię nazywa „skupioną kroplą słońca, słodką / łzą solarną”. Wojciech Kass po raz kolejny udowadnia, że jest dyrygentem, który wprawnie wydobywa ze słów muzykę, panuje nad orkiestrą języka.

Dariusz Kulesza o poezji Krzysztofa Kuczkowskiego ponownie

Tom Z Ducha Orfeusza. Studia o polskiej poezji lat 2017–2022, przynosi m.in. dwa obszerne eseje „profesorskie” o wierszach Krzysztofa Kuczkowskiego. Autorami są prof. prof. Jarosław Ławski i Dariusz Kulesza. Pierwszy z nich rekomendowaliśmy przed tygodniem. Dzisiaj trzy wyimki z fascynującego eseju D. Kuleszy z Uniwersytetu w Białymstoku, pt. Tu i teraz. O poezji Krzysztofa Kuczkowskiego ponownie. DARIUSZ KULESZA: Poezja Krzysztofa Kuczkowskiego nie należy wyłącznie do tego, kto ją napisał. To naturalne, ale w tym wypadku uzasadnienia nie da się ograniczyć do tego, że wiersze poety urodzonego w Gnieźnie należą do języka polskiego, do polskiej współczesnej poezji czy do czytelników. Poezja Kuczkowskiego należy do „Toposu”, jak „Topos” należy do Kuczkowskiego. Najważniejsze: wiersze redaktora naczelnego sopockiego pisma należą do poezji chrześcijańskiej, nie tylko polskiej. W konsekwencji ich lektura wydaje mi się chybiona bez uwzględnienia dwóch ostatnich kontekstów: toposowego i chrześcijańskiego. Tylko jak pogodzić to, co toposowe i chrześcijańskie, czyli trwałe (topos) i wieczne z tym, co niepokojąco doraźne, w dodatku zapisane po polsku, ograniczające lekturę do aktualnego miejsca i czasu, do tu i teraz. […] Dajemy się jak dzieci prowadzić nicości. To zdanie stanowi tytuł wiersza. I odbiera powtarzanemu „nie wiem” jego ostateczne znaczenie ciążące ku partykule przeczącej „nie”, która rozrasta się do niebezpiecznych rozmiarów Norwidowego, powtarzanego przez Różewicza „Nic”, do nicości monstrualnie otchłannej, chociaż ważniejszy niż ta piekielna przepaść jest taniec nad nią. Bo tak samo jak Tam nie zostaje przez Kuczkowskiego nazwane wprost, ani nawet zapisane wielką literą, tak alternatywna, a nawet antytetyczna wobec Tam nicość wolna jest od eklezjalno-eschatologicznych dookreśleń. I tu wraca Zakład Pascala: Tam albo nicość, Tam albo nic. Rozstrzygamy o tym tutaj, ale nasze wybory, tutejsze, mają znaczenie gdzie indziej: Tam, są transcendentne. Konsekwencje takiej wersji Zakładu Pascala, jaką proponuje Kuczkowski, są zasadnicze. Najważniejsza z nich: Tam istnieje, przynajmniej jako potencjalny przedmiot wyboru, ale istnieje. Nie może być inaczej, jeśli alternatywa brzmi: Tam albo nic. Skoro przestrzeń Zakładu ma charakter transcendentny, skoro Zakład transcendencji wymaga, skoro Kuczkowski go przeprowadza, Tam istnieje, Tam jest. Paradoksalne, że bez nicości nie byłoby to tak czytelne, bo przecież co do jej istnienia nie ma w wierszu wątpliwości. Ona jest i stanowi alternatywę, antytezę Tam. Tylko gdzie w tej transcendentnej matematyce znaleźć miejsce dla Kierkegaarda, Abrahama i Izaaka. […] Nie wiem, jaka powinna być poezja Krzysztofa Kuczkowskiego. Nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, jaka ta poezja jest. W zamian spróbuję opisać kondycję pierwszoosobowego, lirycznego bohatera, który w niej dominuje, ukrywając się niekiedy jako liryczny narrator, ujawniane lub nie źródło lirycznych przypowieści. Bohatera poezji Kuczkowskiego po raz pierwszy zobaczyłem w postmodernistycznym labiryncie późnej, polskiej nowoczesności. Nie walczył o narodowo-katolicki kościół „prawdziwych” Polaków, ani nie chował się w nieprzysiadalności bronionej przez niego jak niepodległość. Bohater Kuczkowskiego wskazywał transcendentne Tam. Lokatorom labiryntu przypominał o świecie poza nim, a jeśli nie o świecie, to o absolutnym punkcie odniesienia, który stanowi miarę każdej rzeczywistości. Z czasem w labiryncie zaczęło się dziać coś istotnego. Ci, którzy skłonili wszystkich (wystarczająco wielu) do zamknięcia się w nim, zaczęli snuć plany o powrocie do historii, o wyjściu na zewnątrz i zareagowaniu na niemożliwy do akceptacji stan rzeczy, wynikający z niezaspokajania podstawowych potrzeb większości z nas, związany z brakiem pożywienia, opieki zdrowotnej, dachu nad głową i edukacji. Zaczęła się oznaczająca koniec postmodernizmu wielka, utopijna rewolucja późnej lewicy. W takiej sytuacji bohater poezji Kuczkowskiego został zmuszony do tego, by zrewidować swoją dotychczasową postawę. Nie wiem, czy zorientował się, że wskazywanie Tam i stanie na straży wspólnych miejsc nie wystarczy. Wiem, że postanowiłem się przyjrzeć mu ponownie, by w ten sposób zapytać go, co zamierza. Chciałem wiedzieć, co liryczny, pierwszoosobowy bohater Kuczkowskiego wyniesie z labiryntu, albo: co zostanie z niego i jego poezji, gdy znajdzie się poza labiryntem. Uspokoiłem się nieco, rozpoznając go w okolicach drogi na Górę Karmel. Ale zdałem sobie sprawę, że raczej krąży wokół niej i ją opisuje, niż konsekwentnie nią kroczy. Ta droga to raczej wyznanie wiary w wartość jej Celu, niż cel wierszy Krzysztofa Kuczkowskiego. Powinno mnie to ucieszyć, ponieważ po wyjściu z labiryntu trudno oczekiwać od tych, którzy go opuścili i stanęli, wreszcie, znowu, twarzą w twarz z rzeczywistością, że masowo zdecydują się na exodus w stronę mistyki. A bohater poezji Kuczkowskiego nie po to towarzyszył im w labiryncie, by ich teraz porzucił, decydując się na apofatyczne poznawanie Boga. Tylko czy wybór Boga może oznaczać porzucenie ludzi? W każdym razie Kuczkowski wciąż pisze wiersze o tu i teraz. Wiersze, które chcą być chrześcijańskie, a przynajmniej duchowe czy metafizyczne. Kuczkowski chce być tu i teraz, a jego poezja nie jest wolna od pragnienia zapisanego w wierszu Kładka, rozpisanego na wybór jego wierszy, które w tomie Kładka zostały pomieszczone za sprawą wyboru Małgorzaty Judy-Mieloch. Pragnienie to oznacza drogę dla Boga. Ku ludziom. Drogę, którą Bóg po wierszach Krzysztofa Kuczkowskiego może przejść nad otchłanią tego, kto pisze w stronę otchłani tych, którzy zechcą jego wiersze czytać. Warunkiem spełnienia „chcę” zapisanego w Kładce jest chrześcijaństwo, czyli duchowość i metafizyczność skonkretyzowana, a nawet spersonalizowana i to podwójnie: ze względu na Tego, ku któremu chrześcijaństwo prowadzi, oraz ze względu na tych, których On polecił nazywać naszymi bliźnimi. Wieczność rozstrzyga się tu i teraz. Nie warto stracić jej z oczu, ulegając motywowanej estetycznie, aksjologicznie czy teologicznie pokusie nieokreśloności absolutnego punktu odniesienia, którym wobec nas i naszych spraw, wszelkich, jest On. Zawsze.

