Tytułowe „Ćwiczenia…” sugerują nam rutynowość, pewną cykliczność, a co za tym idzie – skoro to niemal jak codzienność, to znak, że i „oswajanie” tego, co najtrudniejsze.
Wprowadzanie w krwiobieg żałoby i jednoczesne utrwalanie pamięci by to, co najpiękniejsze nie przykrył kir. Liryczne zachowanie balansu między smutkiem a miłością, a jednocześnie żywy pomnik wciąż tętniącej, pulsującej życiem miłości.
Piękny język, przywodzący na myśl dawne pieśni żałobne, których uczyła mnie, tak dawno temu, moja Babcia. Kiedyś przecież czuwanie przy Zmarłych, modły czy różańce, były tak naturalne, jak „chodzenie” na pogrzeby.
W trenach tych, moja pamięć odżyła i wspomnienia, jak dawniej i z jaką czcią żegnano bliskich. Treny te, suszą łzy i odżywiają pamięć, która zieleni się jak bluszcz zimozielony – wiecznie żywa i pełna nadziei ta Miłość.
Podtytuł „Treny podwójne”, ponieważ część z nich poświęcona jest Małżonkowi, pozostałe – pamięci Ojca. Rozwijają one portrety najważniejszych mężczyzn w życiu Autorki, kreśli je niezwykle czułą, liryczną „kreską”.
Literacki język pełen ujmującej prostoty, bo w żalu i płaczu nie silimy się na „pomniki” wielkich słów – tu miłość pisze najpiękniejsze wersy. A prostota ta, robi największe wrażenie aż dławi łzami zawisłymi w gardle.
Jednocześnie, wiersze te mogą być i są, ulgą w utrwalaniu w naszej pamięci portretu Tych, których namacalnie już nie ma z nami.
Poetyckie te refleksje, są też filozoficznym oswajaniem Niepoznanego, co nieustannie wzmaga lęk. To terapia słownymi zaklęciami, modłami, zawierzeniami, które same w sobie, jako szczere i pokorne zawołania, ułatwiające skonfrontowanie się – najpierw myślą, potem w kontakcie nie-rzeczywistym z Ostatecznością.
Wiersze, jak krótkie i niepewne „Jestem. Boję się nie być” czy ich drogocenne odłamki, jak: „zakładam kolorowe sukienki, żeby rozpaczy było weselej” lub „przerabiam śmierć na wiersze”. Żmudne to, ale i prostolinijne wytrawianie codzienną troską i znojem, kobierce poświęcenia, pełnego czułej ufności.
Piękna, wzruszająca lektura – wypełniona mądrością i nadzieją, że tam – poza ramami książki, poza tomem „ćwiczeń ze śmierci”, czai się jej głęboki sens i brak lęku. Wszak jest tak naturalna, jak Narodziny, a może jest nawet ich powtórzeniem, drugą szansą na…
Zofia Zarębianka
„Ćwiczenia ze śmierci. Treny podwójne”
Biblioteka Toposu, tom 226
Redaktor: Krzysztof Kuczkowski
Fotografie: Tadeusz Dąbrowski
Gdynia – Kraków 2025