Za zgodą autora not o książkach, Marka Rapnickiego, przedrukowujemy teksty dotyczące książek wydanych w serii Biblioteka „Toposu” bądź autorów związanych z naszym czasopismem: księdza Jana Sochonia, Wojciecha Kassa, Krzysztofa Kuczkowskiego i Szymona Babuchowskiego.
Serdeczne pacierze
Czułość i poezja, jak chciał Norwid. I popiół naszej cielesności, która więdnie, zaciera się, przestaje cieszyć… Jan Sochoń zaufał poezji. Myśli wierszem, modli się wierszem, nawet milczy wierszem. Dlatego rozległy tematycznie zbiór z ostatnich lat odczytywać można jak poetycki intymny dziennik, rozpięty między zachwytem a zwątpieniem, uwikłany w doczesność i daleki od religijnego triumfalizmu, o który często podejrzewani są piszący księża. Autor, profesor filozofii i znawca kultury europejskiej, jakby zawieszał całą swoją wiedzę, kaligrafując niemal dziecięce prośby do Boga, któremu wbrew okolicznościom ufa. W wierszach dominuje przeczucie kresu, przełomu, który pozbawi nas bólu odchodzenia i otworzy Obiecane. Kiedy Jezus przyjdzie „w zimnej celi mojego serca” [Ligawka na adwent]. Jest więc ta książka wiosenna, ale dominantę stanowi tu nie piękno budzącego się życia, lecz właśnie Adwent, oczekiwanie na Ofiarę. I jej skutki. Tonacja moll towarzysząca większości utworów zasnuwa bezpretensjonalne frazy smuteczkiem, którego nie wstydzą się wyłącznie odważni. W finale tomiku odnajdujemy cykl „Ciche treny”, poświęcony przyjacielowi, szczery i przejmujący; domaga się on odrębnej egzegezy poza tymi łamami, tym bardziej, że ukazał się także w postaci odrębnego wydawnictwa.
Ks. Jan Sochoń, „Czułość i popiół”, Biblioteka „Toposu”, T.219, Gdynia-Kraków 2024.
Monolog nałogowca
Szybko śpieszę z wyjaśnieniem tytułu. Wojciech Kass jest czcicielem słowa, nałogowym poszukiwaczem jego sensu. Słowa, które opowiada świat. Dba o nie, pielęgnuje, baczy, aby nie schodziło na manowce taniej popularności, aby zachowało odwagę, niepodległość. Aby tworzyło Literę – jak to autor lubi powiadać – nowego poetyckiego świata. Imperatyw ów od lat z wielkim efektem realizuje w kolejnych książkach poetyckich I oto nagle wymyślił sobie formę bardzo pojemną – list, cykl listów, w których w ciągu z górą trzech lat zawarł swoje medytacje na temat pisania i pisarstwa. Czego się tknie Kass, zamienia się w poezję. Tak i ten pasjonujący monolog chwilami zamienia się w poemat prozą, balansując pomiędzy gatunkami, spełniając jednocześnie rolę dziennika. Skrzy się piękną metaforą, humorem, dystansem także do samego siebie, wszechstronną erudycją, licznymi bon motami, wszystko to w szlachetnym celu uświadomienia (przecież także sobie) warunków brzegowych dobrej literatury. Tylko sztuki zapisywania? Otóż „Listy” z powodu brawurowej narracji stają się traktatem o życiu samym, które łatwiej co prawda przejść z Poundem, Rimbaud, Hamvasem, Karaskiem, Różewiczem i Eliotem, ale którego zadań i powinności nie wyczerpuje sprawność literacka. Każdy z nas może czuć się jego „drogim niepoznanym poetą”, każdy może wziąć do siebie wezwanie takie jak to: (…) Kochaj najbliższych, gdyż w ostateczności tylko na nich można polegać, zjadaj przynajmniej dwa jabłka dziennie, pij dużo wody i nie zadzieraj z muzami, bo potrafią być mściwe.”
Wojciech Kass, „Listy do (nie)poznanego poety”, Wydawnictwo Austeria, Kraków-Budapeszt-Syrakuzy 2025.