Jarosław Ławski o jednym wierszu Krzysztofa Kuczkowskiego

W opublikowanym niedawno tomie Z Ducha Orfeusza. Studia o polskiej poezji lat 2017–2022 pod redakcją: Wojciecha Kassa, Anny Legeżyńskiej i Jarosława Ławskiego, znalazły się m.in. dwa obszerne eseje „profesorskie” o wierszach Krzysztofa Kuczkowskiego. Autorami są prof. prof. Jarosław Ławski i Dariusz Kulesza. Dzisiaj zarekomendujemy esej tego pierwszego, Jarosława Ławskiego. W tekście zatytułowanym Jak dzieci nicości, autor zauważa m.in.: „Wiersz Kuczkowskiego nie jest skokiem w mistykę, epifanię, «boże» broń nie jest chrześcijańskim manifestem. Spływa jak strumień misterną kaskadą boleśnie prostych wersów od źródła ku… Chodzi o tam. «Tam» pokazane aż do ujścia w nie wiem. Wodospad świadomości, słów. Słów jakby niezmysłowych, odcieleśnionych.”   JAROSŁAW ŁAWSKI: Krzysztof Kuczkowski napisał wiersz, który stał się częścią świadomości wielu z nas, żyjących w epoce, kiedy nicość odeszła w nieświetną przeszłość jako ramota filozoficzna, a poetyckie plemię „epoki antropocenu”, jak lubi się nazywać, prześcigało się w przekonywaniu, że nic nie ma. Mniejsza o to, jak można to powiedzieć, jeśli nic nie ma… […] Wiersz Kuczkowskiego nie jest skokiem w mistykę, epifanię, „boże” broń nie jest chrześcijańskim manifestem. Spływa jak strumień misterną kaskadą boleśnie prostych wersów od źródła ku… Chodzi o tam. „Tam” pokazane aż do ujścia w nie wiem. Wodospad świadomości, słów. Słów jakby niezmysłowych, odcieleśnionych. Jest, być może, przewrotną pochwałą nicniem’u, antyepifanią świadomości, zejściem do pewnej, ale nie każdej otchłani myśli. Nie, to już nie czas – początek XXI wieku – żeby prawić o Bogu lub/i nicości. Kosmiczne bąble nicości Krasińskiego skarlały do nicostek, jakimi rzekomo epifanizujemy się w codzienności: tu nic, tam nic, nic w nic. Czy może być coś gorszego? Może. Gorsze jest nie wiem. Liryk Kuczkowskiego niczym wodospad leniwie spada z wysokiego „Tam” w bezmierne i wszystko pogrążające nie wiem. Nie, to nie czas – świt stulecia – żeby dywagować o agnostycyzmie, „siedmiu zagadkach świata”, których nie prześwietli nauka, cóż dopiero sztuka. Dobroduszny agnostycyzm podał rękę ateizmowi, antyteizm stracił sens, gdyż naprawdę już nic nie ma, nie mówiąc już nic o takim panteizmie czy panenteizmie, których dopatrywano się u Shelleya, Goethego, Mickiewicza, Żuławskiego. Nic to. Estetyki, -izmy, szkoły poetyckie – wszystko fantomy. Kuczkowski prowadzi do ciemnego miejsca światoczucia, gdzie panem jest nie wiem. Ani nicość, ani nic nie ma, tylko nie wiem. Rozpanoszone, leniwe, dziejące się i powszechne nie wiem. Powszechna antyepifania, antylozańskość. Żadnego „skałom trzeba stać i grozić”, o nie. Po prostu: nie wiem. „Chodzi o tam” – pisze liryk. O jakie „tam” chodzi. Co tam nie wyrabiano z „tam”: u futurystów, u poetów-transcendentalistów, którzy wzlatywali i nas posyłali „Tam”. Po „tam” przyszło i obwieściło na krótko panowanie „To”, zastąpione przez nic tam nie ma. „Tam” wypełnione znikomością, nicestwem, a w końcu jedynie nieulotnym: tam nic nie ma. „Tam” jest więc sygnaturą Boga (o, nie ma Go), nicości (zestarzała się), nieistnienia (tam nic nie ma), a może też innym miejscem, miejscem poza miejscem, drugą przestrzenią, nie-tu, nie-tam nawet. Może „tam” jest tam, ale my możemy tylko nakreślić bohomaz oznaczający tam, czyli to wszystko, co może być, a czego nie jesteśmy w stanie pomyśleć, sobie wyobrazić, a przede wszystkim doświadczyć. „Chodzi o tam. Tam/ Tam gdzie mamy się/ spotkać”. Co za skala! W ekspozycji wiersza to nie ja czuję i wierzę, nie ja nie czuję, nie wierzę, ale my „mamy się” spotkać. My? Endemiczny, archaiczny, ginący gatunek zbiorowego podmiotu. Występuje tam wszędzie, gdzie jest Krzysztof Kuczkowski i jemu podobni. Nieliczni, toteż występuje arcyrzadko. Czas przyszły potencjalny – spotkać: mamy się spotkać, ale czy się umówiliśmy? No nie. Mamy się spotkać, bo jak krople wody pędzimy na złamanie karku ze strumieniem wodospadu, ku czemu? A może tylko płyniemy strużką do oceanu? Kałuży? Do „tam”, gdzie – co jest? My wszyscy, ludzie (a może i inne byty, stworzenia), mamy się tam spotkać. „Aby trwać Tam/ musimy być Tu”, powiada nie-Kuczkowski, poeta inny, dziewięćdziesięcioletni. Zatem na pewno wszyscy i wszystko jesteśmy tu – – a będziemy tam. Co jest pewne i co istnieje dla nas, to naznacza sobą czas. Znamy go jako nieuchronność i jako dar świata. Patrząc w tam, które nastąpi po kresie życia, nie myślimy ani przez chwilę o pierwszym kresie, który nastąpił, gdyśmy się zrodzili. Nieznane preegzystencjalne tam stało się tu, które znów zmierza do tam. Wróćmy do Kuczkowskiego: „Nie wiem,/ gdzie tam jest/ i czy jest w ogóle./ Może tam nie ma nic?/ Nie wiem”. Czyje to słowa? Bezautorskie lustro świadomości pustki wyświetlone na ekranie słów – tak ująłbym tę sekwencję słów. Słowa poety i nie słowa poety. Zapis z(a)gubienia. Zagubienia i zgubienia: człowieka i sensu. Kuczkowski jest mistrzowsko prostolinijny. Dociera oszczędzając słów do dna obu stanów niewiedzy: że nie wiemy, gdzie jest tam i czym ono jest. A jeśli nie ma tam, albo nie wiadomo, gdzie jest, to albo też nie ma także tu, albo to tu błąka się tu i tam. Jest wszędzie, nie ma go nigdzie, co to za różnica. Punkt centralny. Znaleźliśmy się w punkcie centralnym świata-wiersza pozbawionego Centrum, którego nie ma, który jest wszechogarniającym oznajmieniem tu i tam nic nie ma. Kiedyś z tego miejsca dobiegał krzyk de profundis clamavi ad te, Domine. Ale kiedyś już było, a czy jest teraz i gdzie ono jest – nie wiadomo. To doskonały wiersz, jak niegdyś byśmy powiedzieli, o Każdym, Everymanie: nienazwanym, nieokreślonym, bez- i obupłciowym Jedermannie, którym każdy z nas może być lub nie może, lub jest. Ale tu ostały się: „ja” („nie wiem”) i „my” („mamy się spotkać”). Tu i tam powinny być, spotkać się, ale ich nie ma. Tu to „ja”, to „my”, a wszystko inne, jak to mówią, jest już płynne. W tym przerażającym liryku o uwiedzeniu unosi i zamraża czytelnika zimno, spokój. Jakby wiersz pisano bez emocji, w chłodzie absolutnym i odosobnionym. Żadnych „ach” i „niestety…”. Po prostu „chodzi o tam” i „Może tam nie ma nic”. Zero w emocjonalnej skali Wszechświata, zero absolutne, doskonałe. I w ten sposób, tak! – poeta wyraża rozpacz pustki, rozpacz uwiedzenia. Wróćmy na chwilę, która już minęła, do kluczowego wersu drugiej strofki: „Może tam nic nie ma?”. To pytanie zda się wspaniałą proklamacją pewności. Tak, pewności! Zawiera się w nim podwójna afirmacja: bo może tam – zamiast osobowego Pana Stworzeń – jest po prostu nic, Nic, Nicość, Nie, Niewysłowione Nic, Pustka Pustek jako pełnia wszystkich pełni i ich zaprzeczeń. To by znaczyło, że Tam jest Nic. Piękna wiedza. Na takiej można hodować heroizm, rozpacz, ustanawiać więzi (religio), siać i uprawiać (colere), zbierać, uczyć i żyć, można Wszystko, bo istnieje Tu, choć nie ma żadnego Tam. Lecz wers „Może tam nic nie ma?” wolno czytać – po przebiciu się przez dosłowności gramatyki i semantyki – zgoła odwrotnie: A może tam nie ma tego Nic, którego tak się boimy, któremu złorzeczymy, a którym zlęknieni i zmęczeni, zaczynamy je opiewać (?). Jeśli w Tam nie ma Nic, Nicości, Niewysłowionego Nic, Pustki Pustek jako pełni wszystkich pełni, to w takim razie jest, istnieje tam Coś (nie daj Boże Ktoś). Co?

