JERZY GRUPIŃSKI
„CI, KTÓRZY MIESZKAJĄ NA GÓRZE KARMEL…”
Wprowadzenie do nowej książki Krzysztofa Kuczkowskiego pt. „Głosolalia” stanowią słowa Jorgosa Seferisa i Jarosława Iwaszkiewicza, m.in. „Jeśli do drzwi zapukają, kto otworzy” oraz „Do drzwi domu stukanie. A któż to być może?”. Założyciel i redaktor dwumiesięcznika literackiego „Topos” nie rozpieszcza swoich czytelników. Jego książki ukazują się nieczęsto, są jakieś „nietypowe”, inne… Jak choćby poprzedzający „Głosolalię” tom poetycki Sonny Liston nie znał liter (2018). Przywołany w tytule amerykański bokser to mistrz świata w wadze ciężkiej, niby boży prostaczek, którego postać można wiązać z osobą autora, w latach młodzieńczych boksującego w gnieźnieńskim klubie… Tytuł nowej publikacji odsyła natomiast do tradycji zielonoświątkowej, do tzw. mówienia językami pod wpływem Ducha Świętego, do charyzmatycznego strumienia podświadomości, który – niezależnie od logiki tekstu – trafia do każdego słuchacza.
Wydany w 1994 roku tom Kuczkowskiego „Widok z dachu” opatrzony został podtytułem swej książki „Wiersze – zapiski – dialogi”. Tak też można by określić zawartość „Głosolalii”. Można by, gdyby nie chodziło o „coś więcej”, coś jeszcze… Bo „Najmniejsze poruszenie oddziaływa na całą naturę; morze całe zmienia się od jednego kamyka” – cytuje Kuczkowski fragment „Myśli” Blaise’a Pascala. Stąd i przysłowiowa „myśląca trzcina” – człowiek – obarczona jest, czy też naznaczona, przeznaczeniem – obowiązkiem, którego poeta nie waha się wyrazić w pierwszym z tekstów książki, stanowiącym rodzaj wprowadzenia, w formie wskazań. Obarczeni są szczególnie ci, którzy są nosicielami Słowa: „Wszystko jest łaską, również poezja” i – „W poezji wszystko jest ważne.”. Dalej czytamy dwukrotnie o powściągliwości… Jest i zakaz mnożenia wierszy „ponad konieczne”. Kontynuując, chciałoby się dopisać „poza zło konieczne” (sic!).
Tytułowy wiersz „Głosolalia” kreśli eschatologiczną wizję, jak z księgi Genesis. Woda – pierwszy żywioł stwórcy – niesie głos. „Czyj głos? Nie wiadomo”: „drze się wniebogłosy i zabójczym / dyszkantem, przenikając tamy i przeszkody / magnetycznych złóż, sopran chłopięcy przeprawia / na powrót poprzez mroczną geometrię trumny”. Przypomnijmy: dawniej, przed epoką telefonu, ludzie mieszkający nad jeziorami wieczorem, przy spokojnej aurze, rozmawiali „po wodzie” na znaczne odległości. Niepokojąca siła, tonacja tajemniczego głosu przenikającego świat, rozlegającego się poza materią, przypomina dźwięki szklanej harmoniki, instrumentu odgrywającego tak ważną rolę w Wielkiej Improwizacji w III części „Dziadów”; dźwięki przenikliwe, jękliwe, widmowe, jak z innej rzeczywistości, poza granicami percepcji… Trop, który wydawać się może niepewny, ryzykancki… ale czyż odwracając kartę „Głosolalii”, nie znajdujemy fragmentu listu „o prawdziwej poezji” Adama Mickiewicza do Hieronima Kajsiewicza? Niech piszącemu te słowa wolno będzie przywołać niezwykłe wrażenie, jakiego doświadczył w zamku w Kórniku pod Poznaniem, słysząc po raz pierwszy dźwięki szklanej harmoniki – jakby dobiegające z innego świata. Być może bez usłyszenia tego instrumentu nie sposób wyobrazić sobie kosmicznej wizji, jaką roztacza bohater III części „Dziadów”…
W liryku „Och” poeta gotów jest porzucić pytania o Słowo, o jego semantykę, bo być może „wszystko to tylko stukanie młoteczka języka” i tak naprawdę „nie ma żadnego hasła”. Po pierwszych Poruszeniach (wspomniany list Mickiewicza), i ujmujących, otwartych – chciałoby się napisać – bezbronnych, wierszach do matki, powracamy jednak do poprzednich zagadnień, refleksji. I oto następne „Poruszenia”, z cytatami z tekstów m.in. Jarosława Marka Rymkiewicza oraz Josifa Brodskiego: „los tej cywilizacji jest już przesądzony” oraz „znajdujemy się na krawędzi gigantycznego osuwiska kulturowego”. W tej sytuacji z ulgą (i chętnie) przyjmujemy wiersz „Cierń”, poetyckie credo, jawne opowiedzenie się po stronie wartości, które niesie religia, z nadzieją, że „ta moja mała wiara większa jest / od świata całego i jego skarbów.”
