Jarosław Petrowicz, autor recenzji zatytułowanej „Przesłanie Pana Amo”, przekonuje, że: „Wśród patronów jego poezji bodaj najważniejsze miejsce zajmuje Zbigniew Herbert. Fragment wiersza «Czułość» z «Epilogu burzy» urodzony w Lublinie poeta przyjął jako motto swego nowego tomu zatytułowanego «Koliber».”
Z recenzji Jarosława Petrowicza pt. „Przesłanie Pana Amo”:
„Rapnicki zaprasza do zatrzymania się na chwilę w życiowym pędzie, poznania Italii jako kolebki kultury europejskiej, szukania prawdy o nas w rzeczach sprzed tysięcy lat. Może na końcu książki przydałby się przypisy. Nie chodzi o suche fakty encyklopedyczne, tylko o subiektywne uzupełnienia przydatne w wędrówkach po śladach naszych przodków na słonecznej ziemi. Nie ujmuje to nic wartościowym wierszom, stanowiącym odpowiedź na dzieła sztuki, na spotkanie z drugim człowiekiem i na bezlitosny upływ czasu.”
Z rozmowy Krzysztofa Kuczkowskiego z Markiem Rapnickim zamieszczonej w „Toposie” nr 3 (199) 2025, a zatytułowanej „Leczyć serce wywarem z tysiącleci”:
– Gdybyś opatrzył „Kolibra” słownikiem nazw miejscowych, a także indeksem przywoływanych w tym tomie nazwisk artystów, autorów obrazów, rzeźb, mozaik etc., byłby to najdłuższy wiersz w książce. Naturalnie nie chodzi tutaj o erudycję, ale o coś, co znalazłem w utworze zatytułowanym „Incanto”, chodzi o „oczarowanie”. Tak więc „Koliber” powstał z zachwytu i usiłuje tym zachwytem, tym incanto, zarazić innych. Ale nie tylko to, również „geniusz i kolor wieków”, jak piszesz w wierszu „Tuscania. Santa Maria Maggiore”. I jeszcze „miłość do ludzi i kamieni” („Jak powiedziała”). I jeszcze wiele innych rzeczy biorących się z oczarowania. Czy tak to jest?
– Bez wątpienia, tych cytatów wyprzeć się nie mogę! Zachwyt bierze się nie tyle może z piękna (to banalne), co ze świadomości, jak dawno owe przybytki kultu, ale też pałace, domostwa, cała ta nawarstwiająca się przez wieki gmatwanina tkanki cywilizacyjnej powstawała, i jak promieniuje do dzisiaj, pokazując – przynajmniej mi – nasze korzenie. W podróży na południe co dnia uświadamiam sobie, kim jestem. Spadkobiercą!
Co do poezji, wiem, że aby zachwycić innych, należy poskramiać swój zachwyt, to robota niemająca końca. Ale myślę, że jeszcze jednego rzeczownika wolno nam tutaj użyć. To – czułość. Primo voto jestem archeologiem i mam immanentną skłonność do kamieni, artefaktów, ich faktury, koloru i formy. I na ogół wiem, gdzie jestem, czyj próg przekraczam. Wysiłkiem umysłu i nóg potwierdzam wtedy znaną mi w teorii rzeczywistość. Nigdy mnie ona nie zawiodła. Jakby czekała na moją czułość, moją uwagę. Czekała w swojej bezbronności, czasem zapomnieniu. I nagradzała swoim kunsztem, wykwintem albo prostotą. Mijana przez tłumy albo przez nielicznych. Schowana w kąt lub wystawiona na środku transeptu. Rzeczywistość chrześcijańskiej Europy, teatrum kształtowania się duszy i ciała naszego kontynentu… Ambona, cyborium, figura Matki Boskiej, spiralna kolumna na dziedzińcu, wpółzatarty fresk, list Świętego Franciszka, epitafium, płyta grobowa w podłodze, podobizna patrona. Cokolwiek! Wszystko jest tu ważne i tworzy – w każdej świątyni – nieprzebrany ocean materialnej spuścizny. Jestem dłużnikiem tego oceanu!
– Zachwyt i oczarowanie łączą się z bólem, z udręką duszy. Podmiot tekstu „Wiersz ani na lekarstwo” wyznaje: „Mam porysowane serce / taka teraz moda / próbuję je leczyć wywarem z tysiącleci / wyciągiem średniowiecznej czcionki / zanurzam w solankach baroku / gładzę obsydianem wyjętym z romańskiej szkatuły / staram się ukoić wstęgą bazaltowych płyt / nucę mu chorał do snu / ale nie wychodzi jak pod Lepanto / dusza boli nie ciało”. Tak boli rodzenie „najważniejszego słowa”? Skąd wiesz, które słowo jest lub będzie najważniejsze?
– Najpierw uwaga generalna. Pierwotna funkcja wiersza to według mnie funkcja autoterapeutyczna. Pierwszym czytelnikiem utworu poetyckiego jest przecież sam autor. Wiersz pozwala mu zbliżyć się do samego siebie, skupić się w błysku iluminacji na sednie sprawy. A sprawa tyczy się duszy człowieka. Dla wędrownika takiego jak ja świetnym środowiskiem „wierszotwórczym” jest Italia, Rzym. Tam niejako wychodzę z teraźniejszości, zawieszam bieżące rozterki i problemy. „Znieczulam się” bogactwem przeszłości, nadmiarem skarbów jednocześnie sztuki i religii, żyję w kilku czasach naraz. Ale przecież rzeczywistość nie znika od tych cudów w kościołach i muzeach! Wiersz jest trochę o tym, ale kończy się – śpieszę z wyjaśnieniem – wspomnieniem jednego z najbardziej niezwykłych momentów w mym życiu, a mianowicie spowiedzi o północy pod platanem na pustym placu w środku Zatybrza. Uwierzysz? Pytasz o najważniejsze słowo, i skąd o tym wiem? Ty wiesz i ja wiem, to wyznanie win i idące w ślad za tym przebaczenie.