Życiu wiecznym na łamach Wyspy

O tomie Roberta Gawłowskiego pisze Mirosław R. Kaniecki. A oto obszerny fragment recenzji zatytułowanej Cisza nad wodami: Gdy ujrzałem tytuł Życie wieczne, pomyślałem, że jest w sam raz dla mnie. Sprawdziłem w notce o autorze, rocznik 1957, mój rocznik. Przypomniałem sobie słowa psalmisty: „Miarą naszych lat jest lat siedemdziesiąt / lub, gdy jesteśmy mocni, osiemdziesiąt; / a większość z nich to trud i marność: / bo szybko mijają, my zaś odlatujemy.” (Ps. 90). W wieku sześćdziesięciu pięciu lat mamy prawo myśleć: „A gdy mnie już nie będzie, // będę” (Mitologie, s. 104). Siódmy krzyżyk nam dany to Epoka jesienna: „czujesz, jak bardzo życie chce rozkwitać / w duktach śmierci.” (s. 99). Precyzyjnie ujął to ks. Michał Heller w kazaniu: „Takie są prawa biologii. Każdy żywy organizm, po spełnieniu swego zadania musi odejść i zostawić miejsce innym organizmom. Śmierć jest naturalnym wypełnieniem życia. Prawdopodobnie życie w takiej formie, w jakiej jest naszym udziałem, nie mogłoby istnieć bez śmierci.”  Przypomniałem sobie temat miesięcznika Znak: Czy będziemy żyć wiecznie? Odnalazłem go na półkach, ale była w nim mowa o długowieczności, a nie o stanie „ostatecznego szczęścia człowieka w zjednoczeniu z Bogiem”, jak czytamy w Słowniku teologicznym. Na początku lektury, jak w młodości, skakałem w tomiku Roberta Gawłowskiego z wiersza na wiersz: Równowaga („Szukać w spokoju i trwać w spokoju. / Zatopić się w ciszy.”, s. 41); Zieloność („Tak, kochałem światło Vermeera / i podniosłe fugi Bacha. // Smucił mnie Schubert, odrobinę / spokoju dawał van Gogh.”, s. 83); Późna miłość („Ciszą wtula się w nas ta późna miłość / i w niej wciąż na coś czekamy.”, s. 92); Pitagoras („Powtarzał, że nie ma większej mądrości niż las / i nie ma cudu większego niż harmonia, / z którą szepce wiatr.”, s. 74); Okruchy, drobiny, błyski („Iść, wciąż iść, zbierać okruchy, / drobiny, błyski.”, s. 60). Aż trafiłem na Odę przejrzystą: „Wody, moje ukochane wody, jakże was / zatrzymać i wysłowić, gdy płyniecie / i płyniecie; marszczy się skóra toni, / faluje niebo odbite i mkną, i mkną / białe obłoki.” (s. 35). I popłynąłem. Życie tworzy się, toczy nad wodami. W jednym wierszu: „Łąki, mokradła, mętne wody, światło odbite / w ciemnej toni, / wyrwane pnie i wiatrołomy, / wiklina, trzciny płowe, uśpione trawy; // gdy dzień dogasa wszystkie ptaki mego serca / odrywają się naraz” (Elegia na przedwiośnie, s. 16). Mógł poeta napisać: „zostałem wróblem; / skaczę na gałąź z gałęzi, wyrywam się / krzewom.” (Zew, s. 50). Nie wiemy, jak jesteśmy spokrewnieni z drzewami, z ptakami, z trzcinami przy brzegu jeziora. Może w genealogii powinniśmy cofnąć się do palców Boga? Dla kogoś, kto całe życie: dzieciństwo, młodość, dojrzałość przeżył na pojezierzu, a i starość upływa mu w tym krajobrazie, wiersze Gawłowskiego są jak łyk dobrej wody. Muszę przytoczyć Henosis w całości:   Całym sobą zanurzałem się w sobie, w głębi nieba odbitej na wodzie. Jakby nie było toni i śmierci, a tylko światło naszej gwiazdy. Byłem traszką u brzegu, witką zgiętą, płynącym obłokiem, ciszą ciszy. Wnikałem w ciało zaskrońca, która wraz ze mną była jednym. Nieoddzielony od traw, ani od cienia, czułem moc wieczną i pierwszą. I nie pytałem, czym jest liść w liściu, pszczoła w pszczole, róża w róży. [s. 43]