Kolejne „Poruszenia”, w odróżnieniu od poprzednich, przynoszą swoisty „akt łaski”, pocieszenia, bo czym zawiniliśmy, aby być wydanymi aż na taką rozpacz, ciemność? Tak więc czytamy, że „poezja leczy rany”, „łączy wszystko” (Novalis). A potem dzielimy z autorem doświadczenia związane z aktem twórczym, olśnieniem, zachwytem, kontaktem z rzeczywistością poza-widzialną. „Pierwszorzędne znaczenie ma zamierzenie poetyckie, tak jak w rzucie ważny jest zamach. Chodzi zatem o jak największy zamach. O zamach na Wszystko Poezja musi chcieć udźwignąć świat, unieść cień. Mowa, która chce udźwignąć świat, musi mieć wielki na ten świat apetyt.” Zatem jednak warto… Pisanie, poezja jak kobieta, która w dzień zadaje rany, a w nocy obdarza nas Miłością?
Dalej tekst „Uczciwe opisanie samego siebie nad mała czarną w Centrum Handlowym Riviera w Gdyni”, przy którym w nagłym impulsie dopisałem: „Niezwykły!”. „Cóż im / mogę powiedzieć? Śmiejcie się, śmiejcie, a ja / i tak będę się modlić za mężczyzn z głowami jak / sitowie, za wyzwolone kobiety z pustką w oczach” – oto cały blichtr, zachłanność naszego świata, tandeta, potrzeba zagarnięcia jeszcze i jeszcze więcej, ku zaskoczeniu czytelnika, podniesione zostają do sfery sacrum. W miarę czytania rośnie temperatura i w końcu może stajemy się wyznawcami –śpiewakami psalmu (wraz z autorem)…? Być może jest tak, że Grecy mieli swą agorę, Rzymianie – termy, ludzie średniowiecza – katedry, a my – markety, molochy centrów handlowych… „Niebo i ziemia pełne są chwały Twojej. Galeria jest pełna chwały twojej. Składy i magazyny pełne są chwały Twojej. Stoiska handlowe wyśpiewują Twoją chwałę: Sanctus, Sanctus, Sanctus Dominus, Deus Sabaoth.” Kolejne „Poruszenia” (zawsze zapisywane przez autora kursywą) studzą nasze emocje słowami Béli Hamvasa: „Sztuka jest zawsze śpiewem i dopiero kiedy człowiek zmieni się w wieprza, uświadamia sobie, jakiej Kirke wysłuchał.” I zderzają się z „prostym”, urokliwym, nawiązującym do dzieciństwa wierszem „Już”.
Generalny zamysł kompozycyjny książki polega na zestawieniu wierszy Kuczkowskiego z umieszczonymi pomiędzy nimi „Poruszeniami”, zawierającymi cytaty z dzieł różnych autorów. Konfrontowane wypowiedzi wchodzą ze sobą w dialog, czasem spór, nawzajem się komentują, naświetlają. Obok refleksji ojców Kościoła i teologów w „Poruszeniach” znajdziemy myśli pisarzy i poetów europejskich, w tym Polaków. Ważne stwierdzenia Tadeusza Różewicza sąsiadują z cytatami z tekstów romantyków. Ten jakby polimorficzny wielogłos, z wiodącym głosem autora, prowadzi nas przez wieki ludzkich doświadczeń, przywołując idee, biblijne sceny, historyczne postaci, pragnienia, wizje. To, co jasne, ożywione nadzieją, przeplata się z mroczną perspektywą losów rodzaju ludzkiego. „Poezja podobna jest do sygnału wysyłanego w kosmos” – czytamy. A wiersze? „Wierzymy, że samym swoim istnieniem zmieniają świat.” Za Jarosławem M. Rymkiewiczem, i wraz Krzysztofem Kuczkowskim, wierzymy też, że tak chętnie głoszone, doświadczane „być sobą” prowadzi do klęski. Zanim zamkniemy tę część „Głosolalii”, przeczytamy jeszcze jasne przesłanie: „Kocham cię, myśląca trzcino, prześwicie, szczelino brocząca / kwietniowym światłem, tańcząca na swym własnym pogrzebie, / adorująca narodziny w śmierci, odkrywająca czułość świata / w miejscu, gdzie nienawiść jest prawem, a oszustwo miarą.” Zgodnie z poglądami zwolenników jansenizmu (do których Kuczkowski chętnie nawiązuje), natura człowieka jest skażona grzechem śmiertelnym, zepsuta i nie ocaleje bez aktu łaski Bożej. Mimo to – „Bądź pochwalony, człowieku czuwający o poranku.”