Ze sztambucha mędrca
Krzysztof Kuczkowski, poeta oraz założyciel i przez 30 lat redaktor dwumiesięcznika „Topos”, przyzwyczaił nas do tego, że bardzo oszczędnie gospodaruje słowem poetyckim. Trzeba pokazać tylko wiersze „te, które wydają się być konieczne”, to dewiza przypomniana w najnowszym zbiorze! Widać przyszedł czas na nową książkę, na ujawnienie kolejnych utworów, którymi autor wita swoje siedemdziesięciolecie. Z takiej perspektywy widać prawie wszystko i samowiedza artysty słowa większa być nie może. Mój Pan Amo cieszy się, widząc jak wiersze poprzeplatane są „poruszeniami”, to jest cytatami z ważnych dla gdyńskiego poety autorów, co to ich nasz bohater zabrał (już dawno!) na pokład swojej łodzi. Staje się w ten sposób książka rodzajem raptularza, w którym poeta notuje, wierszem i prozą, to, co najważniejsze, swoje i cudze. Miłosz patronuje takiemu zamysłowi, a zamysł to słuszny i sprawiedliwy, bo tworzy „panoramiczne konteksty”; lektura wyimków pozwala zbliżyć się po ludzku do poety, który zmiennym rytmem wierszy wiedzie czytelnika przez meandry swojej… autobiografii. Czy „Głosolalia” (!) są summą artystycznych i metafizycznych olśnień Kuczkowskiego? Kiedy czyta się „Białego kapitana” albo dwa centralne dla mnie wiersze – „Cierń” i „Kuszenie” – odpowiedź jest twierdząca. Ale ponieważ wyczuwam w tej poezji sojusznika, chcę więcej!
Krzysztof Kuczkowski, „Głosolalia”, PIW, Warszawa 2025.
Wokół Matarni
Jak się nie ma co się lubi… Dla każdego, kto ponad wszystko przedkłada szelest stronic papierowej książki, e-book to kara. Ale jest i nagroda. Wnikliwa i czuła opowieść o poezji Wojciecha Wencla, samotnika z podgdańskiej Matarni, pióra Szymona Babuchowskiego. Poeta o poecie, przyjaciel o przyjacielu, dwaj autorzy „Almanachu Prowincjonalnego” w jednym dziele! Bardzo potrzebna to książka, przynajmniej z dwóch powodów. Po pierwsze Wencel przed dobrych kilku laty zawiesił poetyckie pióro na kołku w przekonaniu, iż wyraził w opublikowanych dotąd książkach wszystko, co zamierzał i tym samym, jakby oddalił się od nas, usunął się w cień, poświęcając się pracy nad omówieniem dzieła trzech skamandrytów. Po wtóre, jego twórczość, poprzez swoją stylistyczną „epigonię” oraz konsekwentny wachlarz poruszanych tematów, skrzętnie omijanych szerokim łukiem przez pieszczochów mainstreamu, doczekała się jak mało która ognia krytyki i szyderstwa lub w najlepszym razie słabo skrywanej obojętności. Zatem książka śląskiego poety i dziennikarza przywraca wiedzę o apologecie polskości, oddaje sprawiedliwość dziełu, niewątpliwie jednemu z najbardziej konsekwentnych w poezji polskiej przełomu XX i XXI wieku. Babuchowski cierpliwie podąża śladem głównych problemów liryki gdańszczanina, rozważając je w wybranych aspektach rzeczywistości takich jak czas i przestrzeń, wina i odkupienie, polskość, tradycja, dusza i ciało, wreszcie Bóg. Komentator cały czas jest blisko omawianych wierszy, raz po raz oddając głos autorowi. Zna go jak mało kto, będąc autorem poświęconego Wenclowi doktoratu. Udowadnia, że spór o autora „Imago mundi” to w istocie spór o wartości. Las przypisów oraz potężna bibliografia świadczą o poważnym podejściu do tematu, którym w istocie jest prawdziwy, bo wszechstronny portret poety.
Trudno mi na koniec odmówić sobie gorzkiej uwagi, że brak papierowej wersji tak istotnej dla rozumienia współczesnej poezji polskiej pracy to niewątpliwy skandal i signum temporis. Drobiazgowa i kompetentna egzegeza pisarskiej działalności jednego z najwybitniejszych i – mimo różnic w jej ocenie (a może właśnie dlatego) – najgłośniejszych współczesnych poetów polskich w każdej dobrej polskiej księgarni, ot tak, bez ograniczeń, za szybą!? A po co!?
Szymon Babuchowski, „Królestwo nad rzeką” (e-book), Instytut Książki, Kraków 2024.