eleWatorzeSzkliwie Artura D. Liskowackiego

Szkliwo, tom wierszy opublikowany w serii Biblioteka Toposu w 2021 roku ciągle jeszcze jest przedmiotem refleksji. Anna Łozowska-Patynowska zastanawia się co oznacza tytuł książki: „Szkliwo staje się soczewką, przez którą obserwujemy człowieka, jakby spójnego wewnętrznie, lecz rozumiejącego obszar potencjalnego braku. Czy jest on «Niecałun», czyli «nie cały», jak domniemywa w kolejnej części zbioru Liskowacki? Szkliwo powleka, chroni, opatruje rany, maskuje rozkruszenia. Czy jednak filozofia tego zbioru polega na kamuflażu? Wręcz przeciwnie, poeta pragnie odsłonić wszystkie pokawałkowania – «Po. Żegnania», niekoherencje – «A moja. Niemo ja», bycie «w środku» i na zewnątrz, refleksy filozoficzne – «Ocaleje tylko to, co przepadnie». W rozłożeniu na czynniki pierwsze dostrzec można przecież ocalenie.” [eleWator,1–2(37)2023]

Poezja, która działa – Andrzej Juchniewicz o wierszach Mieczysława Machnickiego

Recenzję wydanego w serii Biblioteka Toposu ostatniego tomu Mieczysława Machnickiego rozpoczyna akapit: „Wydany w 2023 roku tom a o zmierzchu kiedy jaśniej Mieczysława Machnickiego ze względu na śmierć poety w 2021 roku powinien być komentowany jako książka zamykająca i podsumowująca działalność artystyczną jednego z najbardziej oryginalnych poetów dwudziestego i dwudziestego pierwszego wieku”. W zakończeniu tekstu czytamy: „O tym, że poeta pisał wiersze składające się na ostatnią publikację niedługo przed śmiercią, świadczą daty. Umieszczenie ich pod tekstami nadaje tomowi rys autobiograficzny. W a o zmierzchu kiedy jaśniej nawet sytuacja komunikacyjna okazuje się wyjątkowa; poeta nie stroni od monologu, jednak zwrot do adresata nie wskazuje na zawiązywanie komitywy (ma jednak niewiele wspólnego z mówieniem ex cathedra). Szczególnie przejmujący okazuje się wiersz z 26 sierpnia 2021 roku (cztery miesiące później poeta zmarł), w którym pojawia się życzenia: «zamiast umierać wolałbym zniknąć / byście musieli do mnie przeniknąć». Na pytanie o to, gdzie można spotkać umarłego poetę, najlepiej odpowiedzieć za Machnickim, że w jego poezji”. [Nowe Książki 6(1248)2023]

Paulina Subocz-Białek o tomie To jest fajka Tadeusza Dąbrowskiego

Na łamach majowych Nowych Książek ukazał się tekst Pauliny Suocz-Białek pt. Romans z wierszem. Przejdźmy do konkluzji: „Jest przeto zbiór To jest fajka wydarzeniem bezprecedensowym. Okazją do przeczytania nierzadko znakomitych utworów na nowo (a może po raz pierwszy?), i nie tylko przez to, że są wydane w całości z innymi, że jakoś ze sobą korespondują (choć to z pewnością też!). Ale także i z tego powodu, że przemawiają tak wyraźnie i – parafrazując Zagajewskiego – konkretnie. Dlatego też, że są aktualne i uniwersalne oraz świeże, jakby napisane wczoraj, a przecież mówią już z odległej czasoprzestrzeni, wiele z nich sprzed dwudziestu pięciu lat. Niektórzy twierdzą, że to miara arcydzielności. Z pewnością, utworów o znamionach dzieła wybitnie udanego, w niespełna czterystustronicowym, jubileuszowym wydaniu poezji zebranych Tadeusza Dąbrowskiego – nie brakuje.” [Nowe Książki, 5(1247)2023]

Marek Rapnicki o tomie Otwarte na klucz Wojciecha Kassa

W tekście pt. Wędrujcie! Marek Rapnicki pisze m.in.: „Tak sobie myślę: jednostką miary współczesnej polskiej poezji powinien być «jeden kass». To przekonanie, które żywiłem od pewnego czasu, urosło jeszcze po przeczytaniu ostatniej książki autora z Leśniczówki Pranie. Lubię, kiedy poeci czytają własne wiersze. Kiedy czyta je Wojciech Kass, uwielbiam. Mieliśmy okazję w Raciborzu usłyszeć w autorskim wykonaniu trzy dłuższe utwory, zapowiadające książkę. To był akustyczna szarża, wodospad brzmień, znaczeń i kolorów. Teraz zastygł na pięćdziesięciu pięciu stronach. Książka pokroju uczniowskiego zeszytu na długo zostanie z dojrzałem czytelnikiem. Teraz jest wszystko «otwarte na klucz». A Kass jest jeden.” W tymże 37. numerze Almanachu… kolejny odcinek esejo-dziennika W. Kassa pt. Ręka pisząca. [Almanach Prowincjonalny nr 37 – maj 2023]