Ostatni z cykli, zatytułowany „Biały kapitan” kusi skojarzeniem z książkami Antoniego Ferdynanda Ossendowskiego „Biały kapitan” i „Okręty zbłąkane”, które Kuczkowski mógł czytać we wczesnej młodości. Nie odrzucając tego skojarzenia, wracamy do przysłowiowego „raju dzieciństwa”, sielskich chwil nad jeziorem, jednak niepozbawionych kardynalnych pytań, wątpliwości, okrucieństwa i grozy, które obciążają dziecięce lata. Trop ten zdaje się tym pewniejszy, że obok motywu białego kapitana, napotykamy też postać Tomka Wilmowskiego z powieści Alfreda Szklarskiego. Oto motyw inicjacji, obdarowujący nas soczystymi, pięknymi chwilami chłopackich doświadczeń, wśród niezwykłych ludzi z miejskich peryferii, czy też ze społecznego marginesu… „Cała niepojęta tandeta Peerelu” – jej osobliwy urok z perspektywy lat.
Obrazy znad miejskiego jeziora Wenecja uzyskują wymiar magiczny, metafizyczny. To świat, w którym wszystko staje się możliwe, niepokojąco ważne. Zapisany przez autora kursywą fragment tekstu „z gorzkim korzeniem rosnącym w górę” przywodzi na myśl opowieść Sergiusza Sterny-Wachowiaka o gorliwych wyznawcach nauk żyjącego we Wschowie charyzmatycznego pastora Valeriusa Herbergera, zwanego drugim Lutrem. Grzebiąc jego ciało na wschowskim Campo Santo, uczestnicy pogrzebu w akcie Wiary, posadzili na grobie lipę, lecz korzeniami w górę, a gałęziami do ziemi… Szczepy drzewa, posadzonego w 1626 roku, wyrastają z korzeni ponoć i dziś… Zbliżając się ku końcowi cyklu, czytamy podniosły hymn, psalm „O jacy piękni są modlący się ludzie”. Tę grupę wierszy zamyka ważny, może kluczowy (to wyraz „na miejscu”, bo zamyka i otwiera), tekst bez tytułu, z fragmentem zbudowanym ze słów, nie-słów: „Saw lasaw saw lasaw kaw lakaw kaw lakaw / zeer szam zeer szam saw lasaw saw lasaw”.
Tajemna formuła, od wieków wymykająca się interpretacjom, uchylająca pytania badaczy semiotyki, ale uwodząca nas jak magiczne zaklęcie… Pytamy więc z autorem: „Ale czymże jest poznanie? Język nie musi wiedzieć”. Wystarczy płonąć „żywym ogniem, pośród umarłych”, być jak pochodnia. Ten, zaryzykujmy, programowy tekst, daleki od naszego racjonalizmu i empirii, ściśle związany z tytułową „Głosolalią”, zdaje się mówić nam: wystarczy wierzyć i wtedy już tylko – Głos i Śpiew… Książkę zamykają trzy „Poruszenia”, trzy zapiski. Najpierw: „Są pewne godziny, które nie są” (Ewa Lipska, „Wariacje Geldbergowskie”). A potem dwa teksty autorskie. W pierwszym mowa o rozmijających się „porządkach”: „Nie mam czasu na liczenie godzin. Niepoliczone baranki rozpierzchają się po rozległych łąkach dni i tygodni i nigdy nie wracają. To normalne. Godziny są z innego porządku. Z czasem mają niewiele wspólnego. Ich naturą jest rytm.”. A w drugim: „W Krakowie jest blisko 360 kościołów. Wędrujemy z Ewą i siostrą / Eligią od kościoła do kościoła, od adoracji do adoracji, od Jezusa / do Jezusa. Cierpliwy Jezus chodzi z nami.”
Bo – jak czytamy w jednym z tekstów „Głosolalii” – „Ci, którzy mieszkają na górze Karmel nie tęsknią za widokami ze szczytu Parnasu. Dlaczego? Bo z Karmelu widać Wszystko.”
JERZY GRUPIŃSKI (ur. 1938 roku we Wronkach) – poeta, krytyk literacki, animator kultury i redaktor. Od końca lat 50. związany z Poznaniem zajęciami polonisty szkół średnich, przede wszystkim jednak pracą w Pałacu Kultury (CK Zamek). Ostatnio opublikował: „Chleb od Zająca” (wspomnienia prozą i wierszem, 2022) i „Epiki towarzyskie i kilka wierszy osobistych” (2025).
[Tekst opublikowany na łamach kwartalnika „Akcent” nr 2 (184) 2026]