Nowych KsiążkachŻyciu wiecznym Roberta Gawłowskiego

Dośpiew istnienia tak Paulina Subocz-Białek zatytułowała recenzję zbioru wierszy Życie wieczne Roberta Gawłowskiego. Książka ukazała się w 2022 roku jako 209. tom Biblioteki Toposu. Z tej arcyciekawej recenzji wynotujmy dwa fragmenty, pierwszy dotyczący swoistej translacji natury na język wiersza: „W Życiu wiecznym istnieje dość rygorystyczna hierarchia stylów i wyraźnie dominuje rzekłabym eko-moralna powaga wyrażona w bardzo oszczędnym liryzmie, istniejącym na granicy prostolinijnej dosłowności czy po prostu realizmu. Ale jeśli podmiot wierszy Gawłowskiego dokonuje translacji natury, opowiada ją i wreszcie opisuje – zakochany w jej nomen omen naturalnym języku – nie musi już niczego zmieniać i dopisywać do jej idiomu. Tak samo rytm i harmonia języka są tu wprost proporcjonalną analogią do harmonii przyrody. W mówieniu o naturze i z natury się biorącym nie ma dużego zmetaforyzowania, jest prostota gestów  tłumacza i obserwatora. Poeta próbuje jednocześnie poprzez wspomniane utożsamienie zakorzenić w mowie elementy natury, jakby poszczególne części języka były ekwiwalentami ze świata otaczającego człowieka.” I drugi o specyficznej transcendencji w wierszach autora Dotknięcia: „Wiersze Gawłowskiego istnieją czasami na granicy poezji. W Skreśleniach otwierających cykl autor niejako pozbawia się głosu, oddaje przestrzeń swojej poetyckości gramatyce języka natury i właśnie wtedy wybucha bujność rzeczywiście skreślonych liter, bo autor Wieży wiatrów zostawia nas z przeszło setką utworów. I podczas tak długodystansowej wędrówki mamy szansę zobaczyć naprawdę wiele stron wszechświata przyrody. Poezji Gawłowskiego nie organizuje jednak tylko wizja, jest nadal nią jeszcze inna nadorganizująca warstwa – pewien figuratywny paradoks. Brak konkretności (tej topograficznej, fizycznej), swoista uniwersalność (mająca również funkcję mitologizującą) przeciwstawione zostają wyrazistej sensualności, do granic właściwie zsubiektywizowanej. W tej relacji dopatruje się poeta rzeczywistego kontaktu z wielowymiarową transcendencją (bo to pojęcie u Gawłowskiego jest bardzo pojemne).” [Nowe Książki, 2(1244)2023]

Tadej Karabowicz o „Życiu wiecznym“ Roberta Gawłowskiego w kategoriach mitycznych

Na portalu pisarze.pl ukazał się szkic Tadeja Karabowicza pt. „W szczelinach milczenia. Topos wyboru w zbiorze poetyckim Roberta Gawłowskiego Życie wieczne”. Z recenzji wynotowujemy: „Cała  przestrzeń tomu poetyckiego Życie wieczne wypełniona jest doświadczeniem osobistym, opartym przez autora na takich filarach, jak przemyślenia z odbytych podróży, zanurzenia w przyrodę, czy w rozmowy o poezji. Poeta konstatuje: „przyjdzie czekać znaków, szukać”, by wypełniły się stągwie czasu darowane przez nieznane bliżej żywioły. Nie wszystko jest jednoznaczne, jakby się mogło wydawać. Dlatego Marek Rapnicki [autor Posłowia, przyp. red.] podkreśla: „(…) wszystko już było – marzenia i zawód, radość i ból, spełnienie, tęsknota, nuda, przerażenie końcem świata i nadzieja poranka, codzienne utrapienia. Więc literatura to zboże (i ten kąkol) żywota, własnego, oraz takich wędrowców jak on, wrocławianin, przemienia, misternie zbiera w węzły, w snopki wierszy, splątane niewidzialną (wciąż grecką) nicią ze starego złota”. Zdawałoby się, że jasny przekaz utworu Życie wieczne który wieńczy zbiór, zawierający uznane toposy literackie, powinien mieć łagodną puentę. Ale jest na odwrót, utwór mówi o wieczności jako kategorii niematerialnej, nawiązuje do kolokacji związanej z odczuwaniem nienazwanej przestrzeni filozoficznej: „Nadzieją pośród beznadziei zawsze / jest Zbawienie”. Dlatego kategorią niematerialną przestrzeni kolokacyjnej, pozostanie zapewne patrzenie na najnowszy zbiór poety w kategoriach mitycznych.   Robert Gawłowski, Życie wieczne, Instytut Książki, Seria wydawnicza: Biblioteka Poezji / Biblioteka „Toposu”. T. 209, Gdańsk – Kraków 2022, ss. 120, ISBN 978-83-61005-78-0 Przeczytaj całość>> https://pisarze.pl/2023/02/07/tadej-karabowicz-w-szczelinach-milczenia-topos-wyboru-w-zbiorze-poetyckim-roberta-gawlowskiego-zycie-wieczne/

Tomasz Pyzik o wierszach Marka Rapnickiego

Recenzja tomu „Nieświęta ziemia” Marka Rapnickiego (Biblioteka „Toposu”, T. 202) nosi tytuł „Mimesis prawdy”. Jej autor, Tomasz Pyzik, zauważa m.in.: „Twórczość poetycka Marka Rapnickiego dzięki osadzeniu na fundamencie Miłości Boga jest ekspresją rzeczywistości duchowej, w której «wyższy głos się rodzi» (Święto poezji), w której jest «słodki oddech przestworu» (Ravello)”. W tej samej recenzji, tylko kilka akapitów wcześniej, pisze: „(…) jest to twórczość wyrosła z pnia życiowego doświadczenia, z korzeni kultury śródziemnomorskiej oraz z historii i sztuki Polski. Odbiorca z pewnością wyczuje, że zanurza się w lirykę głęboko przemyślaną i solidnie przepracowaną.” Odbiorca wyczuwa i czeka na kolejne tomy poety z Raciborza. [„Almanach Prowincjonalny”, nr 36. Racibórz – listopad 2022]

„Wiele głosów Filomeli” – Kacper Uss o wierszach Pauliny Subocz-Białek

Z recenzji wynotowujemy ustęp: „(…) Liryki Subocz-Białek zazwyczaj są zwięzłe, pozbawione przesadnie rozbudowanej metaforyki. Nad efektowność poetka stawia autentyczność wyrazu. Gra pojedynczych słów, znaczące powtórzenia, liczne przerzutnie, wymowne pauzy wzmagające synestezyjność komunikatu – wszystko to sprawia, że chcemy z uwagą wsłuchać się w ciche wyznania zmieniającej się jednostki, która niejednokrotnie dopiero poznaje samą siebie (…). Introspektywność liryki Subocz-Białek w zestawieniu z powściągliwością wyrazu zachwyca rozmachem. Minimalistyczne formy pozwalają poetce uważnie przyglądać się każdemu słowu, które ma zostać użyte. Dane leksis pojawia się tylko wtedy, kiedy służy odkrywaniu prawdy – albo małej jednostkowej, albo wielkiej przekraczającej ludzki wymiar. Mówiąc o człowieku, filolożka opowiada nie tylko o sobie, lecz rozwija uniwersalny, ponadgeneracyjny łańcuch myśli.” Tekst został opublikowany na portalu „Nowy Napis Co Tydzień” wydanie 183. z 22 grudnia 2022 r.  Przeczytaj całość>> https://nowynapis.eu/tygodnik/nr-183/artykul/wiele-glosow-filomeli

Jerzy Madejski o wierszach Pauliny Subocz-Białek

Na łamach grudniowych „Nowych Książek” Jerzy Madejski recenzuje debiutancki zbiór wierszy „Ostatni lot Filomeli” Pauliny Subocz-Białek opublikowany jako 208. tom Biblioteki „Toposu”. Krytyk pisze m.in.: „W tomiku Puliny Subocz-Białek współistnieją co najmniej trzy ważne inspiracje. Po pierwsze, poetkę fascynują pytania filozoficzne. Nie jest to oczywiste u dzisiejszych młodych poetów. Jeszcze rzadsze u poetek, skupiających raczej uwagę na określaniu swojej podmiotowości niż pytających o byt. […] Po drugie, autorka przedstawia pewną formułę liryki metafizycznej. A występuje ona w kilku wariantach. Niekiedy poetka ledwie zaznacza inspirację religijną. Bywa, że sygnalizuje kondycję człowieka stylizowanym słowem („do czego nas powołano”). A wreszcie wiersz staje się modlitwą… (…). Te inspiracje nie występują na równych prawach. Poetka zresztą raczej unika konfrontowania postawy filozoficznej z teologiczną. Jednak ta druga jest bardziej ekspansywna. […] Ponadto Subocz-Białek zaciekawiona jest miniaturą liryczną. Bodaj najbardziej interesuje ją haiku.” [„Nowe Książki” 12(1242)2022]

Marek Jurek o „Wierszach rzymskich” Janusza Kotańskiego

Na portalu idziemy.pl Marek Jurek opublikował komentarz do tomu wierszy Janusza Kotańskiego „Wiersze rzymskie” (Biblioteka „Toposu”, T. 210). Na wstępie pisze: „Claudel, Iwaszkiewicz, Bryll to tylko kilku spośród wielu poetów, którzy zostali dyplomatami. Miłość dyplomacji i poezji bywała wzajemna. Wielcy artyści uświetniali swe ambasady, ale i zaangażowana obserwacja wypadków, kontemplacja przemijającego czasu, konfrontacja słowa i siły stanowiły dla twórców perspektywę wartą próby. Pamiętając o tym, z tym większym zainteresowaniem brałem do ręki „Wiersze rzymskie”, nowo wydaną książkę naszego (do niedawna) ambasadora na Watykanie, Janusza Kotańskiego. W czasie jego misji kilka razy się widzieliśmy, kilka razy rozmawialiśmy, znacznie rzadziej niż przed wyjazdem Janusza do Rzymu. Również po powrocie nie miałem okazji zapytać go, jak łączył obowiązki misji i powołanie poety. Nie pytałem, bo nie wiedziałem, czy Janusz pisał, dopóki nie zaprosił mnie na premierę swej nowej poetyckiej książki. Wiele spośród „Wierszy rzymskich” ma charakter bardzo osobisty, jak wszystkie poświęcone miłości do żony. Inne są wyrazem zachwytu nad niewyczerpanym artystycznym bogactwem Rzymu, najlepiej chyba obrazującym gasnący blask kultury Zachodu. W tym dawnym pięknie Janusz Kotański ciągle znajduje ślady przemijania. Obok tego są w książce również poetyckie notatki na temat spraw, od których dyplomata nie mógł uciec. Pytań o kierunek, w którym zmierza świat.” Przeczytaj całość>> http://idziemy.pl/komentarze/wiersze-rzymskie/4166

Adrian Gleń, „Światło wiersza. Rzecz o twórczości Wojciecha Kassa”

Chwilkę przed świętami Bożego Narodzenia w Instytucie Literatury ukazała się książka Adriana Glenia pt. „Światło wiersza. Rzecz o twórczości Wojciecha Kassa”. Adrian Gleń jest literaturoznawcą, krytykiem literackim, eseistą i poetą. Paweł Tański w rekomendacji książki pisze m.in. „(…) to praca dojrzała myślowo i koncepcyjnie, a jednocześnie atrakcyjna na poziomie języka i narracji”. Paweł Panas zaś: „Na uwagę zasługują podejmowane przez autora starania, aby pokazać dzieło Kassa równocześnie na tle szerszego pola literackich odniesień, wskazując na źródła inspiracji oraz w odniesieniu do biografii człowieka z krwi i kości”. Jest to 10. pozycja serii „Nowa krytyka i esej”. Do tej pory ukazały się w niej książki omawiające twórczość Romana Honeta, Tomasza Pułki, Wojciecha Wencla, Jerzego Jarniewicza. W przygotowaniu „Kwitek rozumienia” – wybór tekstów o twórczości Andrzeja Sosnowskiego.

Jan Jastrzębski o „Ręce Kassa“

Na łamach redagowanego przez Zbigniewa Fałtynowicza czasopisma „KRONIKI według Muzeum im. Marii Konopnickiej w Suwałkach“ ukazała się recenzja „Ręki piszącej“ Wojciecha Kassa (Wydawnictwo Austeria, 2021). Z tekstu Jana Jastrzębskiego, cenionego prozaika i recenzenta, wynotowujemy następujący passus: „[…] «Ręka pisząca» to przede wszystkim rozumiany po Norwidowsku «pamiętnik artysty», ponieważ w centrum uwagi autora znajduje się tajemnica tworzenia, antura poezji i poety, istota talentu. Fascynuje go proces powstawania wiersza (nazwał to kiedyś obserwowaniem pleców piszącego), śledzenie jego strony zewnętrznej i wewnętrznej, rycie w skamielinie języka i próba wpuszczenia tam światła. Ciągle natrafiamy tedy na pytania: czym jest poezja? po czym poznać poetę? czym jest literatura? Moc twórcza ma dla autora «Objawów» charakter psychofizyczny, jej źródło tkwi w jedności ciała i duszy. Dlatego skłania się on ku koncepcji «wiersza jako ciała, jako bytu oddychającego i samo się myślącgo w przestrzeni […]», natomiast »słowo, które chce być ciałem, musi – według niego – zostać ukazane w działaniu». Poezja więc to słowa w działaniu“. [KRONIKI, nr 2(51)2022]

Wojciech Kaliszewski o „Kamyku metafizycznym” Wojciecha Kassa

Swoją recenzję dotyczącą wyboru wierszy Wojciecha Kassa „Kamyk metafizyczny. Wiersze i poematy z lat 1996–2021” (Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2021) zatytułowaną „Ciężar metafizycznego kamienia” i opublikowaną w 10. numerze miesięcznika „Twórczość” dr Wojciech Kaliszewski kończy znamiennymi słowami: „Kassowy Kamyk metafizyczny jest poetyckim kamykiem filozoficznym. Jest w nim zamknięta tajemnica życia i tajemnica miejsca. Jego ciężar to ciężar wysiłku twórczego. Jego piękno rodzi się miłości. Jego wewnętrzny rytm jest rytmem żyjącego życia”. Więcej>> Ciężar metafizycznego kamienia

O wierszach Pauliny Subocz-Białek…

…na łamach „Nowego Napisu” pisze Ireneusz Staroń: „Poezja Pauliny Subocz-Białek bywa rewelatorką metafizyki, rewolucjonistką archetypów, rekreatorką mitów, które wywołuje nie po to, aby trzymać nas w lunatycznym śnie, lecz abyśmy korzystając ze snów jako narzędzi samopoznania, zapragnęli dojrzałości. Jest więc ta poezja z gruntu filozoficzna, epistemiczna, dąży do poznania, staje się z niego ćwiczeniem, od bieguna kultury przechodzi ku egzystencji. Ma dla każdego rozumiejącego czytelnika niejasny plan na przyszłość: wyjść spoza kręgu udomowienia w świecie doczesnym. Zgodnie z filozofią anamnezy[30] powrócić do prawdziwego domu sprzed naszych narodzin, sięgnąć do metafizycznej pamięci prenatalnej. Rozbudzić wewnętrzną wilczycę – by pozostać w kręgu bliskiego tej poezji uniwersum baśniowego – i wejść na ścieżkę synkopowej pieśni o budowaniu. Trudnej partytury rytmicznej, która mówi, że już zawsze nie będzie łatwo. Lecz „innej drogi nie ma”. Last but no least – i zawsze – wild at heart. [Źródło tekstu: Ireneusz Staroń, „Ktoś zapalił pierwszą lampę”. O wierszach Pauliny Subocz-Białek, „Nowy Napis Co Tydzień”, 2022, nr 161] Czytaj całość: „Ktoś zapalił pierwszą lampę”. O wierszach Pauliny Subocz-Białek – Ireneusz Staroń | Nowy Napis

O wierszach Jerzego Łukasza Kaczmarka…

…autora wydanych w Bibliotece „Toposu” tomów „Niewidzialny stygmat” (2019) i „Aż do pierwszego słowa” (2022) rozmawiają Ireneusz Staroń i Paulina Subocz-Białek. Podcast o wierszach Jerzego Łukasza Kaczmarka zatytułowany „Pomiędzy przypowieścią a stygmatem” można odsłuchać na stronie internetowej czasopisma „Nowy Napis Co Tydzień”: Nowy Gramofon #23 – Pomiędzy przypowieścią a stygmatem – Ireneusz StarońPaulina Subocz-Białek | Nowy Napis

O „Biografiach wiersza” Kazimierza Brakonieckiego w „Akcencie”

Ewa Dunaj w szkicu zatytułowanym „Prawdziwe rozmowy prowadzić można jedynie z poetami i z psami” pisze o ostatnich tomach wierszy Kazimierza Brakonieckiego – „Biografie wiersza” i „Pies na wiersze albo Pieczewo”. O zawartości tego pierwszego, wydanego w Bibliotece „Toposu” jako jej tom 197, pisze m.in.: „Są to listy, monologi i krypto dialogi, niekiedy przyjmujące formę pastiszową. Bohaterami lirycznymi (adresatami?) uczynił Brakoniecki reprezentantów różnych epok i stylów pisarskich, a także pisarzy współczesnych, czasem – jak można domniemywać – bliskich mu również na poziomie pozaartystycznym: znajomych, kolegów, przyjaciół. (…) Kontynuacją tych utworów sa wiersze przypominające mini eseje poetyckie, w których osią konstrukcyjną jest gra konwencją, aluzja lub cytat. Dyskusja ze «starym mistrzem» pozwala na skrystalizowanie własnego poetyckiego credo, stanowiącego efekt doświadczenia i dojrzałego namysłu”. [„Akcent”, 2(168)2022]

Tomasz Pyzik o tomie „W nawiasie” Janusza Nowaka

W pierwszym tegorocznym numerze półrocznika „Almanach Prowincjonalny” Tomasz Pyzik recenzuje tom Janusza Nowaka pt. „W nawiasie” (Biblioteka „Toposu”, T. 204). Tekst zatytułowany „Poesia militians” pierwotnie ukazał się w marcowym numerze miesięcznika „Śląsk”. Czytamy w nim m.in.: „Janusz Nowak umiejętnie maksymalizuje treści i minimalizuje słowa. Zaawansowana strategia twórcza przekłada się na kontynuację rozważań, które wypełniają się w przeżyciu wewnętrznym czytelnika. Poezja autora tomiku «w nawiasie» poprzez swe zanurzenie w realnym oraz głębokim doświadczeniu wiary, poprzez bezkompromisowe i szczere konstatacje płynące z widzenia «więcej», będzie przez wielu marginalizowana i odbierana jako twórczość niewygodnej prawdy. Takie zaklasyfikowanie należy przyjąć jako jej wielką zaletę, bo to poesia militians, poezja wojująca o duchowe ocalenie człowieka, znak coarz rzadziej spotykanego wytrwania w stałości, budowania domu na tym kamieniu węgielnym, który też był kiedyś odrzucony”. [„Almanach Prowincjonalny”, 1(35)2022]

O „Smokoniach” Łukasza Michalskiego na łamach „Arcanów”

W „Arcanach” nr 166 ukazał się tekst nt. tomiku Ł. Michalskiego „Smokonie” (Biblioteka „Toposu”. T. 193). Autorem recenzji zatytułowanej „Grzęzawisko i owcornica” jest Jakub Beczek. Recenzent zauważa: „I jeśli nawet w swoim późnym debiucie Łukasz Michalski jest kolejnym wcieleniem poety apokalipsy, to apokalipsy orzeźwiającej, czyli takiej, która – co prawda – nie spłucze całego brudu z zakurzonej duszy, ale nieco ją oczyści (odświeży). O tym właśnie opowiada «Chorał»: „tu się dzieje zbyt wiele małego / już chyba najwyższa pora / na jakąś orzeźwiającą apokalipsę”. Taka apokalipsa niekoniecznie musi kojarzyć się ze zniszczeniem. Może realizować się ‘delikatniej’, np. poprzez indywidualne odkrywanie niezwykłości i cudowności świata. Bo skoro rzeczywistość bywa tak bardzo amoralna, a mądrość stoi pod znakiem zapytania, to może ocalenia należy szukać w tym, co czyste i pierwotnie szczere. «Pukaj się w czoło do woli / Owcornica jest i tak». I ja w to wierzę.” [„Arcana” nr 166 / 2022]

Autorzy „Toposu” o wrażliwości religijnej

W „Nowym Napisie” nr 14 poświęconym „wrażliwości religijnej” swoje utwory i wypowiedzi „programowe” publikuje duża grupa osób związanych z „Toposem”. I tak znajdziemy tutaj wiersze i wypowiedź Krzysztofa Kuczkowskiego, wiersze i fragment dziennika „Ręka pisząca” Wojciecha Kassa, dramat „Urodziny” Jarosława Jakubowskiego, esej Wojciecha Kudyby o twórczości Josepha Malegue, nieznanego mistrza prozy katolickiej, a także teksty autorów Biblioteki „Toposu”: Jana Polkowskiego, Krzysztofa Koehlera, Barbary Gruszki-Zych, ks. Jana Sochonia, śp. Feliksa Netza, Adriana Glenia, Pauliny Subocz-Białek. Przy okazji tej notki, warto podać jedną z publikowanych w numerze definicji wrażliwości religijnej: „jest znamienną dyspozycją czy skłonnością do dostrzegania ukrytych aspektów świata oraz wnikania w duchowy wymiar istnienia”, napisał ks. Jan Sochoń, i z pewnością tak właśnie jest. [„Nowy Napis”, 14/2022]

W „Twórczości” o „Ręce piszącej” Wojciecha Kassa

W obszernym szkicu zatytułowanym „Z tej latarni…Uwagi o Ręce piszącej Wojciecha Kassa” opublikowanym w „Twórczości” (nr 6/2022) Adrian Gleń usiłuje odpowiedzieć,  czym są te zadziwiające zapiski. Jedna z odpowiedzi brzmi tak: „Czym zatem jest ta książka? Można by powiedzieć najprościej – zapisem drogi: kilku lat, w ciągu których następowały pełne dni i pełne noce: spotkania, rozmowy, lektury, spacery i przesiadywania, sny, majaki, koszmary, wizje, rozmowy ze zmarłymi, słowem – cały splot widzialnego i niewidzialnego, który próbujemy rozeznać, z którym próbujemy się oswoić i, wreszcie, zabliźnić. Ale droga ta nie jest zapisywana in extenso, jak zwykli to czynić „modni” i „głośni” dzisiaj pisarze, którzy w kordonach zdań zamykają każdą błahostkę, jaka staje się ich udziałem (ach, jakże nieznośny jest ekshibicjonizm niektórych współczesnych diarystów-blogerów i stojąca za nim pewność, że każde odsłonięcie codzienności, w której znalazł się pisarz-idol będzie przez czytelników-wyznawców z lubością podchwytywane), nie, zdania pomieszczone w Ręce piszącej, to zdania, które Kass okupił całym swoim jestestwem. Tak, jesteśmy w kuźni, gdzie wybija się formę możliwie doskonałą, czy w snycerni, gdzie żłobi się koryto, w którym słowo ma właściwie ułożyć się względem rzeczywistości, jaką próbuje poeta sprząc na powrót z odpowiednim wyrazem”. [„Twórczość”, 6/2022]

Na łamach „Nowych Książek” o „Szkliwie” Artura D. Liskowackiego

W recenzji autorstwa Jarosława Petrowicza zatytułowanej przewrotnie „Kto czyta, umiera wielokrotnie”, czytamy m.in.: „Nie możemy sobie z nią poradzić, ale nie możemy też jej pominąć. Musimy być jej posłuszni. Dlatego zajmuje ona ważne miejsce w poezji – od Kochanowskiego po Wojaczka, ale i dalej…”. I jeszcze: „W lirycznej tonacji Liskowackiego nie ma fałszu. Cały tom proponuję czytać jako poetycki diariusz z czasu pandemii. Treny i elegie zawarte w tym lirycznym raptularzu zbliżają się do granicy milczenia. Wiersze wymagają wielokrotnej lektury, gdyż pierwsza nie odkryje wielu ukrytych znaczeń. Na tym polega między innymi moc tej poezji”. Pięknie powiedziane!

We use cookies to personalise content and ads, to provide social media features and to analyse our traffic. We also share information about your use of our site with our social media, advertising and analytics partners. View more
Cookies settings
Accept
Privacy & Cookie policy
Privacy & Cookies policy
Cookie name Active

Polityka prywatności

Instytut Książki dba o poszanowanie prywatności osób korzystających z jego serwisów w domenie www.topos.com.pl. Dane, które zbieramy, są wykorzystywane wyłącznie do celów statystycznych.

Jakie dane o Tobie zbieramy?

Dane zbierane automatycznie:
Gdy odwiedzasz naszą stronę internetową automatycznie zbierane są dane dotyczące Twojej wizyty, np. Twój adres IP, nazwa domeny, typ przeglądarki, typ systemu operacyjnego, miejscowość, w której mieszkasz, itp.

Dane zbierane, gdy kontaktujesz się z nami:
Gdy kontaktujesz się z nami za pomocą telefonu lub poczty e-mail, przekazujesz nam swoje dane osobowe, np. imię, nazwisko, adres e-mail, itp. Wszystkie dane zbieramy tylko i wyłącznie w celach kontaktowych. Nie przekazujemy ich stronom trzecim i nie przechowujemy dłużej niż to konieczne.

W jaki sposób wykorzystujemy Twoje dane?

W żadnym wypadku nie będziemy sprzedawali danych zebranych o Tobie podmiotom trzecim.
Dane zbierane automatycznie mogą być użyte do analizy zachowania użytkowników na naszej stronie internetowej, zbierania danych demograficznych o naszych użytkownikach lub do personalizacji zawartości naszych stron internetowych. Dane te są zbierane automatycznie.

Dane zbierane w trakcie korespondencji pomiędzy Tobą a naszym serwisem będą wykorzystane wyłącznie w celu odpowiedzi na Twoje zapytanie.

W przypadku kontroli Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych Twoje dane mogą zostać udostępnione pracownikom Biura GIODO zgodnie z ustawą o ochronie danych osobowych.

Wykorzystanie ciasteczek („cookies”)

Nasza strona internetowa wykorzystuje ciasteczka, które służą m.in. identyfikacji Twojej przeglądarki podczas korzystania z naszej witryny, abyśmy wiedzieli, jaką stronę Ci wyświetlić. Ciasteczka pomagają nam dostosować naszą ofertę do odpowiednich odbiorców i sprawdzić skuteczność docierania publikowanych informacji do określonej grupy użytkowników. Ciasteczka nie zawierają żadnych danych osobowych.

Większość używanych przeglądarek, zarówno na komputerach, jak i smartfonach czy innych urządzeniach, domyślnie akceptuje pliki „cookies”. Gdy zechcesz zmienić domyślne ustawienia, możesz to zrobić w przeglądarce. W przypadku problemów z ustawieniem zmian należy skorzystać z opcji „Pomoc” w menu używanej przeglądarki.

Wiele plików „cookies” pozwala na wygodniejsze i efektywniejsze korzystanie z serwisu. Wyłączenie ich może spowodować nieprawidłowe wyświetlanie się treści serwisu w przeglądarce.

Zmiany naszej Polityki prywatności

Zastrzegamy sobie prawo do zmiany niniejszej Polityki prywatności poprzez opublikowanie nowej Polityki prywatności na tej stronie.
W razie pytań dotyczących ochrony prywatności prosimy o kontakt, nasze dane kontaktowe podane są na stronie internetowej.

W zakresie nieuregulowanym niniejszą Polityką prywatności obowiązują przepisy z zakresu ochrony danych osobowych RODO.

Save settings
Cookies settings
Przejdź do treści